Jak wygląda inteligentne jedzenie?

Reklama

W Argentynie istnieje restauracja, w której klienci obsługiwani są jedynie przez monitory.

Buenos Aires jest miastem przyzwyczajonym do starej szkoły, a co za tym idzie, obsługują nas kelnerzy „na całe życie”, którzy nie dość że nie korzystają z notesu, to jeszcze miewają humory i rzucają talerzami z jedzeniem niczym piłką.

Niemniej jednak, Guido i Martin zerwali z tymi schematami. W stworzonym przez nich miejscu nie ma kelnerów i kas, nie korzysta się z gotówki. Oboje mają po 30 lat, i po kryzysie egzystencjonalnym, zdecydowali otworzyć własny biznes. Stworzyli oni „Foster”, pierwszą restaurację w kraju, serwującą „inteligentne jedzenie”. Dlaczego inteligentne? Jest to fast food, ale bardziej wysublimowany, a czas przygotowania waha się między 30 sekundami i 4 minutami. Sałatki, wrapy i zupy, wszystkie dania są zdrowe. „Niektóre potrawy są bardziej skomplikowane, inne mniej” podkreśla Martin.

„Jedzenie w zwykłym miejscu oznacza zajmowanie konkretnego miejsca przez godzinę, na co składa się około 15 minut, w ciągu których osoba dociera na miejsce, czeka, zamawia, po czym znowu czeka. Po tym wszystkim trzeba znaleźć jeszcze dogodne miejsce obok kolegi z pracy. „Foster” nie ma nic z tych rzeczy, jest to miejsce mało widoczne, umiejscowione w odnowionej kamienicy z XIX wieku ze wspólnymi stołami i ekranami na które wprowadza się dane zamówienia, po czym zza okienka przy ekranie wysuwa się taca z gotowym daniem. Przy drzwiach znajdują się tablety a na ekranach menu: dania, napoje, desery i kawa. Wprowadzasz swoje zamówienie i płacisz kartą”, tłumaczy Martin.

Nie ma kilometrowych kolejek, przekrzykiwania się ani źle zapłaconych i wydanych rachunków” dodaje Guido.

Ludzie pracujący w tej restauracji nie koniecznie się w niej znajdują. Na pracowników składa się ekipa programistów tworzących software, dwie osoby stale monitorujące system, designerzy graficzni i personel gastronomiczny przyrządzający posiłki zza 18 kolorowych paneli.

W lokalu obsługa sprzętu nie jest bardzo wymagająca, niemniej jednak „na początku niektórzy nie do końca rozumieli działanie systemu, zdarzali się tacy, którzy nieświadomie zamawiali dwa razy to samo, co oczywiście było liczone podwójnie.”

Dwa miesiące po otwarciu lokalu, Martin i Guido wiedzą, że nadzieje na utrzymanie się na powierzchni w kraju takim jak Argentyna mogą być płonne. Nie mniej jednak, oboje mają duże ambicje, a także chęć rozwoju i dania ostatniej szansy miastu, w którym ludzie wiecznie się spieszą

Autor: 
Igor Łukawczyk
Źródło: 

Vice Mexico

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama