Polski Kret zepsuł się na Marsie. NASA kazała sondzie uderzyć go łopatą. Działa

Reklama

Obrazek użytkownika koscielniakk
pt., 03/27/2020 - 15:38 -- koscielniakk

Dzięki uderzeniu łopatą NASA ponownie uruchomiła polski element lądownika marsjańskiego InSight. Urządzenie o nazwie Kret miało przeprowadzić badania gruntu Czerwonej Planety, ale utknęło na początku swojej misji.

Walka z koronawirusem na Ziemi skutecznie przyćmiewa dobre wiadomości dotyczące innych dziedzin. Tymczasem kilka dni temu NASA ogłosiła, że w wyniku uderzenia łopatą na Marsie znów zaczął działać Kret, czyli polska część sondy InSight. Dojście do tego z pozoru banalnego rozwiązania było jednak trudniejsze niż się wydaje, dlatego najlepiej będzie jeżeli cofniemy się do początku tej misji.

 
Polski Kret w marsjańskim lądowniku InSight

Sonda InSight wylądowała na powierzchni Czerwonej Planety w listopadzie 2018 roku po siedmiu miesiącach podróży. Nie obyło się bez problemów, bo NASA straciła kontrolę nad lądownikiem tuż po tym, jak wszedł w atmosferę Marsa. Maszyna musiała się więc przedzierać przez powłokę gazową planety na autopilocie z prędkością 20 tys. km na godzinę. Na szczęście lądowanie się udało, co InSight potwierdził komunikatem "Żyję i jestem na Marsie!", który wzbudził ogromną radość w centrali amerykańskiej agencji kosmicznej.

Zresztą nie tylko tam, bo losy tej misji ze szczególną uwagą śledzili także Polacy. W badaniu wnętrza Czerwonej Planety miało pomóc urządzenie o nazwie Kret, które zostało skonstruowane przez rodzimą firmę Astronika.

- To sukces polskich naukowców. Są gotowi i organizacyjnie, i merytorycznie, by współpracować z największymi agencjami kosmicznymi świata i dla nich realizować skomplikowane usługi - podkreśliła minister rozwoju Jadwiga Emilewicz.

 

Awaria polskiego Kreta na Marsie

Wykonany ze stopów tytanu, stali oraz wolframu Kret został wystawiony z sondy InSight na powierzchnię Czerwonej Planety dwa miesiące po lądowaniu. Następnie niewielkie urządzenie miało się wkopać w glebę Marsa na głębokość 5 metrów, wykonując po drodze szereg pomiarów. Gdyby wszystko się udało, byłby to najgłębszy odwiert tego typu poza Ziemią.

- Dzięki temu będziemy mogli zmierzyć profil termiczny gruntu. Poza tym przewodnictwo cieplne, które daje szeroką informację na temat jego porowatości i innych cech fizycznych. To służy temu, żeby przekonać się, jak pracuje jądro Marsa. Jego wielkość i właściwości to rzecz jeszcze nieznana - tłumaczył dr Jerzy Grygorczuk, wiceprezes firmy Astronika.

Niestety, Kret kopał tylko przez jeden dzień i utknął zaledwie po 30 cm. Jak donosi Gazeta Wyborcza, okazało się, że górna warstwa marsjańskiego gruntu przypomina "scementowany piasek", który nie osypuje się do otworu drążonego przez urządzenie. Przez to maszyna nie mogła uzyskać odpowiedniego tarcia i zaczęła się zachowywać, jak zawieszona w próżni.

 

Uderzenie łopatą naprawiło Kreta

Niespodziewany obrót spraw nie zniechęcił inżynierów NASA, którzy postanowili zdalnie pomóc Kretowi przy użyciu robotycznego ramienia sondy InSight. Zostało ono wyposażone w specjalną łopatkę, którą próbowano zasypywać otwór, a następnie dociskać polskie urządzenie do ścianki, żeby uzyskać większe tarcie.

Różne warianty tego planu przez rok nie przynosiły jednak efektów, dlatego NASA zdecydowała się na najbardziej ryzykowne posunięcie. Lądownik InSight miał uderzyć wyposażonym w łopatkę ramieniem w wystającą część Kreta, dociskając go do gruntu. Trzeba to było zrobić bardzo delikatnie, żeby nie uszkodzić maszyny i nie przeciąć taśmy łączącej ją z sondą. Z tego powodu wcześniej na Ziemi przeprowadzono specjalne symulacje. Pierwsze efekty wskazują, że operacja się powiodła, o czym poinformowano na Twitterze.

Według NASA Kret samodzielnie wkopał się w glebę Marsa o kolejne kilka centymetrów. Dlatego ma być dociskany łopatką aż do momentu, gdy zejdzie pod powierzchnię gruntu. Kiedy to się stanie, otwór zostanie zasypany i ubity. Naukowcy mają nadzieję, że wtedy już sam będzie w stanie kopać dalej.

Autor: 
Michał Bachowski
Źródło: 

Noizz

Dział: 

Reklama