Dlaczego miliarderzy mają obsesję na punkcie kosmosu?

Reklama

ndz., 07/18/2021 - 22:45 -- MagdalenaL

Brytyjski miliarder Richard Branson przybywa do Spaceport America w Nowym Meksyku 11 lipca. Następnie przeleciał 53 mile nad Ziemią statkiem wyprodukowanym przez Virgin Galactic. Zdjęcie: Patrick T Fallon/AFP/Getty Images

Musk, Bezos i Branson zdają się myśleć, że jeżeli cała cywilizacja wyginie na Ziemi to ludzie mają kopię zapasową naszej planety w innym miejscu.

Branson, Bezos, Musk: dlaczego ci miliarderzy z całym swoim światowym bogactwem są zafiksowani na punkcie podróży kosmicznych? Założyciel Tesli imieniem Elon Musk przekonuje, że tylko poprzez stanie się „wieloplanetarnymi”, ludzie mogą zyskać „bezpieczną ochronę” przed wyginięciem naszej rasy lub zapadnięciem się planety, a Jeff Bezos z Amazona mówi o „ratowaniu Ziemi”. Jeśli cywilizacja zginie na jednej planecie, ci miliarderzy zdają się myśleć, że mamy kopię zapasową naszej planety w innym miejscu.

Bezos, Musk i Richard Branson wydają się być zmotywowani przez wzniosły cel, którym jest zabezpieczenie przyszłości ludzkości za sprawą podróży w kosmos. Wielu odrzuciło to jako miliarderową brawurę, która nie zwraca uwagi na prawdziwe, przyziemne problemy, takich jak zapaść środowiskowa. Co gorsza inni twierdzą, że to echo drapieżnych, historycznych grabieży ziemi. Jednak „podróż w kosmos” i „ocalenie rasy ludzkiej” to idee, które od dawna urzekają ludzi na Ziemi. Ich wspólna historia pokazuje, dlaczego ta perspektywa nas urzeka, niezależnie od tego, kto w tej chwili jej kibicuje.

Przez wieki Zachód działał przy założeniu, że wszechświat jest pełen życia i inteligencji. Alternatywa – że ludzie byli zasadniczo jedyną oazą inteligencji otoczoną martwą, jałową pustką – była zbyt trudna do zaakceptowania. Przypuszcza się, że na innych planetach istnieją istoty zasadniczo identyczne z nami. Z tego powodu nikt nie przyznał, że koniec Ziemi oznaczałby jednocześnie koniec ludzkiego życia. Nie było również powodu, by wyobrażać sobie ludzkość migrującą na inne planety, by tchnąć życie w nieożywiony wszechświat. Pisarze wyobrażali sobie podróże w celu odwiedzenia innych ciał niebieskich i ich humanoidalnych mieszkańców, ale nie zasiedlania tych przestrzeni na stałe.

Jednak w okresie wiktoriańskim niektórzy zaczęli przyznawać, że zniszczenie Ziemi może oznaczać koniec ludzkiego życia we wszechświecie. Naukowcy zaczęli wyznaczać terminy dotyczące końca Ziemi. Myśleli, że słońce pali swe paliwo, kurczy się i stygnie. Pisarze tacy jak HG Wells sugerowali, że po śmierci Słońca ludzkość może przenieść się na wewnętrzne planety Układu Słonecznego, takie jak Wenus. Jednak kulenie się wokół dogasającego gwiezdnego żaru tylko przedłużyłoby to, co nieuniknione. Szacunki były pesymistyczne: pod koniec XIX wieku fizycy przewidywali, że dla światła słonecznego pozostało tylko kilka milionów lat.

Pierwsze, prawdziwe propozycje rejsów załogowych do innych gwiazd pojawiły się na początku XX wieku. W latach dwudziestych XX wieku brytyjsko-indyjski genetyk JBS Haldane zaryzykował, że jeśli ludzkość kiedykolwiek osiedli się w innych systemach gwiezdnych, jej przyszłość, a więc migracja ze słońca do słońca, może trwać dziesiątki bilionów lat. Ostrzegał, że jeśli pozostaniemy związani z Ziemią, cała nasza przyszłość będzie tylko znikającym ułamkiem tego, co moglibyśmy mieć. Haldane dostrzegł, że ludzie mogą znajdować się na samym początku swojej historii i że ich najlepsze osiągnięcia mogą dopiero na nich czekać, jeżeli zdecydują się opuścić swoje miejsce urodzenia. Jednakże inni byli sceptyczni. W 1962 CS Lewis przewidział, że podróże międzyplanetarne ustanowią jedynie „nowy kolonializm”.

W latach sześćdziesiątych pytanie, czy w naszym kosmicznym sąsiedztwie istnieje życie, było nareszcie aktywnie testowane. Anteny satelitarne przeszukiwały niebo w poszukiwaniu sygnałów innych cywilizacji. Poszukiwania nie znalazły nic poza ciszą. W przeciwieństwie do pokolenia, w którym żył Wells, naukowcy wiedzą, że na Marsie nie ma zaawansowanych cywilizacji. Szansa, że jesteśmy jedyną cywilizacją na Drodze Mlecznej – a nawet w całym obserwowalnym wszechświecie – została mocno ugruntowana. Eksploracja kosmosu nie jest „nowym kolonializmem” w powszechnym rozumieniu tego terminu ponieważ przynajmniej w obrębie naszego Układu Słonecznego, gdziekolwiek się nie osiedlimy to będzie to miejsce pozbawione złożonych form życia.

Od czasu stworzenia broni jądrowej wyginięcie ludzkości nie było już tak odległą perspektywą jak umierające słońce, które niepokoiło wcześniejszych fizyków. Pociski nuklearne zdolne do zniszczenia naszego gatunku sprawiły, że to zagrożenie jest nieuchronne i antropogeniczne. W tym niepewnym postnuklearnym kontekście, pisarze i myśliciele, tacy jak Isaac Asimov i Stephen Hawking, zasugerowali, że jeśli zależy nam na ochronie ludzkości to może wystąpić pośpiech, aby zasiedlić Marsa. Jeśli ludzkość w końcu stanie się „międzygwiezdna” to możemy żyć w początkowej historii całej cywilizacji. Szczyty i przewagi tego, co można osiągnąć mogą zależeć od tej przyszłości.

Jednak w najbliższym czasie musimy pilnie stawić czoła ekstremalnym zagrożeniom, takim jak kryzys klimatyczny, pojawiające się wirusy i możliwość powstania zmodyfikowanych patogenów. Nie tylko poprawiłoby to istnienia osób żywych, ale również ochroniłoby to życia tych, którzy mogliby dopiero później się pojawić. Obecnie tylko astronauci lub miliarderzy, tacy jak Musk i Bezos są w stanie na chwilę opuścić atmosferę ziemską. To prawda, że wraz ze starzeniem się naszego Słońca ​pewnego dnia Ziemia stanie się niezdatna do życia, a szerszy wszechświat pozostanie potencjalnie zdolny do podtrzymywania złożonych form życia przez kolejne eony.

Jednak to, czy ludzie kiedykolwiek dostaną szansę na zasiedlenie innych planet zależy wyłącznie od działań tych, którzy obecnie żyją. Z tego powodu naszym bezpośrednim priorytetem powinno być zabezpieczenie naszego środowiska i zapewnienie wszystkim ochrony przed ekstremalnymi zagrożeniami.

Stworzyliśmy środki do zniszczenia samych siebie i kierujemy upadkiem naszego środowiska, a nie rozwinęliśmy instytucji ani zbiorowej mądrości zdolnej temu zapobiec. Zanim ludzie zaczną angażować się w wielkie, wielopokoleniowe projekty, takie jak dotarcie do gwiazd to właśnie ochrona przed tymi ekstremalnymi zagrożeniami jest pilnym zadaniem dla teraźniejszości.

  • Thomas Moynihan jest pracownikiem naukowym zajmującym się historią na Uniwersytecie Oksfordzkim i autorem książki X-Risk: How Humanity Discovered It’s Own Extinction

Autor: 
Thomas Moynihan / tłum. Anna Zawadzka
Dział: 
Zagłosowałeś na opcję 'down'.

Reklama