Wsparcie emocjonalne - zwierzęta naprawdę wspierają nas emocjonalnie

Reklama

ndz., 06/13/2021 - 08:10 -- MagdalenaL

Nowe badanie potwierdza korzyści czerpane przez nas z towarzystwa kotów i psów.

Ludzie od dawna dzielili się ze sobą anegdotami o korzyściach płynących z towarzystwa zwierząt, jednak do tej pory brakowało na ten temat badań. Szczególnie prawdziwe są te na temat korzystnego wsparcia emocjonalnego udzielanego nam przez zwierzęta.

W tym miesiącu zostało opublikowane zweryfikowane badanie naukowe na temat korzystnego wpływu zwierząt wsparcia emocjonalnego dla osób z poważnymi chorobami psychicznymi, takimi jak chroniczne stany lękowe lub depresja. Przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu w Toledo badanie wykazało, że po roku od adopcji uczestnicy dostrzegali znaczące obniżenie poziomu depresji, stanów lękowych czy samotności.

W przeciwieństwie do zwierząt pomocników, zwierzęta wsparcia emocjonalnego nie potrzebują żadnego formalnego szkolenia ani certyfikatu. Jednak również one są oficjalnie uznawane przez pracowników służby zdrowia jako potrzebne ze względów terapeutycznych osobom cierpiących na określone choroby, takie jak stany lękowe, depresja czy uzależnienia, które kwalifikowane są jako niepełnosprawności według przepisów z Fair Housing Act.

„To badanie pokazuje, że jest przestrzeń dla zwierząt wsparcia emocjonalnego w roli naszych partnerów dla zdrowia i dobrobytu”, mówi Janet Hoy-Gerlach, PhD, LISW-S, profesor pracy socjalnej na Uniwersytecie w Toledo i kierowniczka badania. 

Uczestników badania wybrano poprzez program Hope and Revovery Pet (HARP), inicjatywę, która pomaga znaleźć bezdomnym zwierzętom dom jako zwierzętom wsparcia emocjonalnego. Program został stworzony w 2010 roku przez Hoy-Gerlach i polega na współpracy między organizacją Humane Society i ProMedica, dużym systemem zdrowotnym. Aktualnie funkcjonuje on w 28 stanach. 

„Najlepszą częścią programu jest jego obopólność”, mówi Hoy-Gerlach. „Program ma korzystny wpływ na zdrowie ludzi, a także pozwala zwierzętom ze schronisk odnaleźć dobre, kochające domy”.

Wszyscy uczestnicy programu mieli niski dochód, chroniczne choroby psychiczne i żyli samotnie. Organizacja Humane Society weryfikowała kandydatów i przeprowadzała wizyty domowe przed dopasowaniem do nich zwierzęcia, żeby zapewnić zwierzętom bezpieczeństwo. 

Zanim uczestnicy adoptowali swojego kota czy psa wsparcia emocjonalnego, wykonywali test oceniający poziom ich stanów lękowych, depresji oraz samotności. Badacze zebrali również próbki śliny do zmierzenia trzech biomarkerów stresu i przywiązania: 

  • oksytocyny, znanej także jako „hormon miłości”. Mózg uwalnia ją podczas zawiązywania reakcji, dzięki czemu odczuwamy ciepłe, pozytywne uczucia, kiedy jesteśmy z ukochanymi osobami;

  • kortyzolu, głównego hormonu stresu. Regularna, nadmierna ekspozycja na kortyzol zwiększa ryzyko wystąpienia m.in. depresji, stanów lękowych oraz chorób serca;

  • alfa-amylazy, enzymu występującego w ślinie, który również może wykazać poziom stresu. 

Badacze ponownie kontaktowali się z uczestnikami po miesiącu, trzech, sześciu, dziewięciu oraz dwunastu miesiącach. Za każdym razem pobierali próbki śliny, a potem uczestnicy wchodzili w dziesięciominutową interakcję ze swoim zwierzęciem wsparcia emocjonalnego, która mogła polegać na głaskaniu, zabawie lub komunikacji. Po krótkiej interakcji pobierano kolejny zestaw próbek śliny.

Podczas wizyty po 12 miesiącach uczestnicy ponownie wypełniali ten sam test psychologiczny, żeby ocenić ich dobrostan psychiczny. Badanie nie tylko wykazało, że po roku od adopcji uczestnicy zgłaszali wyraźnie niższy poziom stanów lękowych oraz depresji, ale też czuli się mniej samotni.

Jednak nie było analogicznych zmian w trzech biomarkerach ze śliny. Chociaż Hoy-Gerlach mówi, że zaobserwowano regularny wzrost oksytocyny i spadek kortyzolu po dziesięciominutowej interakcji uczestników z ich pupilami, tendencje te nie były znaczące statystycznie. 

Pomysł na badanie po raz pierwszy pojawił się w głowie Hoy-Gerlach na początku jej kariery w pracy socjalnej, kiedy przeprowadzała ocenę ryzyka u ludzi rozważających popełnienie samobójstwa. Jednym z wielu pytań, które zadawała, było „co powstrzymało cię od tego działania”? 

„Często padały odpowiedzi «Nie zrobiłbym tego moim dzieciom» lub «To sprzeczne z moją wiarą»”, mówi Hoy-Gerlach. „Ale równie często słyszałam też «Nie chcę zostawiać mojego zwierzęcia samego»”.

Dla miłośniczki zwierząt te odpowiedzi w intuicyjny sposób miały sens. Jednak jako specjalistka w zakresie zdrowia psychicznego Hoy-Gerlach zdawała sobie sprawę, że w trakcie żadnego szkolenia ani w toku edukacji nigdy nie wspominano o zwierzętach jako sposobie ochrony i zachowania ludzkiego zdrowia.  

 „A jednak osoby z którymi rozmawiałam wymieniały swoje zwierzęta jako powód, dla którego pozostały przy życiu”, mówi. „Utrzymywanie kogoś przy życiu to naprawdę potężna rzecz”. 

W aktualnym badaniu brakowało grupy kontrolnej, a liczebność próby była mała, więc badacze nie mogą zbytnio generalizować. Jednak Hoy-Gerlach jest przekonana, że to może być pierwsze z wielu badań. „Mam nadzieję, że [to badanie] przyspieszy powstawanie większej ilości badań z pomocą bardziej szczegółowych metod, tak żebyśmy mogli lepiej rozumieć i wykorzystywać korzyści płynące z posiadania zwierząt wspierających emocjonalnie”. 

 

Autor: 
Grace Wade, tłum. Joanna Niemczyk
Dział: 

Reklama