Jak Chińczycy zgarniają perły amerykańskiej technologii

Reklama

Może to być fuzja, może być przejęcie, a może też być rzekomo prywatny inwestor. Ameryka nie jest w stanie skutecznie przeciwstawić się sztuczkom Chińczyków, kiedy wykupują najważniejsze firmy produkujące oprogramowanie i chipy najnowszych generacji, czyli to, co stanowi motor potęgi militarnej i gospodarczej kraju. Jak Chiny to robią, opisują Cory Bennett i Bryan Bender z POLITICO.

Odkąd Chiny obrały strategię kupowania zagranicznych firm technologicznych, luka w nadzorze nad obcymi inwestycjami stała się dla USA pilnym problemem do rozwiązania
Startupy w Dolinie Krzemowej twierdzą, że współpraca z chińskimi inwestorami nie oznacza oddania Pekinowi dostępu do procesu programowania i własności intelektualnej
Dawniej firmy tworzące ważne technologie były tak duże, że próba przejęcia ich przez obcokrajowców zwróciłaby uwagę
Trwające pół roku śledztwo dziennikarskie POLITICO wykazało, że Komisja ds. Inwestycji Zagranicznych w Stanach Zjednoczonych (CFIUS), główny organ ochrony amerykańskich technologii przed zagranicznymi rządami, rzadko kontroluje metody stosowane przez obywateli Chin

Dziś większość najnowocześniejszych technologii znajduje się w rękach startupów z Doliny Krzemowej, które są spragnione gotówki od inwestorów – tej nie brakuje Chińczykom, bo mają kilka bilionów rezerw walutowych.

Rząd Stanów Zjednoczonych doskonale zdaje sobie sprawę ze stosowanej przez Chiny agresywnej strategii wykorzystywania prywatnych inwestorów do kupowania najnowszej amerykańskiej technologii. Nic jednak nie zrobił, gdy na początku ubiegłego roku w sądzie upadłościowym w stanie Delaware pojawiła się spółka o nazwie Avatar Integrated Systems, mająca nadzieję nabyć kalifornijską firmę ATop Tech, projektującą i produkującą układy scalone.

Produkt ATop był potencjalnie przełomowy – to zautomatyzowany system tworzenia mikroprocesorów, mogących sterować praktycznie wszystkim, od smartfonów po zaawansowane systemy broni. Jest to rodzaj produktu, który raport rządu USA określił ostatnio jako "kluczowy dla systemów obronnych oraz amerykańskiej siły militarnej". Zaś źródło pochodzenia pieniędzy Avatara, powinno wszystkim otworzyć oczy: prezesem zarządu i jedynym jej członkiem zarządu był chiński magnat stalowy, w którego biznesie głównym udziałowcem jest firma z siedzibą w Hongkongu.

Pomimo tych okoliczności doszło do transakcji, z pominięciem jej oceny przez komitet rządowy USA zajmujący się kontrolowaniem przejęć wrażliwych technologii przez nabywców zagranicznych.

Trwające pół roku śledztwo dziennikarskie POLITICO wykazało, że Komisja ds. Inwestycji Zagranicznych w Stanach Zjednoczonych (CFIUS), główny organ ochrony amerykańskich technologii przed zagranicznymi rządami, rzadko kontroluje metody stosowane przez obywateli Chin, aby uzyskać dostęp do amerykańskiej technologii, takie jak przejęcia firm w sądach upadłościowych lub finansowane przez zagraniczne spółki venture capital amerykańskich startupów technologicznych.

Chiny i Rosja rzucą wyzwanie USA?

Komisja, znana powszechnie pod skrótem CFIUS, nie jest zobowiązana do rewidowania kontraktów, zamiast tego polega raczej na źródłach zewnętrznych lub innych agencjach rządowych, gdy podnosi kwestie rzetelności proponowanej fuzji, przejęcia lub inwestycji. Ale nawet gdyby miała bardziej formalny mandat, to CIFUS nie ma możliwości pozwalających mu radzić sobie z coraz bardziej złożonymi przypadkami transakcji, w których chodzi przede wszystkim raczej o kody informatyczne i bazy danych osobowych niż o infrastrukturę.

– W 1958 roku wiedziałem, co ma krytyczne znaczenie. To były czołgi, samoloty, awionika. Teraz, prawdę mówiąc, wszystko jest informacją. Świat to informacje, a nie rzeczy – mówi Paul Rosenzweig, który współpracował z CFIUS, gdy był Departamencie Bezpieczeństwa Krajowego (DHS) podczas drugiej kadencji prezydenta George'a W. Busha. – A to oznacza, że ​​wszystko jest infrastrukturą krytyczną. Więc okazuje się, że ​​CFIUS tak naprawdę powinien nadzorować cały globalny handel.

Jak powiedział wysoki rangą urzędnik w Departamencie Skarbu, nadzorującym CFIUS: – W każdym przypadku, gdy chodzi o firmę, która ma dużo danych o Amerykanach, dotyczących opieki zdrowotnej, osobistych danych finansowych, oznacza to podatność na ataki.

Groźna luka

Kiedy w latach 70. powstał CFIUS, firmy chroniące ważne technologie były tak duże, że próba przejęcia ich przez obcokrajowców z pewnością zwróciłaby uwagę. Obecnie większość najnowocześniejszych technologii w Stanach Zjednoczonych znajduje się w rękach znacznie mniejszych firm, w tym startupów z Doliny Krzemowej, które są spragnione gotówki od inwestorów.

Luka w nadzorze stała się pilnym problemem do rozwiązania w 2015 roku, gdy Chiny ujawniły swoją strategię "Made in China 2025", polegającą na współpracy z prywatnymi inwestorami w celu zakupu zagranicznych firm technologicznych. Rok wcześniej chińskie inwestycje w amerykańskie firmy technologiczne osiągnęły sumę 2,3 miliarda dolarów, według CB Insights, firmy prowadzącej badania nad gospodarką. W roku 2015 inwestycje tego rodzaju wystrzeliły do poziomu ​​9,9 miliarda dolarów. W następnym roku kwoty te zmalały, ponieważ administracja Obamy unieważniła jedną z większych umów, ale analitycy mówią, że apetyt Chińczyków na kupowanie amerykańskich firm i technologii jest nadal ogromny. W 2017 roku amerykańskie startupy zawarły 165 transakcji z podmiotami chińskimi, tylko o 12 procent mniej niż w roku 2015.

Jednak niektóre formy chińskich inwestycji w amerykańską technologię umknęły uwadze, podczas gdy prezydent Donald Trump stosuje wobec Pekinu politykę "wet za wet", nakładając cła mające ukarać Chiny za nieuczciwe praktyki handlowe. Krytycy jego podejścia zauważyli, że warunkowa zgoda Trumpa na wycofanie groźby wprowadzenia taryf, w zamian za chińskie zobowiązanie do zakupu amerykańskich towarów za dodatkowe miliardy dolarów, pomija kwestię przestarzałej polityki dotyczącej inwestycji zagranicznych.

Demokratyczny senator z Nowego Jorku Charles "Chuck" Schumer zaatakował w Senacie stanowisko Trumpa. – Chińscy negocjatorzy handlowi muszą się śmiać w kułak w drodze powrotnej do Pekinu – powiedział. – Muszą nas mieć za głupców, bo nie widzimy, że Chiny nieustannie kradną nasze klejnoty rodzinne, rzeczy, które sprawiły, że Ameryka jest wielka: własność intelektualną i know-how w najnowocześniejszych branżach. To nie ma żadnego sensu.

Specjaliści od bezpieczeństwa narodowego twierdzą, że taki niewidoczny transfer technologii za pośrednictwem chińskich praktyk inwestycyjnych w Stanach Zjednoczonych jest znacznie poważniejszym problemem niż spór o taryfy – i to problemem, jak na ironię, widocznym gołym okiem. W niedawnym raporcie Pentagon oznajmił bez ogródek: "Stany Zjednoczone nie mają kompleksowej polityki ani narzędzi do rozwiązania problemu masowego transferu technologii do Chin". I ostrzegł, że zdobycie przez Pekin najlepszej amerykańskiej technologii umożliwia "rywalowi strategicznemu dostęp do klejnotów koronnych amerykańskich innowacji".

Niektórzy liderzy w Kongresie są tego samego zdania. Republikański senator z Teksasu, John Cornyn regularnie ostrzega swoich kolegów, że Chiny wykorzystują inwestycje w sektorze prywatnym do wykradania technologii amerykańskiej. – Chiny używają swoich inwestycji w Ameryce jako broni, aby pozbawić Stany Zjednoczone potencjału przemysłowego tworzonego przez amerykańskie firmy – powiedział Cornyn podczas styczniowej debaty w Senacie. – Celem Pekinu jest obrócenie przeciwko nam naszej własnej technologii i know-how, aby zlikwidować przewagę USA w sferze bezpieczeństwa narodowego.

"Made in China 2025"

W październiku ubiegłego roku, chiński prezydent Xi Jinping stanął na mównicy przed 2300 delegatami partii komunistycznej, aby przedstawić swoją szeroko zakrojoną wizję przyszłości kraju.

Xi przemawiał na 19. zjeździe partii, zgromadzeniu, którego celem jest wybranie przywódców narodu, organizowanym co pięć lat w Wielkiej Hali Ludowej w Pekinie, ogromnym budynku tuż obok placu Tiananmen. Xi perorował przez trzy i pół godziny, na tle ogromnego złotego sierpa i młota w czerwonej draperii, mówiąc między innymi, że Chiny będą "patrzeć na zewnątrz".

– Chiny nie zamkną drzwi przed światem, bo będziemy coraz bardziej otwarci – zadeklarował Xi przed swoją zachwyconą publicznością, złożoną z przywódców partyjnych, z których wielu ma bliskie powiązania z miliarderami reprezentującymi Chiny na globalnym rynku. – Pogłębimy reformę systemów inwestycji i finansowania oraz sprawimy, aby inwestycje odgrywały kluczową rolę w doskonaleniu struktury dostaw.

Znawcy Chin ocenili, że Xi nawiązywał w tym przemówieniu do stosunkowo nowego planu gospodarczego rządu, nazwanego "Made in China 2025", który przywódcy ujawnili w 2015 roku. Konkretnie chodzi w tej wizji o to, aby odejść od koncentrowania się na inwestowaniu w badania w kraju i skierować uwagę na potrzebę pompowania pieniędzy w rynki zagraniczne oraz lepsze zrozumienie ich.

Na szczycie listy życzeń dotyczących inwestycji znalazły się branże wysokich technologii (high-tech), takie jak sztuczna inteligencja, robotyka i podróże kosmiczne.

Dla coraz potężniejszego przywódcy chińskiego było to zwieńczenie lat wysiłków, aby wytyczyć sposób w jaki Chiny będą korzystać ze swojego rozkwitającego bogactwa. Oprócz wabienia zagranicznych firm do Chin, Xi chciał, żeby kraj mający kilka bilionów dolarów rezerw walutowych zaczął inwestować za granicą.

Według Scotta Kennedy'ego, eksperta ds. chińskiej polityki gospodarczej z Center for Strategic and International Studies, za planem Xi stoi "o wiele więcej pieniędzy i dużo większa koordynacja" między rządem a chińskimi przemysłowcami niż w poprzednich strategiach gospodarczych.

– Ogromne ważnym elementem jest w tym planie nabywanie technologii za granicą – podkreślił Kennedy.

Modernizacja albo śmierć

Od 2015 do 2017 roku chińscy inwestorzy kapitału podwyższonego ryzyka pompowali pieniądze w topowe firmy, takie jak Uber i Airbnb, ale także w dziesiątki firm rozwijających się, słabo jeszcze znanych lub w ogóle nieznanych. Chinom nie chodziło o zdobycie tylko "najlepszych aktywów", wyjaśnił Kennedy. Przywódcy kraju chcieli raczej "wypełnić niektóre luki" technologiczne w chińskiej gospodarce.

Gdy azjatyckie mocarstwo zgromadziło zyski ze swoich ogromnych fabryk tanio i masowo wytwarzających produkty, rząd w Pekinie zdał sobie sprawę, że będzie musiał zmagać się z malejącą produktywnością, jeśli w gospodarce, od rolnictwa po produkcję przemysłową, nie zastosuje się najnowocześniejszych metod. Zasadniczo biorąc, Chiny chciały zautomatyzować całe gałęzie przemysłu, w tym produkcję samochodów, produkcję żywności i elektroniki i przeprowadzić cały ten proces na własnym podwórku.

– Przywódcy Chin zachęcali więc bogatych inwestorów w kraju, aby poszukiwali firm wschodzących mających technologie, które mogą być niezwykle ważne... ale nie są sprawdzone – mówi Kennedy. Inicjatywa ta zaowocowała inwestycjami w amerykańskie startupy zajmujące się robotyką, sprzętem energetycznym i najnowocześniejszymi technologiami informatycznymi. Przedmiotem szczególnej troski amerykańskich funkcjonariuszy ds. bezpieczeństwa narodowego jest przemysł półprzewodników – wytwarza on mikroprocesory będące "rdzeniem" wielu zaawansowanych technologii, które Chiny starają się wykorzystać.

Notoryczne szpiegostwo przemysłowe

Od 2015 roku, jak mówi urzędnik Departamentu Skarbu, chińskie transakcje stanowią dużą część spraw, którymi zajmuje się CFIUS.

Powód tego zainteresowania jest bardzo dobrze uzasadniony. W ostatnich latach Chiny były wielokrotnie oskarżane o szpiegostwo przemysłowe – korzystały z różnych metod, aby w sposób niebezpośredni zdobyć amerykańskie oprogramowanie, tajemnice wojskowe i wszystko co się da: od programu sterującego turbiną wiatrową po plany produkcyjne najnowszych myśliwców Pentagonu, F-35.

Kilku chińskich biznesmenów przyznało się do udziału w wyrafinowanych operacjach, mających na celu uzyskanie wrażliwych danych technicznych od firm w USA i dostarczenie ich do Pekinu. Raz po raz w Chinach pojawiają się zaawansowane technologicznie produkty i sprzęt wojskowy, uderzająco podobne do ich amerykańskich odpowiedników.

Zmotywowany tymi incydentami CFIUS skutecznie doradził prezydentowi, aby sprzeciwił się rekordowym transakcjom z Chińczykami. W grudniu 2016 roku prezydent Barack Obama wstrzymał przejęcie przez chiński fundusz inwestycyjny amerykańskiej filii niemieckiego producenta półprzewodników – to był zaledwie trzeci raz, gdy prezydent podjął tego rodzaju działanie.

We wrześniu 2017 roku Trump uniemożliwił chińskiemu inwestorowi zakup amerykańskiego producenta półprzewodników Lattice, powołując się na względy bezpieczeństwa narodowego. Trzy miesiące później załamał się chiński plan nabycia amerykańskiej firmy MoneyGram zajmującej się transferem pieniędzy, gdy obie strony zdały sobie sprawę, że prawdopodobnie nie uzyskają zgody CFIUS na tę transakcję, z powodu obaw o dane osobowe milionów Amerykanów – w tym personelu wojskowego – mogące wpaść w ręce chińskiej armii.

Kilka tygodni później komisja całkowicie udaremniła plan chińskiej spółki kupienia firmy technologicznej z Massachusetts produkującej urządzenia do testowania chipów komputerowych i płytek drukowanych. Następnie, w marcu, Trump zablokował zakup przez spółkę Broadcom Ltd. z siedzibą w Singapurze producenta mikroprocesorów Qualcomm.

CFIUS orzekł, że może to osłabić Qualcomm, a tym samym Stany Zjednoczone, ponieważ firma konkuruje z zagranicznymi rywalami, takimi jak chiński Huawei Technologies, w rozwijaniu nowej generacji technologii bezprzewodowej, znanej jako 5G.

Jednak zdaniem szefów od spraw bezpieczeństwa narodowego, CFIUS wciąż zajmuje się jedynie powierzchownymi przejawami ambicji Chin zdobycia amerykańskiej technologii. Podkreślają oni, że tradycyjne umowy kupna-sprzedaży w celu uzyskania amerykańskiej firmy nie są jedynymi sposobami uzyskania dostępu do najnowocześniejszych technologii.

– Można kupić częściowe udziały w firmie i uzyskać dostęp do technologii – powiedział w październiku w Kongresie prokurator generalny Jeff Sessions, dodając, że śledczy z Departamentu Sprawiedliwości "naprawdę martwią się naszymi stratami w dziedzinie technologii" tam, gdzie chińscy inwestorzy kupują niewielkie udziały w amerykańskich firmach technologicznych.

Tajemnicze przejęcie

Rozprawa, która odbywała się latem ubiegłego roku w ciemnej sali sądowej w Delaware, wydawała się dość zwyczajna: pewna stosunkowo mała firma technologiczna wykupiła zbankrutowanego konkurenta, czyli była to transakcja mająca w sobie tyle samo dramatyzmu, co nadanie listu na poczcie.

Upadły producent półprzewodników ATop Tech zatrudniał tylko 86 pracowników, gdy ogłoszono jego niewypłacalność. Ale jednocześnie miał on wart ponad miliard dolarów udział w rynkach automatyzacji projektowania układów elektronicznych i układów scalonych – jak firma poinformowała sąd upadłościowy. I to właśnie stanowiło potencjalną wartość dla każdego gracza, który chce wejść w wysoce wyspecjalizowaną branżę półprzewodników.

Avatar Integrated Systems, firma próbująca kupić ATop, najwyraźniej była takim graczem. Nie znano jej jednak za dobrze w branży półprzewodników, a sprawy własnościowe Avatara owiane były tajemnicą. Jedynym dyrektorem wymienionym w dokumentach rejestracyjnych firmy był biznesmen pochodzący z Hongkongu, Jingyuan Han; wyemitowała ona akcje dla King Mark International Limited, firmy z Hongkongu, w którą Han zainwestował. Avatar powstał w marcu 2017 roku, jak podaje firma.

Transakcja została przeprowadzona, pomimo zastrzeżeń podniesionych przed sądem przez innych graczy z branży półprzewodników, jak również przez byłego wysokiej rangi urzędnika Pentagonu, którzy sugerowali przede wszystkim, że to rząd chiński może stać za Avatarem.

Inna amerykańska firma półprzewodnikowa Synopsys wynajęła byłego urzędnika Pentagonu, Josepha Benkerta, aby pomógł jej odzyskać pieniądze, jakie ATop była jej winna. Benkert ostrzegł sąd, że transakcja może zagrażać bezpieczeństwu narodowemu.

Przekonywał on, że sprawę własności Avatara należy dokładnej przeanalizować, biorąc pod uwagę, iż wygląda na to, że firma jest "pod kontrolą Hana, obywatela chińskiego".

Mimo tych obaw, umowa kupna ATop Tech nie została oficjalnie zbadana przez CFIUS, według wysokiego rangą urzędnika administracji, mającego bezpośrednią wiedzę o tej sprawie. Z kolei, urzędnik Departamentu Skarbu, wypowiadając się w imieniu CFIUS, odmówił komentarza w sprawie fuzji.

Transakcje bankructwa, takie jak sprawa ATop-Avatar, czasami znikają z pola widzenia CFIUS z powodu trudności w ocenieniu, czy chińscy inwestorzy współdziałają z rządem.

– Bardzo trudno jest przeniknąć, kto jest rzeczywistym właścicielem – powiedział urzędnik. – Problemem jest tu zdolność naszego systemu do radzenia sobie z tym.

Chińczycy wkraczają do Doliny Krzemowej

W Dolinie Krzemowej chińskie inwestycje na ogół nie są postrzegane jako zagrożenie, ale raczej jako błogosławieństwo.

Chris Nicholson, współzałożyciel firmy Skymind, zajmującej się a sztuczną inteligencją i tworzącej pewnego rodzaju najnowocześniejsze oprogramowanie, pożądane zarówno przez Stany Zjednoczone, jak i Chiny, przywołuje wspomnienia długich miesięcy w 2014 roku spędzonych na nieustannym przemierzaniu Sand Hill Road, będącej centrum wiodących firm venture capital w Dolinie Krzemowej, oraz wszystkich tych drzwi, które się z hukiem się przed nim zatrzasnęły.

– To był dla nas długi, bezowocny rok – powiedział w rozmowie z POLITICO.

Nicholson nie szukał chińskich pieniędzy. Ale właśnie wtedy Tencent, chiński gigant internetowy i telekomunikacyjny, a obecnie jedna z największych firm na świecie, zwrócił się do Skymind, proponując 200 tysięcy dolarów kapitału początkowego (seed funding). Dopływ chińskich pieniędzy pozwolił Skymind utrzymać się na powierzchni, a wkrótce firma wylądowała w upragnionym miejscu, w Y Combinator, potężnym akceleratorze startupów.

Amerykańscy inwestorzy, którzy zaledwie kilka miesięcy wcześniej odrzucali propozycje firmy, szybko zmienili front. Chińska inwestycja wkrótce spowodowała reakcję w postaci inwestycji amerykańskich.

– To ten decydujący pakiet kapitału chińskiego pozwolił nam przetrwać – powiedział Nicholson. – Wszystko ruszyło. Teraz jesteśmy firmą zatrudniającą 35 pracowników. Wyrażając przekonanie powszechne wśród startupów w Dolinie Krzemowej, podobnych do Skymind, Nicholson podkreśla, że współpraca z chińskimi inwestorami nie oznacza przyznania urzędnikom z Pekinu dostępu do procesu programowania.

– Mój amerykański partner i ja mamy nad tym kontrolę – powiedział Nicholson, podkreślając, że Skymind nie zrezygnowała z żadnych praw do własności intelektualnej, a jej program ma otwarty kod źródłowy (open source), co znaczy, że ​​jest on dostępny dla ekspertów od bezpieczeństwa cybernetycznego, audytu i zgłaszania sugestii.

– Zbyt wiele transakcji w Dolinie Krzemowej znajduje się w strefie zawieszenia między pasywnymi inwestycjami a całkowitym przejęciem, gdzie jest dostęp do informacji, danych technicznych oraz istnieje możliwość wpływania na zarządzanie oraz – potencjalnie – wymuszania kierunku rozwoju firmy – uważa urzędnik wyższego szczebla z Departamentu Skarbu.

Jedną z głównych obaw jest to, że władze w Pekinie mogą wykorzystać wczesne chińskie inwestycje w technologię najnowszej generacji do mapowania oprogramowania, które rząd federalny, a także Departament Obrony USA będą chciały kiedyś wykorzystać – a nawet mogą zmienić je w sposób, który da Chinom dostęp do amerykańskich informacji wrażliwych.

Eksperci od spraw bezpieczeństwa i gospodarki twierdzą, że nie są pewni jakie faktycznie szkody finansowe lub dla bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych powodują ​​chińskie inwestycje po prostu dlatego, że mogą upłynąć lata zanim okaże się, jakie znaczenie ma konkretna technologia.

Jednocześnie przedsiębiorcy w Dolinie Krzemowej mówią bezceremonialnie: Ameryka po prostu potrzebuje chińskich pieniędzy, aby utrzymać swoją globalną przewagę technologiczną. – To mój strzał ostrzegawczy – mówi Nicholson. – Jeśli utrudnimy zagranicznym talentom i obcemu kapitałowi wzajemne odnajdywanie się poprzez nadmierne regulacje inwestowania w startupy na etapie początkowym to... utracimy naszą dominację jako najbardziej zaawansowana technologicznie gospodarka na świecie.

Autor: 
------------
Źródło: 

Onet

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama