Recenzja gry Deathloop – chaos na okrągło; 5/5 gwiazdek

Reklama

sob., 10/02/2021 - 05:54 -- MagdalenaL

Orgia stałych elementów scenografii… Deathloop. Fot. Bethesda

PC, PlayStation 5; Arkane/Bethesda

Ta strzelanka z motywem pętli czasowej wykorzystuje nieodłączną powtarzalność gier wideo – lub po prostu pozwala rozkoszować się doskonale zaprojektowanym chaosem.

Jeśli nie sądziłeś, że potrzebujesz ultrabrutalnej interaktywnej wersji Dnia Świstaka w reżyserii Johna Woo w kwiecie wieku, z dekoracjami skradzionymi z Moulin Rouge, to najwyraźniej nie grałeś w Deathloop. Jest to bezwzględnie zapierająca dech w piersiach, przesiąknięta adrenaliną strzelanka z motywem pętli czasowej od Arkane Studios – twórców takich gier jak Dishonored i Prey – która daje graczom ogromną swobodę poznawania świata, łączenia ze sobą broni i nadnaturalnych mocy, takich jak telekineza, oraz możliwość wysadzania rzeczy.

Akcja gry została osadzona na dziwnej wyspie o nazwie Blackreef, gdzie szczelina czasoprzestrzenna spowodowała, że ten sam dzień nieustannie się resetuje. Deathloop stawia po dwóch stronach barykady dowcipnego zabójcę Colta Vahna oraz Juliannę Blake, szefową tajnej organizacji, która wykorzystała anomalię chronologiczną do zbudowania dziwnej, hedonistycznej utopii. Colt chce zamknąć pętlę, zabijając wszystkich ośmiu przywódców Blackreef w jeden dzień, a Julianna chce go powstrzymać.

Deathloop. Fot. Bethesda

 

Dla gracza oznacza to przeżywanie tego samego 12-godzinnego okresu w kółko, coraz bliższe poznawanie mieszkańców wyspy i zakopanych na niej sekretów. Colt może wybrać kilka znalezionych broni, mocy i przedmiotów, aby zachować je na następną pętlę czasową, a gracz musi podejmować taktyczne decyzje dotyczące tego, co pasuje do jego stylu gry. Może podstępnie wspinać się po dachach, po cichu hakować kamery bezpieczeństwa i zabijać wrogów jeden po drugim albo wskoczyć prosto w tłum z solidną strzelbą i garścią granatów.

Ale to oczywiście studio Arkane, czyli jedno z najbardziej stylowych i intelektualnych studiów projektujących obecnie gry głównego nurtu, dlatego też Deathloop oferuje coś więcej niż tylko katartyczną akcję. Gracze muszą również rozpracować zasady pętli, mogą to zrobić odwiedzając ponownie mieszkańców wyspy o różnych porach dnia, aby zebrać informacje; podsłuchując rozmowy, aby uzyskać wskazówki, jak można zlikwidować cele. Dwie postacie mają tajny romans, więc czy można się ich pozbyć jednocześnie? Jeden facet ma obsesję na punkcie fajerwerków, nie dba o zdrowie i bezpieczeństwo – na pewno śmiertelny wypadek czeka tuż za rogiem, prawda? Piękno konstrukcji polega na tym, że nie ma pośpiechu, aby odkrywać te wątki narracyjne – zawsze można je ponownie odwiedzić przy następnej pętli.

Blackreef to niezwykle atrakcyjny świat zbudowany ze specyficzną dbałością o szczegóły, której możemy oczekiwać od tego zespołu. Budynki w stylu Art Deco połączone z kiczem z lat 60. i wysokimi malowanymi bilbordami Weimaru Berlin, tworzą wspaniały obraz zrujnowanego, elitarnego społeczeństwa i jego spektaklu. Świat wypełniony genialną grafiką, który można zwiedzać jak galerię sztuki. To, czego tu nie znajdziemy, to wszechogarniająca, przerażająca atmosfera gier Dishonored, która nasycała każdy budynek, każdą ulicę, każdy obiekt chorobliwie wiktoriańską bladością. Deathloop jest bardziej świadomie krzykliwy, to dystopia przypominająca park rozrywki, gotowe tło dla akrobatycznych dreszczy emocji, które zapewnia.

Deathloop. Fot. Bethesda

 

Nie jest też tak odważny i moralnie zniuansowany jak seria gier Dishonored. Te gry miały na celu złagodzenie agresji gracza, czyniąc świat ciemniejszym miejscem dla całej jego przemocy i dając wiele opcji nieśmiercionośnych sposobów, ale Deathloop zapewnia orgię strzelanin osadzonych w stałych fragmentach scenografii i praktycznie rzuca graczowi wyzwanie. Zawierająca elementy Bioshock i Portal oraz wskrzeszająca ducha anarchicznej strzelanki Bulletstorm z jej akrobatyczną i super-choreograficzną wymianą ognia, jest to bardziej pobłażliwa i przystępna gra niż jej poprzednicy.

Ale Deathloop zdecydowanie ma coś do powiedzenia. Oprócz innych niedawnych przygodówek z motywem pętli czasowej – 12 Minutes, Returnal i Outer Wilds – współcześni deweloperzy mają tendencję do dokładnego badania strukturalnej i empirycznej powtarzalności nieodłącznie związanej z popularnymi przygodowymi grami akcji. Jeśli wydaje ci się, że już wcześniej byłeś w tych światach, jeśli już strzelałeś z tej broni, zwiedzałeś te budynki, ukończyłeś te zadania i walczyłeś w tych przewężeniach, to dlatego, że to zrobiłeś – wiele, wiele razy. Każda strzelanka akcji to pętla śmierci dzielona między projektantem a graczem, a Arkane zdecydowanie chce porozmawiać o tym, co to oznacza, podczas gdy ty rozwalasz jej świat na kawałki.

Wideo: https://youtu.be/T4VbNPmpALw

Rzecz w tym, że nie musisz o niczym myśleć, jeśli nie chcesz; możesz po prostu cieszyć się przypływem adrenaliny, wybuchającymi symbolicznymi ofiarami przemocy graczy (wrogowie nawet znikają w wirze wielobarwnego światła po strzale, co jest autorefleksyjnym nawiązaniem do czystej dyspozycyjności postaci niezależnych). Jednakże mroczny podtekst zawsze tam jest, znajdziesz go jeśli tylko zechcesz zajrzeć pod błyszczącą powierzchnię.

W ten sposób Deathloop może mieć ciastko i zjeść ciastko – i tak bez końca. I szczerze mówiąc, jest to absolutnie pyszne.

Autor: 
Keith Stuart / tłum. Wiktoria Walczyńska
Dział: 
Zagłosowałeś na opcję 'w górę'.

Reklama