Eutanazja czy choroba XXI wieku

Reklama

czw., 02/04/2016 - 14:57 -- Anonim (niezweryfikowany)

Eutanazja w obecnych czasach jest bardzo popularna. Celuje w tym Belgia, ale nie tylko. Eutanazja, czyli uśmiercanie na żądanie dotyka osoby w wieku starszym, niedołężne, z DPS-ów i Domów Starców. Jest to nie tylko problem nieuleczalnej choroby, ale też etyki lekarskiej oraz sumienia.

W niektórych krajach eutanazja jest możliwa, lecz pod pewnymi warunkami. Aby rozstać się z życiem należy wyrazić chęć oraz podpisać stosowane dokumenty. Wiele osób bardzo cierpi w wyniku bólu, kalectwa, postępu choroby i nie ma siły, by znosić to dłużej. W odruchu zwątpienia szukają rozwiązania w postaci śmierci. Dla nich egzystencja w cierpieniu jest gorsza od pożegnania się z życiem. Poddając się eutanazji ucinają wszystkie problemy i kończą w sposób, który zakrawa na samobójstwo z przyzwolenia. 
Ból, który się doświadcza w czasie choroby, bywa czasem bardzo dotkliwy, nie do zniesienia. Jednak życie nie jest tylko uczuciem, dolegliwością czy chorowaniem. Życie, jak pisał Edward Stachura, „…jest piękniejsze i ważniejsze jest, blednie przy nim wszystko, blednie przy nim nawet śmierć”. Sens życia nie opiera się na zaszufladkowaniu pacjentów, ludzi do tych, którzy są przewlekli i tych, którzy chorują od czasu do czasu. Nie można na podstawie historii choroby oraz zakwalifikowania jednostki chorobowej zgodnie z ICD-10 kierować na śmierć poprzez wprowadzenie eutanazji jako terapii. Mam tu na myśli terapię poprawiającą jakość życia. Rozstając się z życiem poprzez akt eutanazji nie poprawiamy jego jakości, ale go porzucamy; po prostu odchodzimy od tego, co stanowi o naszym jestestwie. Rezygnujemy z daru, którym jest odczuwanie płynięcia godzin, muskania wiatru czy śpiewu skowronka, idziemy w otchłań śmierci, ucinającej to, co jest największym darem, aby ukrócić cierpienie, które czasem można podleczyć, omówić w poradni, czy po prostu przestać o nim myśleć. Czesław Miłosz w tryptyku Wiara, nadzieja, miłość pisał, iż „wiara jest wtedy, kiedy ktoś zobaczy listek na wodzie, albo kroplę rosy i wie, iż one są, bo są konieczne…” Gdy zabiera się człowiekowi wiarę, że ma szansę na wyzdrowienie i proponuje w zamian eutanazję, to wybiera się za niego żywot skazanego z powodu choroby, a nie pacjenta, który ma walczyć o swój los. Eutanazja to podejmowanie decyzji za żywa osobę w celu wysłania jej tam, skąd nigdy nie wróci, ani nie zobaczy swoich najbliższych i nie poczuje nic (w zaświaty). Znając problem eutanazji i wiedząc z artykułów, iż są przypadki kierowania na eutanazję chorych bez ich pozwolenia, rodzi się pytanie - kto uzurpuje sobie prawo do wydawania wyroków stanowiących o naszym bycie? Kto ma do tego prawo, prawo do podania zastrzyku z trucizną? W Belgii wiele aptek jest wyposażonych w tzw. zestaw do eutanazji. Pacjent idzie do apteki i kupuje sobie lekarstwo na swoje przewlekłe choroby, bo uwierzył, iż jest z tych, którzy zawadzają w społeczeństwie, a jego choroba pochłania za duże koszty. Zapewne, patrząc od strony ekonomii, koszt tego śmiertelnego zestawu jest mniejszy niż leżenie w szpitalu na 100%. Poza tym oczyszcza się z chorych społeczeństwo. Jak łatwo uwierzyć, iż jest się nieuleczalnym przypadkiem, który nie rokuje a nie człowiekiem, który ma dar życia od samego Pana Boga. Znane wszystkim DPS-y i Domy Starców są pełne schorowanych ludzi, którzy dożywają tam chwili, gdy choroba pokona ich ciało i duszę. W zwyczaju szpitali oraz poradni jest nie przedłużać im życia, kiedy są poważnie chorzy. W ten sposób zostawia się starców np. ze starczą białaczką bez leków, bo są z „bocznych torów społecznych.” Dostęp do lekarzy i szpitali jest w ich przypadku także ograniczony. Dobrze, gdy starczy z reszty, która zostaje po zabraniu im 75% z emerytury czy renty na leki, które muszą sobie kupić z własnej kieszeni. Gdy mają chore serce na pewno nie starczy im na drogie leki kardiologiczne. Te najlepsze oraz najskuteczniejsze są dla bogatych emerytów. Tak więc wiek techniki jest wiekiem, gdy życie ludzkie znaczy mało, a czasem nic w obliczu decyzji o dokonaniu eutanazji. Znałam starszą osobę, która prosiła polskiego lekarza rodzinnego o eutanazję, choć miała wszystko. Jak smutny był dla niej los, kiedy po udarze, po tym jak pęknął jej tętniak w mózgu, z braku miejsc nie dostała się na oddział interny (spędziła 2 godziny w wannie w zimnej wodzie), by podtrzymać funkcje życiowe płuc (zapalenie płuc) i chcąc żyć zmarła. Tętniak został zaklipowany. Mogła żyć i w obliczu śmierci chciała żyć. Ludzie w wielu przypadkach nie zdają sobie sprawy, czym jest życie i ile można czerpać z niego radości nawet, gdy jest się w skrajnej sytuacji. Trudno zrozumieć w związku z tym pacjenta, który by ulżyć cierpieniom rozstaje się na własną prośbę z życiem i lekarza poddającego eutanazji pacjenta, któremu obiecał powrót od zdrowia oraz wyleczenie z choroby. 
Agnieszka Szczepanik 

Reklama