Pobliska planeta, która zmieniła obraz wszechświata

Reklama

sob., 07/31/2021 - 17:05 -- MagdalenaL

Źródło zdjęcia: Pixabay

Wenus od zawsze była najjaśniejszą z planet widocznych gołym okiem. Kolejne cywilizacje nazywały ją na cześć bogiń, a zazwyczaj były to boginie miłości i piękna. Rzymianie wymyślili stąd Wenus.

Dzięki wynalezieniu teleskopu oraz uważnej obserwacji planety, blisko cztery wieki temu stało się jasne, że wszechświat jest inny niż powszechnie uważano. Na początku tego tygodnia obraz ten na nowo stanął na głowie: atmosfera Wenus zawiera wysokie stężenia fosfiny, prawdopodobnie wytwarzanej przez jednokomórkowe życie.

Podróżując blisko cztery wieki wstecz: około 1610 roku włoski uczony Galileo Galilei otrzymał wynaleziony w Holandii teleskop. Wiedział, jak go udoskonalić i dobrze z niego korzystać. Galilei zbadał i opisał powierzchnię Księżyca. Ponadto odkrył cztery księżyce Jowisza.

Fazy Wenus

Galilei patrzył, dostrzegał, szkicował i zastanawiał się. Spostrzegł fazy Wenus. Podobnie jak w przypadku Księżyca, planeta ta ukazywała się czasem na niebie w pełni, a potem znowu w połowie lub jako cienki sierp. Uważny uczony odkrył także, że Wenus w pełni jest mniejszy niż pozostałe. To byłoby niemożliwe, jeśli przyjąć, że planeta obraca się wokół Ziemi.

Obserwacja potwierdzała teorię polskiego astronoma Mikołaja Kopernika, który już wcześniej zasugerował, że Wenus posiada fazy oraz, że Ziemia, tak jak pozostałe pobliskie planety, obraca się wokół Słońca. Galilei już mocno w to wierzył. Teraz posiadał potwierdzający to dowód.

Pogląd ten stał w opozycji do wszystkiego, co kościół przedstawiał jako prawdę na temat stworzenia oraz Ziemi jako centrum. Niedługo potem praca Kopernika wylądowała w indeksie ksiąg zakazanych. Galilei otrzymał zakaz dalszego nauczania i publikowania. Jeszcze później został zmuszony do wycofania swojego poparcia dla Kopernika i został umieszczony w areszcie domowym.

Wokół biegunów planety musiało być możliwe życie

Dużo później rozpoczęły się spekulacje na temat życia na Wenus, relatywnie bliskiej i jako planety podobnie dużej jak Ziemia. Brytyjski astronom i popularyzator astronomii Richard Proctor uznał to za możliwe w 1870 roku. Wokół równika Wenus było jego zdaniem za gorąco. Ale życie wokół biegunów planety musi być możliwe, myślał Proctor. W jakiej formie, tego nie wiedział dokładnie.

Szwedzki chemik i zwycięzca Nagrody Nobla Svante Arrhenius przedstawił w 1918 roku zupełnie odmienny obraz Wenus. Jego zdaniem warunki na planecie były wszędzie mniej więcej takie same. Powierzchnia ciała niebieskiego była jego zdaniem pokryta jednym wielkim zielonym bagnem z warunkami porównywalnymi do karbonu na Ziemi (300 do 350 mln lat temu). Humanoidalne stworzenia nie mogłyby tam przetrwać; niższe formy życia - na pewno.

Luźno opierając się na tego rodzaju teoriach naukowych, pisarze popuścili wodze fantazji. Brytyjski filozof i pisarz Olaf Stapledon pozwolił mieszkańcom Ziemi w Last and First Men (1930) polecieć na Wenus z powodu nieuchronnego zderzenia z Księżycem. Napotkali tam planetę, która w dużej części składała się z oceanów z mrożącymi krew w żyłach burzami tropikalnymi. Więcej niż biblijne deszcze odegrały również rolę w zamieszkałej Wenus z „The Long Rain” (1950) i „All Summer in a Day”, krótkich opowiadaniach amerykańskiego pisarza Ray’a Brandbury’ego.

Niedługo potem podróże kosmiczne pomogły ludzkości uzyskać lepszy wgląd w klimat Wenus. Te informacje sprawiły, że życie tam stało się o wiele bardziej nieprawdopodobne: stało się jasne, że temperatura na planecie może dochodzić do 500 stopni Celsjusza i że ciśnienie powietrza jest około sto razy wyższe niż na Ziemi. Dalsze badania nad fosfiną na Wenus przyczynią się być może do wywrócenia tego obrazu do góry nogami po raz kolejny.

Autor: 
Paul Van der Steen tłum. Wiktoria Dzido
Dział: 

Reklama