Nowotworowa infekcja: Czy można zarazić się rakiem?

Reklama

pon., 03/23/2020 - 16:23 -- Anonim (niezweryfikowany)

Tak jakby sam w sobie nie był potwornym wyrokiem, powodowanym przez większość rzeczy, które otaczają nas w codziennym życiu, rakiem można zarazić się za sprawą tzw. wirusów onkogennych. Lekarze alarmują: co szósty nowotwór złośliwy jest wywoływany przez infekcję. Czego unikać, na co uważać i jakim szczepieniom się poddać, żeby tego uniknąć?

Prawdopodobnie najbardziej znanym przykładem wirusa onkogennego jest wirus brodawczaka ludzkiego (HPV). Ocenia się, że ryzyko zainfekowania nim u osób o normalnej aktywności seksualnej wynosi co najmniej 50%. W większości przypadków dochodzi do samoistnego wyleczenia, lecz nie powoduje to nabycia odporności. 

Sama obecność wirusa w organizmie nie wywoła nowotworu - konieczne są czynniki środowiskowe, np. palenie papierosów czy zakażenie bakteryjne chlamydią. Ale kiedy one wystąpią, sytuacja robi się poważna.

Związek między HPV a rakiem szyjki macicy jest 10 razy większy od związku między paleniem papierosów i  rakiem płuc! W Polsce na raka szyjki macicy zapada 3200 kobiet rocznie. Niestety, nie ma skutecznych leków, które pozwalałyby na wyeliminowanie wirusa z organizmu. Ważne jest regularne wykonywanie cytologii oraz szczepienia przeciwko HPV (od 9. roku życia, najlepiej przed inicjacją seksualną).

Groźny jest też jeden z najczęściej występujących mikrobów na świecie: wirus Epsteina-Barr (EBV). Jego nosicielem jest niemal każdy z nas - ma go aż 90% populacji, a zarazić można się przez ślinę, choćby w trakcie pocałunku. Nie ma leków, które byłyby w stanie usunąć go z organizmu, zwłaszcza że potrafi się on ukrywać przed układem odpornościowym.

Zakażenie zazwyczaj przebiega bezobjawowo, a mimo to potrafi być śmiertelnie groźne. Badania dowodzą, iż istnieje związek między EBV a rozwojem niektórych nowotworów. Obecność wirusa stwierdzono w ok. połowie przypadków chłoniaka Hodgkina w państwach zachodnich i prawie każdego w krajach rozwijających się.

Nosicielami Helicobacter pylori jest dwóch na trzech dorosłych. Można się nią zarazić jedząc skażoną żywność, ale również poprzez pocałunek. Dla wszystkich chorych mamy zarówno dobre, jak i złe wiadomości. Zacznijmy od tych drugich. Infekcja ta (choć często przebiega bezobjawowo) może powodować wrzody, które, gdy są nieleczone, stanowią jeden z czynników rozwoju raka żołądka.

Statystyki wskazują, że aż do 80% nowotworów tego organu przyczyniają się bakterie. Czas na pozytywną informację: Helicobacter pylori może też działać... ochronnie. Istnieją dowody sugerujące, że jej nosiciele są mniej narażeni na ryzyko rozwoju innych nowotworów, choć nie do końca wiadomo, jaką rolę odgrywają w tym bakterie.

Ponad jedna trzecia Polaków zarażonych jest mikrobem Chlamydia trachomatis, niekiedy nawet nie zdając sobie z tego sprawy, bo infekcja często przebiega bezobjawowo. Może ona zostać przekazana podczas kontaktów seksualnych. Badania wykazały, iż kobiety, które przeszły zakażenie w swoim życiu, są bardziej narażone na rozwój raka szyjki macicy niż te, które nie chorowały.

Co więcej, Chlamydia trachomatis czasem współdziała z innymi drobnoustrojami - takimi jak wirus zapalenia wątroby - zwiększając ryzyko wystąpienia nowotworu. To właśnie dlatego każdą zdiagnozowaną chlamydiozę trzeba leczyć przy pomocy antybiotyków, by mieć pewność, że bakteria całkowicie zniknie z ciała. Co to oznacza? Osoby, które chorowały na EBV, są 3-4 razy bardziej narażone na rozwój związanego z nimi raka niż te, które nie przebyły infekcji.

Pacjentem onkologicznym można się też stać w wyniku wizyty w... szpitalu. To tam zwykle zarażamy się wirusami zapalenia wątroby typu B i C, które odpowiadają za 70-80% raka wątrobowokomórkowego (HCC), jednego z najczęstszych nowotworów tego narządu. Jak się przed tym obronić? Najlepszy sposób to szczepienia ochronne. Podawane są one wszystkim noworodkom oraz dorosłym z grup podwyższonego ryzyka. Zapewniają skuteczność ponad 90% przez okres 15 lat (pełna ochrona to trzy dawki preparatu).

Warto wspomnieć także o wirusie ludzkiej białaczki z komórek T (HTLV), którym zarażonych jest 15-25 milionów osób na świecie. Ma on zdolność wbudowywania swojego materiału genetycznego do genomu gospodarza i może wywoływać chłoniaki, białaczki T-komórkowe dorosłych czy białaczki włochatokomórkowe. Wirusy z rodziny HTLV (zidentyfikowano cztery ich rodzaje) są przenoszone z matki na dziecko, drogą płciową, przez kontakt z zakażoną krwią albo transfuzje.

Naukowcy z Holandii i Niemiec przytaczają na łamach "American Journal of Transplantation" przypadek pewnej 53-latki, która zmarła wskutek udaru mózgu w 2007 roku. Nie miała zdiagnozowanych schorzeń, które wykluczałyby ją jako dawcę narządów, a liczne testy nie wykazały żadnych oznak nowotworu - dlatego lekarze przeszczepili jej organy różnym osobom.

Kobieta, która otrzymała nowe płuca, 16 miesięcy po transplantacji zachorowała na raka. Analiza komórek chorobowych wykazała, iż tak naprawdę były to komórki raka piersi, a DNA pochodziło od... dawczyni. Pacjentka zmarła rok po diagnozie. W tym czasie o zagrożeniu powiadomiono troje innych biorców. W 2011 roku u kobiety po przeszczepie wątroby zidentyfikowano komórki raka piersi - zmarła po trzech latach.

U pacjentki, która dostała lewą nerkę, w 2013 roku także zdiagnozowano raka piersi. Nowotwór rozprzestrzenił się na inne części ciała i doprowadził do jej zgonu dwa miesiące później. U 32-latka, który otrzymał prawą nerkę, w 2011 roku również wykryto komórki raka piersi w nerce. Finalnie została ona usunięta - a mężczyzna żyje do dziś.

Do przeniesienia tkanek nowotworowych podczas transplantacji dochodzi na szczęście niezwykle rzadko. Według amerykańskiego Narodowego Instytutu Nowotworów ryzyko wynosi ok. 0,02%. Przeszczepy organów są z reguły bezpieczne, ponieważ narządy dawców przechodzą rygorystyczne badania przesiewowe - w tym wywiad rodzinny pod kątem chorób oraz wiele testów laboratoryjnych.

Tak też było w przytoczonym przypadku 53-latki. Poddano ją m.in. USG jamy brzusznej i serca, prześwietleniu klatki piersiowej, a także badaniom dróg oddechowych. Ale nie da się sprawdzić wszystkiego, więc istnieje zagrożenie, że dawca będzie miał ukryte schorzenie - w tym przypadku był to niezdiagnozowany rak piersi.

W raporcie medycznym napisano, iż pacjentka mogła mieć tzw. mikroprzerzuty, które wydostały się z pierwotnego guza do innych części ciała. Nie dało się ich wykryć za pomocą standardowych testów.

Nowotwór może rozwinąć się u każdego, niezależnie od wieku i kondycji. Są jednak substancje, których nadmiar w naszym organizmie zwiększa ryzyko jego wystąpienia. Tak jak należy unikać palenia papierosów, nadużywania alkoholu czy jedzenia wysoko przetworzonej żywności, warto też uważać na bakterie, wirusy, pasożyty i grzyby, które mogą przyczyniać się do zachorowania.

Autor: 
Marcin Powęska, Anna Walczak
Źródło: 

Interia

Reklama