Nie można polecieć na Księżyc, bo promieniowanie Pasów Van Allena wszystkich zabije? Sprawdzam fakty

Reklama

Obrazek użytkownika koscielniakk
wt., 07/30/2019 - 12:24 -- koscielniakk

Niemożność przelecenia Pasów Van Allena, i pozostanie wśród żywych, to jeden z „koronnych argumentów” antyapollowców (tak nazywam ludzi, nie wierzących w załogowe lądowanie na Księżycu). Rzekomo bowiem otaczających Ziemię pasów radiacji nie można przebyć żywym.

Czym są pasy Van Allena?

W 1958 r. James Van Allen odkrył chmury naładowanych cząsteczek znajdujących się w pobliżu Ziemi. Nie są to sfery otaczające Ziemię – niektórzy tak sobie je wyobrażają. Istnieją one tylko ok 20 st. kątowych w każdą stronę od biegunów magnetycznych, a następnie rozszerzają się. Można jest obrazić sobie jako kształt donuta (opony), gdzie w centrum (w dziurce donuta) jest Ziemia. Nie mają one regularnego kształtu – z grubsza możemy powiedzieć, że znajdują się pomiędzy 100 do 10 tys. km od powierzchni naszej planety dla pasa wewnętrznego i pomiędzy 18 i 60 tys. km dla zewnętrznego.

Przy planowaniu lotów (również z misji Apollo) wiedziano więc o zagrożeniu, jednak ustalono, że nie jest ono wielkie i możliwe do zminimalizowania ich skutków za pomocą ekranowania. W 1968 roku Sowieci potwierdzili to eksperymentalnie – próbnik Zond 5 przeleciał przez Pasy Van Allena z kilkoma zwierzętami na podładzie. Wróciły one z Kosmosu bez szkód na zdrowiu.

Wzięto pod pod uwagę przy planowaniu misji Apollo. Apollo 6 (misja bezzałogowa w 1968 r.) miał za zadanie zmierzenia rzeczywistej radiacji. Było one zgodne z przewidywaniami i porównywalne z dawkami, jakie otrzymuje się w trakcie medycznych prześwietleń.

 

Pasy Van Allena w trakcie misji Apollo

Pierwszymi ludźmi, którzy przelecieli przez Pasy, byli astronauci misji Apollo 8. W raporcie NASA możemy wyczytać, że zakumulowana dawka promieniowania, jakie otrzymały ich ciała, wynosi 1,6 milisiwertów.

Dla porównania: jest to dawka, którą otrzymują w ciągu roku stewardessy – pracownice linii lotniczych. Od 10 do 30 milisiwertów otrzymujemy w trakcie tomografii komputerowej całego ciała, a 80 milisiwertów to dawka, którą otrzymują astronauci, którzy przebywają na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej przez cały rok. Jest to więc dawka niezerowa i wpływająca na ludzki organizm, ale daleko jej do śmiertelności.

To wszystko dawki dodatkowe. Istnieje również naturalne promieniowanie, które dostarcza nam około 6,2 milisiwertów rocznie, tylko dlatego, że żyjemy na Ziemi.

W trakcie misji Apollo 11 (czyli tej, której udało się zrealizować lądowanie na Księżycu) astronauci nosili dozymetry. Z ich odczytu wynikało, że lot w obie strony zakumulował w ich organizmach pomiędzy 2,5 i 2,8 milisiwertów.

Trajektoria Misji Apollo 11 była dobrana tak, aby zminimalizować wpływ Pasów. Saturn V – statek misji – przelatywał przez pasy przez 90 minut, w tym 10 minut przez warstwę o maksymalnej intensywności.

Co jeśli to wszystko fałszerstwo, a człowiek nigdy nie przeleciał przez Pasy Van Allena?

Okazuje się, że jeśli uznamy lot misji Apollo 11 za sfilmowany przez Stanleya Kubricka do scenariusza Arthura C. Clarke’a, to i tak musimy się liczyć z tym, że ludzie przelatują przez Pasy dość często. Dzieje się tak za sprawą Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) i anomalii Pasów Van Allena, która znajduje się nad południowym Atlantykiem. W tym właśnie miejscu pas znajduje się o wiele bliżej powierzchni Ziemi niż nad innymi regionami.

Sięgają one w tym miejscu tak daleko, że obejmują sobą również orbitę stacji kosmicznej. W związku tym co jakiś czas w ciągu swoich okołoziemskich okrążeń, astronauci wraz ze stacją przekraczają Pasy – co, jeśli wierzyć spiskowym teoretykom, powinno mieć skutek śmiertelny.

Osłona stacji kosmicznej chroni astronautów – ale nie chroni znajdujących się na zewnątrz anten. Dlatego przy przejściu przez Anomalię Południowoatlantycką często brakuje łączności z ISS, a obraz z kamer znika.

Biorąc pod uwagę liczbę dostępnych dokumentów (w tym raporty napisane przez Rosjan jeszcze przed lotem Apollo 11) oraz przejścia ISS przez Pasy Van Allena musimy uznać, że nie są one tak śmiertelne, jak głosi teoria spiskowa. Alternatywą jest oczywiście wciągnięcie do spisku Rosjan i astronautów z ISS oraz przesunięcie go w czasie o dobre dziesięć lat – do lat 50. XX wieku, co zapewne antyapollowcy za chwilę z ochotą zrobią. Powodzenia!

Autor: 
Izabela Szkatuła
Dział: 

Reklama