Epidemiolog i biochemiczka żądają zniesienia obostrzeń. "85 proc. ludzi jest odpornych"

Reklama

śr., 10/14/2020 - 15:14 -- zzz

Specjalista mikrobiologii i epidemiologii zakażeń prof. Sucharit Bhakdi z Moguncji oraz biochemiczka prof. Karina Reiss z Kilonii żądają natychmiastowego zniesienia wszystkich obostrzeń wprowadzonych w związku z epidemią COVID-19. Niemieccy naukowcy przekonują, że koronawirus nie jest bardziej niebezpieczny niż wirusy grypy.

72-letni Sucharit Bhakdi jest specjalistą w dziedzinie mikrobiologii i epidemiologii zakażeń. Przez 22 lata kierował Zakładem Mikrobiologii Medycznej i Higieny na Uniwersytecie Johannesa Gutenberga w Moguncji. Opublikował ponad 300 prac naukowych z dziedziny immunologii, bakteriologii, wirusologii i chorób sercowo-naczyniowych.

 

45-letnia prof. Karina Reiss prowadzi badania i wykłada w Centrum Badawczym Quincke na Uniwersytecie Chrześcijańsko-Albrechckim w Kilonii. Od ponad 15 lat zajmuje się biochemią, infekcjami i biologią komórkową. 

 

"Testy są podatne na błędy"

 

W wywiadzie przeprowadzonym z niemieckimi naukowcami przez dziennik "Fuldaer Zeitung", przekonują - wbrew innym naukowcom - że "koronawirus nie jest bardziej niebezpieczny niż normalne wirusy grypy". Wyjaśniają, że jednym z powodów ich oceny jest śmiertelność powodowana koronawirusem. - Jest to liczba, którą infekolog zawsze musi brać za podstawę. To był i jest jeden z największych błędów w tej pandemii, że liczba zakażeń została uznana za najważniejszy punkt odniesienia i nadal jest brana pod uwagę - stwierdził prof. Bhakdi. 

 

Naukowiec wyjaśniał, że "po policzeniu osób poważnie chorych i zgonów - a nie osób, które wykazały wynik pozytywny - śmiertelność wynosi więc tylko 0,1 do 0,2 procent chorych". - To oznacza, że na każde 1000 chorych umiera maksymalnie dwóch. A to jest dokładnie w zakresie normalnej grypy - przekonuje epidemiolog. 

 

Na uwagę dziennikarza, że Instytut im. Roberta Kocha (RKI) podaje, że śmiertelność koronawirusa wynosi 4,5 proc., a każdego dnia informuje o ponad 1000 nowych zakażeń, prof. Karina Ress odpowiedziała: - Instytut im. Roberta Kocha nie rozróżnia pomiędzy tymi, którzy uzyskali wynik pozytywny, a tymi, którzy zachorowali, ale rejestruje każdy pozytywny test jako nowy przypadek koronawirusa.

 

Dodała, że przeprowadza się coraz więcej testów, a jeśli zwiększa się liczbę testów, to liczba pozytywnych wyników naturalnie wzrasta. - Wzrasta również liczba fałszywie pozytywnych testów, ponieważ testy PCR są podatne na błędy. Instytut Kocha musiałby po prostu wytłumaczyć, w jakim stopniu liczba zgonów wynosi 4,5 procent, jak zakładają. Ale nie mogą tego zrobić, bo prostu ich tyle nie ma - przekonywała biochemiczka. 

 

"85 proc. Niemców jest odpornych na COVID-19"

 

Prof. Bhakdi uzupełnił, że "Instytut im. Roberta Kocha przedstawia przypadki zakażenia, choroby i zgony w sposób zniekształcony". - Nie wyjaśnia, że istnieje duża liczba niezgłoszonych przypadków. Gdyby RKI miał rację, około 70 z 1700 osób, które w czwartek uzyskały wynik pozytywny, musiałoby poważnie zachorować i umrzeć w ciągu najbliższych kilku dni. Ale tak nie będzie - zapewnia.

 

Naukowiec powiedział również, że "85 proc. Niemców jest odpornych na COVID-19", choć to nie oznacza, że nie mogą się zarazić. - Z koronawirusem jest tak, że 85 proc. zarażonych nie jest poważnie chorych. Więc ci ludzie są odporni na wirusa. Bycie odpornym oznacza, że nie zachoruje się poważnie - mówił prof. Bhakdi.

 

- Sam należę do grupy ryzyka. Ale nie chcę, żeby ludzie wokół mnie byli ograniczeni w taki sposób, żeby ich egzystencja i ich życie były niszczone tylko po to, żeby mnie chronić. To byłby egoizm - powiedział epidemiolog przyznając, że osoby z grup ryzyka, m.in. starsze niż 65 lat, powinno się chronić. 

 

 

Ocenił, że dysproporcja środków w przypadku obostrzeń "niszczy Niemcy, niszczy wielu ludzi, prowadzi do bankructw, do chorób psychicznych, a nawet do samobójstw". - Mój apel: po prostu pozwólcie, aby życie toczyło się normalnie. Niebezpieczeństwo, jakie stwarza koronawirus, nie uzasadnia wszystkich tych ograniczeń i ich konsekwencji - przekonywał prof. Bhakdi.

 

"Wszystkie obostrzenia powinny zostać zniesione"

 

Zdaniem prof. Bhakdiego obowiązek noszenia masek jest "idiotycznym pomysłem". - Ponieważ ma chronić przed niebezpieczeństwem, którego w ogóle nie ma - mówił. Dodał, że maski mają szkodliwy wpływ psychologiczny, na przykład na dzieci w szkole. 

 

Prof. Karina Reiss przekonywała, że "wszystkie obostrzenia powinny zostać natychmiast zniesione".

 

- Ale oczywiście nie powinno się chodzić do pracy ani na karnawał, kiedy jest się przeziębionym. Nie powinieneś też iść do dziadków, jeśli i tak są już chorzy. Należy również przestrzegać środków higieny, takich jak mycie rąk. To obowiązywało jednak zanim pojawił się koronawirus - podkreślała prof. Reiss. 

 

W ciągu ostatniej doby w Niemczech wykryto 4122 nowe infekcje SARS-CoV-2, a z powodu koronawirusa zmarło 13 kolejnych osób - poinformował we wtorek berliński Instytut im. Roberta Kocha. Od początku epidemii w Niemczech koronawirusem zakaziły się 329 453 osoby, z których 9634 zmarły.

Od sierpnia w Niemczech z tygodnia na tydzień rośnie liczba nowo potwierdzanych zakażeń, ale w przeciwieństwie do innych największych państw europejskich poziom infekcji nie przewyższył jeszcze szczytów z pierwszej, wiosennej fali epidemii.

 

W sobotę w największych niemieckich miastach wprowadzono ograniczenia w godzinach pracy restauracji i barów, zwłaszcza w weekendy, a także sklepów.

Autor: 
zzz
Źródło: 

polsatnews

Reklama