Cybernetyczna wojna na Bałkanach: Internet jako pole bitwy

Reklama

Obrazek użytkownika koscielniakk
sob., 02/09/2019 - 13:20 -- koscielniakk

Grupy i pojedynczy hakerzy z Chorwacji, Serbii i Albanii opanowują strony internetowe wykorzystując je do przenoszenia politycznych i wojennych wiadomości.

 

Chorwacka flaga na stronie internetowej Miasta Belgrad, wiadomość „Vukovar to serbskie miasto” na stronach Instytutu Języka Chorwackiego, „Kosovo jest albańskie” zamiast treści agencji Tanjug (serbska agencja prasowa – przyp.tłum), ostrzegawcze video-wiadomości z Serbii i Albanii po aresztowaniu Ramusha Haradinaja (premiera Kosowa – przyp.tłum.) – kłótnie i potyczki na Bałkanach tym razem objęły Internet, a główni uczestnicy to hakerzy. Haktywizm, termin powstały już w latach 90–tych, w ostatnim czasie stał się pełnowymiarowy za sprawą takich grup jak Anonymous, które wykorzystują internet do przenoszenia politycznych wiadomości, często dotyczących niesprawiedliwości, wykorzystywań i zagrożeń ludzkich praw. W przypadku Bałkanów takie wiadomości nierzadko zawierają treści nacjonalistyczne lub nawołujące do wojny, zauważają specjaliści. Już od drugiej połowy lat dwudziestych zaczęły się pojawiać grupy i pojedynczy aktywiści na terytorium byłej Jugosławii, których mobilizowały do działań ówczesne polityczne wydarzenia i konflikty w regionie. Metą ataków były w większości strony instytucji rządowych i mediów; opanowywanie stron służyło przede wszystkim promowaniu politycznych i wojennych wiadomości. Walczyły głównie grupy i pojedynczy hakerzy z Chorwacji, Serbii i Albanii, co jest kontynuowane i dziś – wyjaśnia Zoran Živković, specjalista ds. współczesnych systemów informacyjno-komunikacyjnych i informatycznego bezpieczeństwa oraz prezes Stowarzyszenia zajmującego się informacyjnym bezpieczeństwem Serbii.

 

Kara nawet do kilku lat więzienia

W zeszłym roku albańscy hakerzy zaatakowali stronę RTS (Radio Telewizja Serbia – przyp.tłum.) i w ciągu kilku godzin przejęli nad nią kontrolę umieszczając na niej między innymi flagę Albanii i groźby. Dłużnymi nie pozostali hakerzy z Serbii, którzy zhakowali strony tirańskich i kosowskich mediów. Živković wspomnianych hakerów uważa zasadniczo za nieszkodliwych. Dodaje, że to przede wszystkim młode osoby, które chcą się wykazać w przeciwieństwie do grup z Serbii i Bośni i Hercegowiny, które wyrządziły ogromną szkodę kradzieżą pieniędzy pochodzących z opłat drogowych; podobne sytuacje mają miejsce także w Chorwacji.

W większości przypadków są to pojedynczy hakerzy lub mniejsze grupy hakerów w czyich szeregach są nastolatkowie chcący się wykazać i zyskać hakerską sławę. Według moich wiadomości w regionie nie istnieje silna lokalna grupa hakerów, od czasu do czasu aktywizują się mniejsze i zasadniczo utworzone przez młodych informatyków na początkowych latach studiów, wciąż niedostatecznie dojrzałych i odpowiedzialnych, z pragnieniem wykazywania się i zabawy napadających na strony internetowe lub drugie platformy. Relatywnie łatwo się ich demaskuje i szybko kończą swoją działaność. Przejmowanie kontroli nad stronami internetowymi stanowi szkodę w wymiarze symbolicznym – to porażka i duży oddźwięk internetowych stowarzyszeń i wywołanie poczucia wstydu u „właściela“ strony. Ale także i takie ataki nie są bezkarne; wiązane są z sankcjami a prowodyrom grozi conajmniej kilka lat więzienia. Praktycznie wszystkie państwa w regionie w podobny sposób traktują napady hakerów i mają podobne systemy sankcjonujące. Przewidziane są i kary więzienia za takie wykroczenia, które zaczynają się od kilku miesięcy do kilku lat, w zależności od sposobu działania, celu ataku i wyrządzonej szkody. Znany jest przypadek ataku na chronioną stronę policji przez studentkę rachunkowości Marinę M. ze Splitu, który nie zakończył się sukcesem a jednak hakerka została ukarana warunkowym zawieszeniem kary więzienia, tłumaczy Živković.

Łączenie się bałkańskich hakerów

Alen Delić, konsultant ds. informatycznych i bezpieczeństwa z Chorwacji, uważa, że „spory” w internecie wiodą prym od dwóch lat, a zaczęły się od momentu wejścia Chorwacji do Unii Europejskiej 1 lipca 2013 roku. Trendy pokazują, że hakerzy z Bośni i Hercegowiny, Chorwacji i Serbii łączą się i wymieniają. Jeśli rozmawiamy o stronach, które są atakowane – tu nie są potrzebne wyjątkowe umiejętności, ataków nie dokonują eksperci, ale osoby z mniejszą wiedzą i umiejętnościami, a więc końcowa szkoda nie jest duża, rolę odgrywa percepcja i wrażenie ludzi, że atak był czymś spektakularnym. Nie znaczy to jednak, że w regionie nie działają eksperci, którzy mają wystarczające kompetencje do wyrządzenia ogromnej szkody. Zgadza się (Delić – przyp.tłum.), że takie ataki nie mają znaczących konsekwencji, ale dodaje, że nie należy ich ignorować, ponieważ ich częstotliwość będzie wzrastać. Z drugiej strony, tak jak media kreują rzeczywistość tak i wiadomości zostawiane przez hakerów mogą zostać poważnie potraktowane przez odbiorców. Mają też miejsca ataki, o których się nie rozmawia, których się nie eksponuje w mediach, ponieważ olbrzymie korporacje, które doświadczyły ataku, nie życzą sobie, by informacja o tym była jawna. Ostatnio często mamy do czynienia z kradzieżami; śledzi się wymianę korespondencji firmowej a następnie wystawia się fałszywe faktury od firm z którymi dana korporacja współpracuje i pieniądze wpłacane są na rachunek zagraniczny. Mówimy o znacznych kwotach, po 150000 euro w jednej kompanii, objaśnia Delić.

 

Największe niebezpieczeństwo to rekrutacja przez Państwo Islamskie

Živković ostrzega, że chwilowo największym zagrożeniem w regionie jest wykorzystywanie internetu do werbowania i rekrutowania nowej siły dla Państwa Islamskiego w Iraku i Lewancie (ISIS) a także szerzenie paniki poprzez bardzo radykalną i grożącą aktywność. Hakerzy z Bałkanów, którzy są członkami międzynarodowych grup hakerów jak Anonymous czy grup powiązanych z ISIS moga być zdecydowanie bardziej niebezpieczni, ale w większości przypadków ich cele mają charakter bardziej globalny i nie są ukierunkowane wobec konkretnego regionu. Zwerbowani młodzi ludzie z naszego regionu wykorzystywani są do rekrutacji nowych członków a także do przesyłania zastraszających gróźb i wyroków. Jedną z najnowszych form aktywności jest grożenie śmiercią większej liczbie osób z naszego regionu, wskazując te osoby z imienia i nazwiska; autorem tych gróźb jest młody człowiek z kraju byłej Jugosławii, który jest teraz w ISIS. Pojawiać zaczęły się częściej także masowe ataki DDos (zaatakowanie systemu komputerowego równocześnie z wielu komputerów – przyp.tłum) na media i domy mediowe, w Serbii stało się to wręcz cotygodniowym rytuałem – przynajmniej raz w tygodniu zdarzają się ataki, które mają na celu przerwanie usług serwisu. Uważa się, że za niektórymi z tych ataków stoją grupy hakerów z Kosowa, Albanii jak i hakerzy powiązani z ISIS w regionie, którzy działają z terytorium Bośni i Hercegowiny, Austrii i innych państw europejskich.

Nasi rozmówcy twierdzą jednak, że nie należy się martwić ani politycznymi wiadomościami zostawianymi stronach internetowych ani hakerskimi „bombami” w internecie.

 

Autor: 
Vedrana Maglajlija/Tł. Marta Grabowska
Źródło: 

balkans.aljazeera.net

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama