Respirator - technologia oznaczająca życie

Reklama

śr., 04/15/2020 - 18:01 -- Anonim (niezweryfikowany)

Od momentu rozpoczęcia walki z koronawirusem, w wielu informacjach na całym świecie pojawiają się niezliczone ilości fachowych terminów medycznych.  

Na małych i dużych ekranach bezustannie pojawiają się lekarze i różni specjaliści bardzo często używający terminów : respirator i wentylator. Czym jest sprzęt, którego potrzebuje dzisiaj cały świat, a którego cena zaczyna zwalać z nóg?

Jeszcze nie tak dawno władze Francji i Niemiec krytykowały Stany Zjednoczone za przekierowywanie przesyłek ze sprzętem medycznym. Pojawia się coraz więcej informacji o tym, że firmy z Chin i innych regionów Azji sprzedają sprzęt ochronny i medyczny tym, którzy płacą za niego najwięcej. A tym płacącym najwięcej są przede wszystkim Stany Zjednoczone. Jak poważna jest sytuacja świadczy fakt, że minister zdrowia Barbadosu oskarżył ostatnio USA o skonfiskowanie 22 respiratorów, które jak się spekuluje, dla swojego kraju sprezentowała znana piosenkarka Rihanna.  

W ubiegłym tygodniu niemiecki minister zdrowia Andreas Geizel wprost oskarżył Amerykanów o „posługiwanie się metodami rodem z dzikiego zachodu i kradzież sprzętu medycznego”. Powód? USA przekierowały do siebie przesyłkę z setkami tysięcy maseczek firmy 3M przeznaczonych dla berlińskiej policji. Doszło do tego w Tajlandii, podczas przeładunku towaru z jednego samolotu do drugiego. Co ciekawsze, 3M jest amerykańską firmą kupującą maseczki również od azjatyckich producentów.

Dzisiaj są na wagę złota

Pierwszą wersję respiratora (ang. ventilator) przeznaczonego dla szpitali zaprezentował światu jeszcze w latach 30-tych ubiegłego wieku amerykański lekarz John Emerson. Musiało minąć ponad 20 lat, żeby sprzęt trafił na listę niezbędnego wyposażenia medycznego każdego szpitala. Dopiero w latach 50-tych i na początku 60-tych XX wieku stał się standardem.

Pierwsze modele respiratora były dość prymitywne. Niektóre z nich, produkowane w Wielkiej Brytanii, wykorzystywały zmodyfikowane pompy rowerowe i silniczki wycieraczek samochodowych. Chociaż prymitywne, pracowały całkiem dobrze. Ich przeznaczeniem była pomoc pacjentom mającym trudności w oddychaniu. Na początku lat 60-tych, na rynku pojawił się "Manley Mark II", respirator kontrolowany elektronicznie, wykorzystujący sprężony gaz lub mieszankę tlenową.

Wraz z rozpoczęciem wojny wietnamskiej, pojawiło się zapotrzebowanie na małe, przenośne respiratory. Stany Zjednoczone opracowały wtedy "Diamond AER”- pierwszy respirator bez części ruchomych, co umożliwiło tanią produkcję i łatwy serwis. Samo urządzenie było niewielkie, w sam raz do użytku na polu bitwy.

W latach 80-tych i 90-tych nastąpił rozwój respiratorów z wbudowanymi mikroprocesorami. Pojawiły się "Puritan Benett 7200", "Servo 300" i "Hamilton Veolar". Mogły one monitorować stan pacjentów i dostosowywać do niego parametry pracy.

W dzisiejszych czasach, zdaniem dr Natašy Jordanov Mitić „są na wagę złota.

 

Więcej aparatów za mniejsze pieniądze

"Pacjenta mającego trudności z oddychaniem monitorujemy cały czas, ale gdy następuje u niego pogorszenie stanu zdrowia, zaraz podajemy mu maskę tlenową. Jeśli natlenienie jest niewystarczające, używamy respiratora, o którym decyduje anestezjolog. Chociaż doświadczony lekarz wie, kiedy pacjent jest zagrożony, tylko anestezjolog może zdecydować, w którym momencie należy podłączyć go do respiratora. Większość pacjentów nie potrzebuje respiratora, ale u niektórych metody nieinwazyjne są nieskuteczne i lekarz musi szybko zdecydować i zareagować, bo bez respiratora chory przestanie oddychać. Pracę respiratora zawsze kontroluje anestezjolog", wyjaśnia Nataša Jordanov Mitić.

Wspólnota technologiczna, przedsiębiorstwa, inżynierowie i specjaliści IT włączają się teraz w wyścig mający na celu rozwój prostego, taniego respiratora. Chodzi o to, żeby w krótkim okresie czasu było takiego sprzętu jak najwięcej. Amerykańscy giganci General Electric i Ford rozpoczęli masową produkcję respiratorów według projektu firmy Airon, która do niedawna produkowała ich tylko parę dziennie.

Nowa "koalicja" przedsiębiorstw planuje produkcję co najmniej 30.000 respiratorów, bo zapotrzebowanie na nie w samych Stanach Zjednoczonych jest ogromne. Gubernator Andrew Cuomo ostrzegł niedawno, że za pięć dni miasto Nowy Jork może zostać bez respiratorów. General Motors ruszył z podobnym projektem pod nazwą "Ventec Life". Inżynier i specjalista IT Goran Nikolić uważa, że tak duże zapotrzebowanie na respiratory jest rezultatem niewielkiej ilości firm, które je produkują.

"W świecie technologii medycznych liczy się tylko 20 `graczy`. Co więcej, prawie wszystkie projekty tego rodzaju urządzeń są specyficzne, opatentowane i niestety, często ze sobą niekompatybilne. Placówki opieki medycznej uzależnione są od jednego dostawcy i jednego serwisanta”, mówi Nikolić.

 

Nic bez polityki

"Światowi specjaliści i inżynierowie pracują teraz w pośpiechu nad projektem nieodpłatnego respiratora 'open source'. Pobierałoby się go z internetu, żeby nawet małe firmy i grupy wyposażone w odpowiednie narzędzia mogły same go produkować. Projekt 'Open source' oznacza, że nikt nie ma patentu, produkcja jest tania, a projekt jest na tyle uproszczony, żeby aparaty łatwo i szybko mogły być serwisowane”, dodaje.

Zarówno w państwach UE, jak i na Bałkanach, sprawa zakupu respiratorów prawie natychmiast została upolityczniona. Różni ministrowie, sekretarze i liderzy opozycji na całym Starym Kontynencie rozpoczęli przetargi na respiratory. Zastanawiają się, czy jest ich wystarczająco dużo, kto ich więcej kupił, kto kupił od Chińczyków, a kto od kraju członkowskiego UE, kto i ile na to przeznaczył.

Osobliwej rzeczywistości, którą teraz pogrąża globalny kryzys, grozi ciąg dalszy nawet po opanowaniu pandemii, bo jak często mówią amerykańscy politycy : „Żal byłoby nie wykorzystać kryzysu do osiągnięcia politycznego celu”.

Podczas gdy politycy się spierają, wspólnota technologiczna i sama technologia ratują życie ludzi na całym świecie.

Autor: 
Ivan Trajković/Tłum. Emilia Liberda
Źródło: 

Al Jazeera

Reklama