,,Kwitnący biznes’’. Warto wiedzieć skąd pochodzą kwiaty, które dostaniemy na Dzień Kobiet

Reklama

pon., 03/08/2021 - 19:13 -- MagdalenaL

Skylar Kang/Pexels

Różyczka ze wstążką, czy bukiet tulipanów to piękny gest na Dzień Kobiet. Czy jednak zastanawiamy się skąd pochodzą i w jakich warunkach były uprawiane? Kwiaty cięte, budzą wiele pozytywnych emocji, są symbolem okazywania miłości, ale mają także mroczną historię.

W Europie każdego dnia sprzedaje się miliony „świeżych” ciętych kwiatów. Zanim jednak te kwiaty trafią do naszych domów, pokonują tysiące kilometrów.  Róże przylatują do nas m.in. z Kenii, Etiopii, Ugandy, Zimbabwe albo Tanzanii, storczyki z Tajlandii i Australii, a goździki z Kolumbii. Holandia, największy producent i dystrybutor kwiatów w Europie, większość kwiatów, w tym aż 80% róż, sprowadza właśnie z Afryki i Ameryki Południowej.

Miejsca plantacji mają podłoże ekonomiczne. Znacznie bardziej opłaca się uprawiać kwiaty tam, gdzie jest naturalnie ciepło i nie potrzeba drogiej energii do ogrzania szklarni. W krajach takich jak Kenia, Etiopia czy Kolumbia kwiaty rosną w naturalnym środowisku i nie wymagają tworzenia sztucznego mikroklimatu w szklarniach. Decydującym czynnikiem jest także tania siła robocza.

Rzeczywistość nie jest usłana różami

W ciągu ostatnich 50 lat wartość rynku kwiatów ciętych wzrosła z 3 do 40 mld dolarów rocznie. Równocześnie w ciągu kilkunastu lat w krajach globalnego Południa pojawiło się wiele plantacji kwiatowych. Przykładem może być Etiopia, gdzie w latach 1999 - 2010 powstały 83 plantacje, każda z nich zatrudnia ponad 1 000 osób i eksportuje ok 60 000 kwiatów dziennie. Nie oznacza to jednak, że Etiopia wzbogaciła się na tym przemyśle. Należy podkreślić, że 55% plantacji należy do zagranicznych inwestorów, co oznacza, że na produkcji kwiatów w Etiopii wzbogacają się głównie kraje globalnej Północy. W okresie lipiec 2011 – kwiecień 2012 przemysł kwiatowy przyniósł Etiopii ok. 200 milionów dolarów, co stanowi zaledwie 2% światowej wartości rynku ciętych kwiatów. Produkcja kwiatów przez kraje afrykańskie jest czasem podawana jako przykład sukcesu tych krajów: dochody z eksportu są imponujące, wzrasta liczba zatrudnionych, rozwija się lokalna gospodarka, ale ten szybki rozwój ma również swoją ukrytą cenę, a tą ceną są złe warunki pracy oraz degradacja środowiska.

Na plantacjach pracują głównie młode kobiety. Wiele z nich pada ofiarą tragicznych wypadków, ale prawdziwe dane nie są znane, gdyż statystyki są utajniane. Ich przełożonymi są głównie mężczyźni, którzy często wykorzystują je seksualnie. Za swoją ciężką pracę nie dostają godziwej zapłaty. Pracownicy nie mają prawa zrzeszania się w związkach zawodowych. Pracują codziennie po kilkanaście godzin, bez odpowiedniego zabezpieczenia i masek. Brak zabezpieczeń przeciwko toksycznym substancjom takich jak pestycydy czy herbicydy prowadzi do wielu chorób. Podczas przeprowadzonego w 2009 roku przez Unrepresented Nations and Peoples Organization (UNPO) badania wykryto, że spośród 120 substancji, stosowanych na plantacji Zeway w etiopskim regionie Oromia, aż 15 jest zaklasyfikowanych jako rakotwórcze przez Światową Organizację Zdrowia.

Dodatkowo przecież ochrona lokalnego ekosystemu powinna być priorytetem dla krajów, w których produkuje się kwiaty na masową skalę, ale aspekt ten jest zazwyczaj pomijany. Najbardziej rażącym przykładem degradacji środowiska jest nieodpowiednie zarządzanie substancjami chemicznymi stosowanymi przy uprawach. Substancje te nie tylko stanowią zagrożenie dla pracowników, ale dodatkowo są bardzo szkodliwe dla środowiska. Przede wszystkim nie istnieje żadna polityka ich utylizacji, w tym utylizacji pojemników zawierających ich skoncentrowane pozostałości. Resztki te są zazwyczaj zakopywane w ziemi bez żadnego zabezpieczenia. Oznacza to, że przedostają się do gleby i wód gruntowych, co prowadzi do wyjałowienia gleby, a w dalszej perspektywie czasowej może doprowadzić do katastrofy ekologicznej. Pojedyncza róża potrzebuje półtora litra wody dziennie, a na każdej plantacji rosną ich miliony. By zapewnić stały dostęp do wody plantacje lokowane są blisko dużych zbiorników wodnych. Przykładem może być jezioro Naivasha w Kenii, wokół którego co chwilę powstają nowe różane plantacje. Jezioro to, będące jedynym źródłem wody pitnej dla mieszkańców pobliskich miejscowości oraz zwierząt, od lat powoli umiera. Obniża się poziom wody, znikają ryby i inne zwierzęta. Do wód trafiają ogromne ilości substancji chemicznych wykorzystywanych przy nawożeniu plantacji. Skażoną wodę piją mieszkańcy okolicznych wiosek i w ten sposób stają się kolejnymi ofiarami kwiatowego biznesu.

Kwiaty Kenii

Jezioro Naivasha to płytkie jezioro o powierzchni ok. 140 km 2, leżące 80 km od stolicy Kenii, Nairobi, w południowej części Wielkiego Rowu Afrykańskiego. Naivasha i obszary nabrzeżne to ekosystem zamieszkiwany przez tysiące gatunków zwierząt. Cechą charakterystyczną jeziora są duże wahania poziomu wody, wynikające między innymi z braku odpływów powierzchniowych. Zmiany te powodują przesunięcia linii brzegowej oraz okresowe niedobory wody. Ma to wpływ na relacje między różnymi użytkownikami jeziora a także kwestie zarządzania zasobami wodnymi oraz terenami leżącymi w sąsiedztwie Naivasha. Dwa najpoważniejsze problemy związane z jeziorem to eksploatacja i zanieczyszczanie wody oraz wynikające z nich napięcia społeczne. Problemy te mają to samo źródło – przemysłową produkcję kwiatów ciętych na eksport. Żyzna gleba, przyjazny klimat i dobrej jakości słodka woda z Naivasha od wieków przyciągały ludzi. Rozwój przemysłu ogrodniczego postawił ogromne wyzwanie przed najważniejszym ekosystemem regionu jak również władzami Kenii. Do mieszkańców regionu dołączyli nowi przedsiębiorcy głównie europejskiego pochodzenia, którzy zaczęli masowo wykupywać lub dzierżawić ziemię pod uprawę kwiatów na eksport. Rozpoczęła się nieograniczona konsumpcja wody z Naivasha wzmacniana rosnącym popytem w Europie. Obecnie uprawa kwiatów ciętych jest najlepiej rozwijającym się sektorem gospodarki Kenii i jest drugim po herbacie rolnym towarem eksportowym przynoszącym walutę. Plantacje kwiatów zajmują obszar ponad 4000 ha. Część z nich jest uprawiana w systemie szklarniowym, część wciąż na otwartym powietrzu, co wymaga większej ilości wody. Eksport kwiatów ciętych z Kenii w ostatnich latach przebił bowiem konkurencję z Kolumbii, Ekwadoru, Izraela, Indii, Chin, Zimbabwe, Zambii. Kenijskie róże stały się hitem w europejskich kwiaciarniach, hipermarketach i na giełdach.

Ze względu na silną pozycję, hodowcy mogą dyktować warunki pracy. Płace są bardzo niskie, bo od 25 do 32 dolarów miesięcznie za pracę na pełen etat. Duża część pracowników nie ma żadnej osłony socjalnej ani medycznej, mimo warunków pracy często zagrażającym zdrowiu przez chemikalia. W kraju, gdzie opieka medyczna i edukacja są pełnopłatne, oznacza to brak środków na leczenie i naukę oraz utrzymanie. Mimo ciężkiej pracy, osoby zatrudnione w przemyśle nie mogą zapewnić sobie realizacji podstawowych potrzeb - takich jak prąd, bieżąca woda czy pożywienie dla rodziny. Od płac nie są odprowadzane żadne składki, ubezpieczenia ani podatki. Tracą więc jednostki, jak również państwo. Do niedawna nagminne były też przypadki molestowania zatrudnionych kobiet przez męskich zwierzchników, zakaz działalności związkowej, zastraszanie pracowników oraz stosowanie środków ochrony roślin w obecności pracowników.

Czy sytuacja się poprawi?

Wiele firm podejmuje inicjatywy mające na celu poprawę sytuacji. Część z nich, zrzeszonych w Kenya Flower Council (KFC), rady producentów kwiatów ciętych, zaczęła wdrażać system audytu i wewnętrznej certyfikacji tzw. „Srebrnych i Złotych standardów”. Certyfikaty są odnawiane co rok tylko po pomyślnym przejściu audytu. Otrzymanie srebrnego certyfikatu łączy się z przestrzeganiem norm takich, jak m.in. ochrona zdrowia i bezpieczeństwa pracowników, zapewnienie pakietów socjalnych i godnych warunków pracy stawki, pakiety medyczne, prawo do urlopów w tym urlopu macierzyńskiego, transport pracowników do miejsc pracy czy prowadzenie szkoleń BHP. Największe firmy oraz te certyfikowane przez Organizacje Sprawiedliwego Handlu, takie jak Oserian, Ravine czy Finlay, prowadzą też darmową opiekę medyczną, budują przedszkola i szkoły dla dzieci pracowników, osiedla mieszkaniowe. Stają się pracodawcami odpowiedzialnymi społecznie. Trudno natomiast określić, ile farm wciąż działa poza normami i systemem ochrony i regulacji.

Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, jak pogodzić interesy przynoszącego wielomilionowe zyski biznesu z ochroną środowiska, dobrobytem ludzi i rozwojem kraju. Mimo, że we wszystkich tych obszarach jeszcze wiele pozostaje do zrobienia wydaje się, że wspólne wysiłki prywatnych przedsiębiorców, rządu, organizacji pozarządowych i obywateli mogą być skuteczne.

My obywatele jako odpowiedzialni konsumenci możemy natomiast kupować kwiaty produkowane w krajach, o których wiemy, że mają wystarczające zasoby wodne, są produkowane zgodnie z normami ochrony środowiska, z poszanowaniem praw pracowników. Jeśli mamy trudności ze sprawdzeniem takich informacji, możemy kupować kwiaty tylko z polskich hodowli. Polskie kwiaty mogą być droższe, jednak mamy wtedy większą pewność, że nie przyczyniamy się do wyzyskiwania pracowników lub przyrody. Możemy także kupować mniej kwiatów lub kwiaty doniczkowe, o które będziemy dbać przez lata a nie tylko kilka dni.

Zatem, gdy już wiemy jaką drogę przebył nasz bukiet kupiony w supermarkecie lub kwiaciarni, czy aby na pewno nadal budzi to w nas takie pozytywne emocje? Pamiętajmy, że kupując prezenty jako odpowiedzialny i świadomy zagrożeń konsument sprawiamy prezent nie tylko sobie.

Autor: 
Patrycja Kwaśniewicz
Źródło: 

ekonsument.pl/globalna.ceo.org.pl

Reklama