Zawód po zawodówce

Szkoły zawodowe nie powinny skazywać na bezrobocie. Dlatego MEN zamierza prognozować, jakich profesji będzie brakować na rynku pracy w przyszłości i blokować nabór na kierunki niedające szans na zatrudnienie.

Kształcenie zawodowe wybiera połowa absolwentów gimnazjów. Jednak 50 proc. osób kończących te szkoły, nie znajduje pracy. Kształtowaniem polityki oświatowej w tym zakresie zajmują się de facto dyrektorzy szkół w porozumieniu z władzami powiatu. W efekcie na rynek pracy co roku trafia prawie tysiąc sprzedawców, podczas gdy bezskutecznie szuka zatrudnienia ponad sto tysięcy. Wojewódzki Urząd Pracy w Krakowie przeprowadził badanie, z którego wynika, że 49 proc. kończących szkoły zawodowe w małopolskim podejmuje pracę zgodnie z wyuczonym zawodem, absolwentów techników zaledwie 31 proc. Jednocześnie 80 proc. pracodawców poszukujących pracowników ma trudności z rekrutacją osób o odpowiednich kwalifikacjach.

Deficytowy kierowca motocykla

Sytuację próbowała zmienić już poprzednia władza. Marszałkowie w powiatach mieli udostępniać szkołom listę potrzebnych zawodów w oparciu o zapotrzebowanie lokalnego rynku pracy. Listy takie przygotowują urzędy pracy. Dla przykładu w drugim półroczu 2015 r. w powiecie Warszawy maksymalnie nadwyżkowym zawodem był ustawiacz i operator maszyn do obróbki i produkcji wyrobów z drewna, a deficytowym kierowca motocykli. Ale czy tak będzie za kilka lat, nie wiadomo. Dlatego potrzebne są prognozy zapotrzebowania na konkretne zawody. Ich przygotowanie nie jest proste. Niewielki odsetek dyrektorów szkół zbiera informacje na temat sytuacji swoich absolwentów, a ci, którzy to robią, nie zawsze biorą je pod uwagę, podejmując decyzje naboru na kierunki zawodowe.

Pieniądze na walkę z bezrobociem do szkół

Kolejnym problemem jest sposób finansowania kształcenia zawodowego. Subwencja oświatowa nie odzwierciedla kosztów kształcenia, więc samorządy lokalne często prowadzą zawodówki, które wymagają najniższych nakładów finansowych. Nowy rząd chce dofinansować szkolnictwo zawodowe z Funduszu Pracy. Zastanawia się też, jak zaangażować przedsiębiorców w opracowywanie szkolnych programów nauczania. Nie jest to proste ze względu na skromne zachęty finansowe stosowane przez państwo oraz słabość organizacji pracodawców – brakuje jednej zrzeszającej obowiązkowo wszystkich.

Jak powiedziała nam wiceminister Teresa Wargocka, w ramach programów unijnych, które są realizowane na poziomie wojewódzkim wypracowane zostały już dobre rozwiązania współpracy samorządów, pracodawców i szkół, np. w małopolskim i pomorskim. We współfinansowanym ze środków UE programie "Modernizacja kształcenia zawodowego w Małopolsce" wzięło udział 279 szkół. Jego efekt to ponad 150 tys. certyfikatów i uprawnień, lepsza zdawalność egzaminów zawodowych i zmniejszenie bezrobocia wśród absolwentów szkół zawodowych. Podobny projekt realizowany jest w 200 szkołach województwa pomorskiego.

Na razie żadnych konkretów

MEN na bazie tych doświadczeń, chce wprowadzić rozwiązania systemowe. – Musimy dokonać szczegółowej analizy możliwości ich realizacji bez udziału środków unijnych. Zmiany w kształceniu zawodowym są jednym z czterech tematów ogólnopolskiej debaty "Uczeń. Rodzic. Nauczyciel – Dobra Zmiana". Funkcjonowanie w Polsce szkół zawodowych będzie wiodącą kwestią omawianą podczas wojewódzkich debat oświatowych.

Odbędą się one do czerwca w województwie lubelskim, kujawsko-pomorskim, mazowieckim i opolskim – powiedziała Onet wiceminister Wargocka. Cezary Kazimierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców ZPP, który reprezentuje sektor małych i średnich firm stanowiących 99,8 proc. wszystkich przedsiębiorstw działających w Polsce, powiedział Onet, że cieszy go, że nowa ekipa rządząca ma zamiar kontynuować to, co rozpoczął poprzedni rząd.

Pracodawcy też chcą kształcić

ZPP ma też własny pomysł na poprawę szkolnictwa zawodowego. – Biznes narzeka na jakość absolwentów. Przedsiębiorcy skarżą się, że przychodzący zaraz po szkole pracownik nie dość, że nic nie umie, to ma w dodatku wygórowane oczekiwania finansowe. Przez pół roku trzeba go wszystkiego uczyć i jeszcze mu za to płacić – mówi Kazimierczak. Dlatego ZPP przygotowuje projekt kształcenia pracowników przez pracodawców.

– Tak, jak kiedyś mistrz rzemiosła przyuczał czeladnika, właściciele firm mogliby uczyć zawodu. Kończyłoby się to egzaminem państwowym. Uczeń zdobyłby umiejętności gwarantujące mu zatrudnienie lub mógł się w ten sposób przekwalifikować – wyjaśnia prezes. Gotowy projekt takich rozwiązań ZPP zamierza przedstawić resortowi szkolnictwa w kwietniu.

Autor: Halina Pilonis

Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.