Zdradzieckie profile-cienie

Reklama

Kto korzysta z mediów takich jak Facebook, ten wie, że ta sieć społecznościowa namiętnie zbiera dane osobowe. Dane i aktywności w sieci mogą przy tym dotyczyć nie tylko użytkownika, ale także jego przyjaciół i znajomych. Pewne badanie pokazuje, że za pomocą powszechnie dostępnych informacji z profili w mediach społecznościowych można dowiedzieć się ciekawych rzeczy o innych użytkownikach, a nawet o osobach spoza społeczności – np. o ich orientacji seksualnej lub aktualnym statusie związku.

Wiele naszych codziennych czynności pozostawia po sobie ślad w sieci. Płacenie za zakupy kartą kredytową, serfowanie po Internecie lub spacer ze smartfonem w torbie zdradza o nas więcej, niż nam się wydaje. Już na podstawie rzekomo anonimowych rejestrów danych da się przykładowo zidentyfikować abonentów usług streamingowych lub przyporządkować właściciela karty kredytowej do jego zakupów. Za pomocą ukrytych danych dot. miejsca pobytu w postach na Twitterze i jemu podobnych można bezbłędnie przyporządkować różne profile do konkretnych osób. A wiele informacji osobistych trafia bez naszej wiedzy do osób trzecich, ponieważ używane przez nas aplikacje potajemnie je przekazują.

Ten problem jest powszechnie znany. Ten, dla kogo sfera osobista jest ważna, zastanowi się dokładnie, czy i w jaki sposób porusza się w digitalnym świecie. Jednak to, ile ten świat się o nas dowie, już dawno nie zależy tylko od nas. Bo także nasi znajomi stale udostępniają nasze wrażliwe dane – np. w mediach społecznościowych. Oczywiste stało się to najpóźniej w 2013 roku, gdy Facebook powiadomił o załataniu luki bezpieczeństwa, przez którą użytkownicy mogli dostać się do danych kontaktowych osób spoza kręgu swoich znajomych. Szokujący jest fakt, że dotyczyło to także numerów telefonu i adresów e-mailowych osób nie mających w ogóle konta na Facebooku. Jak to możliwe? Facebook wszedł w posiadanie tych danych, m.in. pobierając je z książek telefonicznych z urządzeń swoich użytkowników. Także te osoby, które dały Facebookowi dostęp do poczty gmail lub innych usług pocztowych, udostępniły swoje kontakty.

Informacje o osobach spoza społeczności

Eksperci zaczęli dyskutować o zbieraniu informacji o osobach spoza społeczności, posługując się hasłem profili-cieni. David Garcia z Politechniki Federalnej w Zurychu poświęcił się dokładnemu zbadaniu tego fenomenu. Naukowiec chciał dowiedzieć się, czy można dotrzeć także do informacji innych niż dane kontaktowe, jeśli zanalizuje się dane i aktywności udostępnione przez znajomych i przyjaciół. W tym celu Garcia przeszukał niezliczone profile w międzyczasie już nieczynnej sieci społecznościowej Friendster, dostępnej jeszcze w Internecie w formie archiwalnej. Zanalizował przy tym m.in. jak dalece określone cechy osobiste użytkowników mają związek z cechami ich znajomych. Okazało się np., że osoby homoseksualne kontaktują się częściej z użytkownikami tej samej płci, natomiast heteroseksualne raczej z przedstawicielami płci przeciwnej.

Jeśli takie wzorce statystyczne sprawdzają się w obecności różnych czynników, to można je zastosować do pozyskania informacji o osobach, które same nie upubliczniły swoich danych - albo w ogóle nie należą do społeczności, ale są znani usługodawcy np. książki telefonicznej jakiegoś użytkownika. Analiza Garcii wykazała, że Friendster będąc w posiadaniu tych informacji, teoretycznie rzecz biorąc, byłby w stanie dość łatwo dowiedzieć się na temat orientacji seksualnej czy statusu związku także osób nie będących użytkownikami i użyć tych danych do skonstruowania profilu-cienia. Im więcej użytkowników z czasem łączy się poprzez Freindster i im hojniej udostępnia swoje osobiste informacje, tym większa będzie – wnioskując z analizy Garcii – pewność, co do prawdziwości informacji: im więcej danych, tym lepsza prognoza. „Wyniki pokazują, że na sferę pojedynczego człowieka wpływają decyzje innych osób”, pisze Garcia. Idąc dalej, jednostka została pozbawiona prawa do decydowania o przekazaniu swoich informacji osobistych. Dlatego regulacje dotyczące ochrony sfery prywatnej w sieci powinny uwzględniać to zjawisko w większym stopniu, postuluje Garcia.

​​

Autor: 
Daniela Albat/Tłum. Aneta Kujawa
Źródło: 

wissenschaft.de

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama