Dlaczego Polska nie pokochała Nintendo?

Reklama

pon., 09/27/2021 - 09:24 -- MagdalenaL

Zdj.https://www.flickr.com/photos/dimic-/5033993643/

Kiedy w Polsce mówi się o rynku gier, zazwyczaj upraszcza się go do „Xboxa, PlayStation i komputera”. Nintendo – tak ważne dla historii gier jak i współczesnego rynku – w Polsce jest spychane na margines, utożsamiane z przyjaznymi dla dzieci, kolorowymi grami oraz fantazyjnym sprzętem o wartości średniej krajowej. Podczas gdy na zachodzie skakanie wąsatym hydraulikiem czy przygody elfa w zielonej czapce to dla wielu element dzieciństwa.

Pierwszym – i, obiektywnie rzecz ujmując, najważniejszym – czynnikiem który wpłynął na całokształt sytuacji Nintendo w Polsce jest okres Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.

Druga połowa lata 80 ubiegłego wieku na świecie to okres dynamicznego rozwoju domowej rozrywki, z grami komputerowymi i konsolowymi na czele. W tym czasie powstawały takie klasyki jak Tetris, Pac-Man czy Super Mario. Zachodnie społeczeństwa szalały na punkcie Nintendo Entertainment System i Atari 2600. Początek tego co my dzisiaj skracamy do frazy „branża gamingowa” to również okres świetności Nintendo, których produkty dla wielu współczesnych Milenialsów to synonim dzieciństwa i formy spędzenia wolnego czasu. A to przełożyło się na dalszy sukces marketingowy.

Okres, który de facto dał podstawy pod całokształt dzisiejszego rynku gier ominął Polskę, która siedząc za Żelazną Kurtyną, borykała się z napięciami społecznymi wywołanymi kryzysem ekonomicznym i od lat trwającą kontrolą państwa ze strony ZSSR. Przeciętny Kowalski nie miał nawet szansy obcować z zachodnimi nowinkami technicznymi, gdyż nawet jeżeli sprzęt z krajów kapitalistycznych był dostępny w Peweksie, to jego cena przekraczała możliwości statystycznego Polaka.

W tym momencie nasuwa się myśl: „No dobrze, ale w 89 roku kurtyna opadła, czy zatem nie była to szansa dla Nintendo na wkroczenie na rynek?”

Jest to myśl jak najbardziej trafna, jednakże opadnięcie kurtyny to nie wszystko. Społeczeństwo Rzeczpospolitej po diametralnej zmianie systemu politycznego i transformacji gospodarki aż do końca lat 90 – kiedy to uzyskano względną stabilizację na rynku pracy jak i rynku walut - nie było w stanie sobie pozwolić na jakąkolwiek konsolę do gier (a przypomnijmy, że wtedy Nintendo nie było jedyne, gdyż do „wyścigu zbrojeń” przystąpili Sega, Panasonic i Sony).

NES w Polsce się nie sprzedał. Sprzedał się za to Pegasus. Kultowa dla naszego społeczeństwa konsola, która w rzeczywistości była klonem (żeby nie powiedzieć brzydko: podróbką) japońskiego Famicoma mogła być pośrednio jedną z przyczyn dla których Nintendo miało problemy z wykroczeniem na polski rynek. Z rynkowego punktu widzenia systemy NES/SNES po prostu by się w Polsce nie sprzedały, gdyż mając alternatywną, tańszą konsolę, hipotetyczny rodzic – bo musimy pamiętać, że to nadal okres kiedy gry komputerowe i konsolowe były utożsamiane z rozrywką dla dzieci – poproszony o konsolę do gier na gwiazdkę, sięgnie po Pegasusa.

Lata 90 to okres w którym gwiazda Nintnedo zaczęła przygasać. O tyle o ile Super Nintendo Entertainment System było sukcesem rynkowym na miarę poprzednika, o tyle Nintendo 64 przegrało w wyścigu zbrojeń z Playstation od Sony. Oczywiście 64-bitowa konsola była kolejnym rynkowym sukcesem dla Big N, ale pozostawała w tyle za rozwiązaniami konkurencji. Nie pomagał też fakt, że N64 było po prostu droższe w porównaniu do oferty Sony.

Dla Polaków Nintendo zawsze stało w cieniu Sony i Microsoftu, a dokładniej renomy jakie obie firmy wyrobiły sobie na rynku elektroniki i sprzętu RTV. Pomimo że świadomość nt. branży IT i/lub rynku gier w Polsce była relatywnie mała, to wielokrotne zobaczenie loga Microsoftu podczas uruchamiania komputerów z Windowsem 95/98/XP czy loga Sony na telewizorze przełożyło się na późniejszy komercyjny sukces obu koncernów. 20-letnie doświadczenie Nintendo w produkowaniu tak konsol jak i gier nie miało znaczenia jeżeli chciało ono wkroczyć na rynek, na którym nie miało w przeszłości szansy zbudować marki.

Konsole Big N po dziś dzień borykają się z jednym problemem, a właściwie – etykietką. Etykietką konsol kupowanych dla gier ekskluzywnych, niedostępnych na inne platformy. PSP, Xboxa czy pierwsze PlayStation można było kupić w ciemno każdemu, bo biblioteka gier była ogromna i w wielu przypadkach współdzielona pomiędzy platformami. Zarówno Sony jak I Microsoft, jako nowi gracze, byli otwarci na nowe tytuły i wszechstronność, a polscy gracze na swoich konsolach mogli przeżyć rozwój takich ekskluzywnych produkcji jako Halo czy God of War.
Podczas gdy Nintendo od lat było w tyle, wiecznie broniąc się swoimi ekskluzywnymi seriami: Super Mario, Mario Kart, Pokemon, The Legend of Zelda, Donkey Kong, Animal Crossing, Super Smash Bros w zamkniętym ekosystemie własnych konsol. Ta strategia była sukcesem na zachodzie gdyż – jak już wyżej napisano – tam Nintendo miało szansę wypromować, a później wybić się na tych markach. W Polsce to było niemożliwe do osiągnięcia przez już wcześniej wspomnianą żelazną kurtynę.

Ostatnim czynnikiem, który na lata wojnę konsol w Polsce sprowadził do PS vs XBOX jest lokalizacja. A dokładniej rzecz ujmując – translacja gier na język Polski, a jeszcze dokładniej rzecz ujmując: jej brak.

Dzikie lata 90 to także okres kiedy język angielski nie był tak upowszechniony jak dzisiaj, a to sprawiało że gry – nawet te pisane relatywnie prostym językiem – były niezrozumiałe. Konsumenci raczej nie są skłonni kupić gry, o której pierwszy raz słyszą, której nie zrozumieją, od firmy której nie znają. Samemu Nintendo nie opłacało się również tłumaczyć na polski gdyż w porównaniu do choćby języka francuskiego – na który Nintnedo wydaje oficjalne tłumaczenie większości tytułów, mamy relatywnie małą liczbę potencjalnych klientów (j. polski 45 mln mówiących kontra j. francuski 275 mln mówiących).

Oczywiście mówimy tu o odległej - z perspektywy dynamiki rozwoju elektroniki – przeszłości. Choć przez 30 lat sytuacja Nintendo w Polsce znacząco się poprawiła dzięki zaangażowaniu polskiej społeczności, dystrybucji gier przez Stadlbauer, otwartości Nintendo Switch na zachodnich deweloperów gier oraz komercyjnym sukcesie tak anime Pokemon jak i Pokemon GO, to Big N nigdy nie ugruntuje swojej pozycji w Rzeczpospolitej tak jak Sony czy Microsoft. Jednakże firma jest na dobrej drodze do serc Polaków – Wiedźmin 3 jest dostępny po Polsku na Nintendo Switch.

Autor: 
Malwina Kuśmierek
Dział: 

Reklama