Jak miasta skostnieją...

Reklama

wt., 05/11/2021 - 22:26 -- MagdalenaL

Wielkie metropolie cywilizacji XXI wieku pozostawią po sobie geologiczne dziedzictwo, które będzie trwać przez tysiąclecia, ale jak pisze autor David Farrier, niektóre rzeczy przetrwają znacznie dłużej niż inne.

Wydawało się, że cały świat został zakopany w betonie. Może to przez jetlag, ale widok przyprawiał o zawrót głowy: miasto, rozlewające się aż po horyzont w każdym kierunku. Szanghaj to jedna z największych metropolii świata. Z platformy widokowej Shanghai Tower, drugiego najwyższego budynku na świecie, wyglądało to jak bezkres – fala drapaczy chmur falująca na zewnątrz, niknąca w niebieskiej plamie bloków mieszkalnych w oddali.

Współczesny pejzaż miejski jest w równym stopniu geologiczny, co urbanistyczny. Jeśli Szanghaj jest betonową pustynią, Nowy Jork jest oryginalnym miastem kanionem, jego ulice wyłożone drapaczami chmur tworzą głębokie doliny, takie, jakie w przeszłości tylko wielkie rzeki mogły tworzyć przez tysiące lat. W jednym z późnych esejów Virginia Woolf wyobrażała sobie siebie szybującą jak ptak nad ujściem Hudsonu, obok Staten Island i Statuy Wolności, aż do betonowych rozpadlin Manhattanu. „Miasto Nowy Jork, nad którym się unoszę – pisała w 1938 roku – wygląda tak, jakby zostało wyczyszczone i wyszorowane zaledwie poprzedniej nocy. Nie ma w nim domów. Składa się z ogromnie wysokich wież, z których każda jest podziurawiona milionem dziur".

 

Pierwsze miasta odtwarzały środowiska, od których niegdyś uzależnieni byli ludzie koczowniczy, koncentrując schronienie i pożywienie w jednym miejscu. Współczesna metropolia oferuje swoim mieszkańcom całą planetę w mikrokosmosie. Jak pisze autorka Gaia Vince, budynki i infrastruktura miejskiego krajobrazu symulują „wysoki widok gór, ochronę suchych jaskiń, słodką wodę jezior i rzek".

 

Jeśli miasta mają charakter geologiczny, nasuwa się pytanie, co pozostawią po sobie w stratygrafii XXI wieku. Skamieliny są rodzajem planetarnej pamięci kształtów, jakie kiedyś nosił świat. Tak jak nie zapomina się krajobrazów z głębokiej przeszłości, tak samo zapis skalny z głębokiej przyszłości będzie pamiętał Szanghaj, Nowy Jork i inne wielkie miasta?

Można by założyć, że miasta są zbyt efemeryczne, by pozostawić po sobie skamielinę. „Większość budynków jest projektowana na 60 lat" – mówi Roma Agrawal, inżynier budowlany wieżowca Shard w Londynie. „I zawsze myślałam, że to czuje się naprawdę krótko, ponieważ to jest moje życie". Jeśli chciałbyś zbudować coś, co stanie za dziesiątki tysięcy lat, „wtedy siły, z którymi musisz się zmagać, stają się ogromne", wyjaśnia. Większość inżynierów nie patrzy tak daleko w przyszłość.

Ale choć budynek może nie być zaprojektowany tak, by stał przez tysiąclecia, nie oznacza to, że zabraknie mu geologicznej spuścizny. Według Jana Zalasiewicza, emerytowanego profesora paleobiologii na Uniwersytecie w Leicester, jest to „całkiem rozsądne, a nawet prozaiczne przewidywanie geologiczne", że mega miasto pozostawi po sobie skamielinę. Zapytałem go, skąd ma taką pewność. „Jako geolog, prawie postawiłbyś to pytanie na odwrót" - odpowiedział. „Jak można temu zapobiec?".

 

To kwestia, jego zdaniem, trwałości, obfitości i lokalizacji. Główne elementy nowoczesnego miasta mają swoje korzenie w geologii i dlatego są na swój sposób bardzo trwałe. Większość rudy żelaza na świecie powstała prawie dwa miliardy lat temu. Piasek, żwir i kwarc w betonie należą do najbardziej odpornych substancji na Ziemi. Te wytrzymałe materiały istniały kiedyś w naturalnych złożach. Ale tam, gdzie wcześniej poruszała je tylko woda, grawitacja lub aktywność tektoniczna, teraz jest to połączenie ludzkiej inicjatywy i paliw węglowodorowych.

Co 100 lat przemysł wydobywczy i budowlany przesuwa po planecie tyle skał, że powstaje nowe pasmo górskie.

Żyjemy w największej epoce budowania miast, jaką kiedykolwiek widział świat. Trzysta lat temu istniało tylko jedno miasto z milionem mieszkańców (Edo, dzisiejsze Tokio). Dziś jest ich ponad 500, a wszystkie są przyćmione przez takie mega miasta jak Mexico City (21 milionów mieszkańców), Szanghaj (24 miliony) i Tokio (obecnie 37 milionów). Jak odkryłem podczas badań nad moją książką Footprints: W poszukiwaniu skamielin przyszłości, ilości materiałów, które są w to zaangażowane, są oszałamiające. Co 100 lat przemysł wydobywczy i budowlany przesuwa po planecie tyle skał, że powstaje nowe pasmo górskie, szerokie na 40 km, długie na 100 km i wysokie na 4 km (25 x 62 x 2,5 mili). Od II wojny światowej wylano tyle betonu, że można by nim pokryć całą planetę, ląd i morze. Według najnowszych badań opublikowanych w czasopiśmie Nature, na naszej planecie znajduje się obecnie większa masa budynków i infrastruktury (1100 gigaton) niż drzew i krzewów (900 gigaton).

 

Lokalizacja ma znaczenie dla określenia rodzaju skamieliny, jaką pozostawi po sobie miasto. W kategoriach geologicznych Ziemia nigdy nie jest statyczna - albo się wznosi, albo opada na „windzie tektonicznej". Miasto takie jak Manchester w Wielkiej Brytanii, położone na gruncie wciąż wznoszącym się po ostatniej epoce lodowcowej, z czasem ulegnie całkowitej erozji, zmywając do Morza Irlandzkiego smugę cegieł, betonu i cząsteczek plastiku. „Ale wiele z największych miast świata jest głęboko zakotwiczonych w ujściach delt i przybrzeżnych równinach" – mówi Zalasiewicz. „A one się osuwają. Delty toną, tak właśnie robią delty". W wielu przypadkach działalność człowieka masowo przyspiesza ten proces. Od 1900 r. Szanghaj zapadł się o 2,5 m (8 stóp) z powodu wydobycia wód gruntowych i ciężaru budynków wciskających się w bagnisty grunt. Do tego dochodzi podnoszenie się poziomu morza, które do 2100 roku może przekroczyć metr. „Ale nawet bez podnoszenia się poziomu morza", mówi Zalasiewicz, „byłoby to nieubłagane, ponieważ osiadanie jest stałe".

 

A co z konkretną konstrukcją? Shanghai Tower waży 850 000 ton: stalowy szkielet o wysokości 632 m (2 073 stóp) z ponad 20 000 tafli szkła i 60 000 metrów sześciennych (2,1 miliona stóp sześciennych) betonu. Jak to skamienieje?

 

„Powiedzmy, że Szanghaj będzie zachowywał się tak, jak Amsterdam i część delty Missisipi, gdzie osady wlewają się do środka" – mówi Zalasiewicz. „Otrzymasz progresywne zmiany na przestrzeni tysięcy i setek tysięcy, a także milionów, a następnie dziesiątek milionów lat".

 

Podobnie jak inne bogate miasta, Szanghaj będzie energicznie bronił się przed wzrostem poziomu morza, ale pętle sprzężenia zwrotnego klimatu oznaczają, że oceany będą pełzać w górę przez kolejne stulecia. Kiedy woda stanie się nie do opanowania, prawdopodobnie nastąpi powolne opuszczanie miasta przez najbogatszych, którzy opuszczą je jako pierwsi. Ludzie biedniejsi, nie mający dokąd pójść, mogą być zmuszeni do przystosowania się do warunków półzanurzenia. Przez kilkaset lat górne poziomy Wieży Szanghajskiej będą niszczeć w miarę jak wiatr i woda będą je erodować. Być może zostaną też osłabione przez padlinożerców zbierających cenne materiały. Jeśli najniższe poziomy zdołały utrzymać się nad wodą, to tylko dolna jedna lub dwie kondygnacje pozostaną na miejscu, otoczone warstwą gruzu.

 

Nieuchronne zalanie może nadejść z morza lub z powodu zawalenia się potężnej Tamy Trzech Przełomów w górze rzeki Jangcy. Ale woda przyniesie ogromne ilości błota i osadów, które pokryją parter i poziomy podpowierzchniowe jak woskowa pieczęć. Po 500 latach w miejscu, gdzie kiedyś stała wieża, pozostanie jedynie nisko położona wyspa, pokryta czerwoną smugą utlenionego żelaza pozostałego po czterech ogromnych stalowych super kolumnach, które kiedyś utrzymywały ją w miejscu. Prawdziwa historia rozegra się pod ziemią.

 

Shanghai Tower ma pięć podpowierzchniowych poziomów, na których znajdują się sklepy i restauracje oraz parking dla 1800 samochodów. Przestrzenie te, zagrzebane w gęstym błocie, zostaną zabezpieczone przed erozją i zaczną się skamieniać – „efekt Pompei" – mówi Zalasiewicz.

 

Niemal natychmiast woda schodząca do najniższych poziomów wejdzie w reakcję z zawartym w betonie materiałem wapiennym, tworząc katelmity – narośla przypominające stalaktyty i stalagmity, które tworzą się w środowiskach stworzonych przez człowieka. Będą one rosły przez tysiące lat, przekształcając centrum handlowe w coś na kształt planu filmowego w horrorze. Jeśli ludzkość przeżyje, większość wartościowych rzeczy zostanie usunięta zanim Wieża zostanie całkowicie opuszczona, ale być może nie wszystko. Aluminium w systemie wentylacyjnym, stal nierdzewna w strefie gastronomicznej – może nawet kilka samochodów na poziomach garażowych zostanie pozostawionych, by dokonać niezwykłych transformacji.

 

Na początku samochód będzie po prostu rdzewiał, ale ponieważ żelazo dobrze rozpuszcza się w wodzie utlenionej, po obniżeniu poziomu tlenu jego metalowe elementy zaczną się rozpuszczać. A może część podwozia ulegnie mineralizacji, wchodząc w reakcję z siarczkami i tworząc piryt. Żelazo w stalowych belkach lub osadzone w żelbetonie, narzędzia kuchenne, a nawet niewielkie ilości żelaza w głośniku telefonu komórkowego nabiorą błyszczącego połysku. Nawet całe pomieszczenia - kuchnia w food court wyposażona w blaty ze stali nierdzewnej – mogą zostać przekształcone w złoto głupców.

 

Tworzywa sztuczne, chronione przed szkodliwym działaniem czynników atmosferycznych i promieniowania UV, będą należały do najbardziej cierpliwych materiałów. „Nikt nie wie dokładnie, jak długo wytrzymają" – mówi Zalasiewicz – „ale można by przeprowadzić analogię z innym długołańcuchowym polimerem". Jeśli owadowi zdarzy się utknąć w jakimś stopionym plastiku, zanim Wieża zostanie szczelnie zamknięta, może on zostać zakonserwowany jak owad w bursztynie w Parku Jurajskim.

 

Z czasem plastik zwęgli się i stanie się kruchy. Arkusze aluminium w kanałach grzewczych połączą się z krzemianami i powoli zmienią się w glinę chińską, zapewniając doskonałe środowisko dla skamieniałości. Sto tysięcy lat po opuszczeniu Wieży, glina stwardnieje w łupki, na których pojawią się upiorne odciski plastikowych rękojeści noży, włączników światła lub gałek drążka zmiany biegów.

Przyszłe zapisy skalne będą świadczyć o tym, że nie wszyscy mieliśmy taki sam wpływ – że ci, którzy osiedlili się w pobliżu miejsc wydobycia, żyli znacznie mniej intensywnie wykorzystując paliwa kopalne niż ci, którzy mieszkali w miastach. Przyszłe skamieniałości wskażą na tę opowieść o globalnej nierówności. Mogą również opowiedzieć o wpływie, jaki wywarliśmy na pokolenia, które jeszcze się nie narodziły, a które były zmuszone żyć z konsekwencjami naszego węglowego nałogu.

Oczywiście może się zdarzyć, że nikt nie będzie w stanie odnaleźć ani nadać sensu temu, co pozostało po naszych miastach. Nie oznacza to jednak, że nie powinniśmy starać się wyobrazić sobie długoterminowego dziedzictwa, jakie pozostawiamy po sobie. Może dobrze by było, gdybyśmy wszyscy zaczęli myśleć jak geolodzy. Ziemoznawca Marcia Bjornerud wzywa do kultywowania „wrażliwości na czas", którą opisuje jako „wyczucie odległości i bliskości w geografii głębokiego czasu". Jej podejście zachęca nas do myślenia z większym wyczuciem czasu o skali naszego wpływu na planetę i zastanowienia się, jaką historię chcemy, aby opowiedziały nasze przyszłe skamieliny.

 

Po wizycie w Shanghai Tower, pojechałem pociągiem do Nanhui, nowego miasta zbudowanego na wybrzeżu Pudong, aby pomieścić nadmiernie rozlewającą się populację Szanghaju. Kiedy dotarłem na plażę, był już odpływ. Za moimi plecami, wyższa ode mnie ściana, zakrzywiona jak wznosząca się fala, wychodziła na morze. Szanghaj zbudował 520 km (323 mile) takich barier morskich, ale ocean w końcu zabierze miasto. Czy za 100 czy za 10 000 lat to, co kiedyś było jednym z najwspanialszych miast świata, rozpocznie powolną transformację w geologię. „Pozwól, że pokażę ci przypływ, który przychodzi po nas", piszą Kathy Jetñil-Kijiner i Aka Niviâna w wierszu Rise – zmuszając nas do wyobrażenia sobie, zamienienia się w kamień".

Autor: 
tłum. Justyna Janusz
Dział: 
Zagłosowałeś na opcję 'down'.

Reklama