CAŁUN TURYŃSKI: DENAT, LAT CO NAJMNIEJ 30. GRUPA KRWI AB

Reklama

ndz., 04/21/2019 - 21:17 -- zzz

Otarcia kolan, rozległe rany pleców wynikające najpewniej z wielokrotnego zadawania razów ostrym podłużnym narzędziem, przebite i zdeformowane nadgarstki, rana kłuta klatki piersiowej oraz liczne ślady krwi potwierdzające zgon.

 

– to nie fragmenty z raportu policyjnego z miejsca zbrodni, a opis badań mężczyzny przedstawionego na Całunie Turyńskim. Badań, które mimo coraz bardziej zaawansowanych metod i technik prowokują do stawiania nowych pytań.

Całun Turyński swoją niezwykłość ujawnił w dość zaskakujący sposób. 25 maja 1898 roku późnym wieczorem włoski fotograf Secondo Pia przygotowywał się do zrobienia fotografii rozpiętego nad ołtarzem w katedrze turyńskiej starego płótna przedstawiającego zarys mężczyzny. Zlecenie na zdjęcie otrzymał od samego króla Humberta I, więc zabrał się za to z ogromną skrupulatnością. Na wzniesionej przed ołtarzem platformie ustawił duży skrzynkowy aparat fotograficzny i włączył lampy, którymi rozpraszał ciemność wciskającą się w zakamarki kościoła pod wezwaniem świętego Jana. Zanim Pia nacisnął spust migawki, sprawdził, czy elektryczne światło nie gra refleksami na grubej szybie, za którą rozciągał się pożółkły materiał uchodzący według tradycji chrześcijańskiej za płótno pogrzebowe, którym owinięto Jezusa Chrystusa po śmierci. Wystawiano je na widok publiczny niezwykle rzadko, najczęściej w okolicy Świąt Wielkanocnych, dlatego mężczyzna starał się jak najdokładniej udokumentować wizerunek ludzkiej postaci na całunie. Wywoływaniem zdjęć zajął się od razu po powrocie do domu.

Kiedy podniósł do oczu pierwszy negatyw, oniemiał z wrażenia. Miał przed sobą realistyczny obraz odwzorowanego na materiale człowieka, ze szczegółami i nadającymi mu trójwymiarowość tonalnymi cieniami, dotąd ukrytymi przed oczami obserwatorów. Wyglądało to tak, jakby w szklanej kasecie spoczywał wypalony na płótnie negatyw, a dopiero negatyw fotograficzny stał się jego właściwym wizerunkiem. Efekt, jaki Pia uzyskał w ciemni, wzbudził sensację i stał się przyczynkiem do rozpoczęcia badań całunu. Negatyw fotografii twarzy z Całunu Turyńskiego, którą w 1898 roku zrobił Secondo Pia, to nie relikwia, lecz dowód zbrodni Syndologia. Słowo utworzone od włoskiego określenia "Santa Sindone", które tłumaczy się jako "Święty Całun", oznacza dziedzinę nauki zajmującą się badaniem Całunu Turyńskiego.

Przez ponad wiek od negatywowej fotografii wykonanej przez Secondo Pia dziesiątki, jeśli nie setki syndologów pochylało się nad zagadkami zapisanymi na pożółkłym płótnie. Najczęściej korzystali z podobnych technik, z jakich na co dzień korzystają policjanci kryminalni w prowadzeniu śledztw dotyczących zabójstw. Bo jeśli spojrzeć na Całun jak na dowód w sprawie o zabójstwo, można dowiedzieć się interesujących rzeczy na temat odwzorowanego na nim mężczyzny.

Całun Turyński. Jakie tajemnice kryje przedstawiona na płótnie postać mężczyzny? Człowiek przedstawiony na Całunie Turyńskim ma około 180 centymetrów wzrostu, jest szczupłej, atletycznej budowy ciała. Zdaniem antropologów można założyć, że najpewniej miał nieco więcej niż 30 lat, ale mniej niż 45. Odwzorowanie sylwetki mężczyzny sugeruje, że złożono go na połowie płóciennego pasa, a drugą połową okryto go od góry. Jest nagi, ma długie włosy i zarost na twarzy. Splecionymi dłońmi osłania genitalia. Jeśli przyjrzeć się mu dokładniej, można dostrzec na tkaninie ciemniejsze plamy, które wyglądają jak zaschnięta krew. Tym tropem poszli naukowcy, którym pozwolono zbadać Całun Turyński.

Negatyw fotografii twarzy z Całunu Turyńskiego, którą w 1898 roku zrobił Secondo Pia / Źródło: Wikipedia/Secundo Pia (PD) 

Potraktowali go nie jak relikwię, lecz jak dowód zbrodni.

Medycyna sądowa i kryminalistyka pozwoliły dojść do interesujących ustaleń. Brytyjski lekarz doktor David Willis w latach 60. ubiegłego wieku sporządził wykaz obrażeń ciała odwzorowanego na tkaninie mężczyzny. Szczególną uwagę poświęcił jego twarzy.

Wyszczególnił siedem punktów:

1. obrzęk obu łuków brwi;

2. rana prawej powieki przypominająca rozdarcie;

3. opuchlizna obejmująca nos;

4. rozległy obrzęk na twarzy poniżej prawego oka;

5. rana w kształcie trójkąta na prawym policzku;

6. obrzęk lewego policzka;

7. obrzęk lewej strony podbródka.

Fotografia Całunu Turyńskiego (z negatywem po lewej), którą w 1898 roku zrobił Secondo Pia / Źródło: Wikipedia/Assaf (PD) 

Następnie zajął się analizą pozostałych obrażeń, w tym ciemnych śladów na płótnie przypominających zaschniętą krew. Na początku lat 80. włoski lekarz, doktor Pierluigi Baima Bollone, ustali, że ciemne plamy to krew grupy AB.

Willis zaobserwował osiem niezależnych strużek wyglądających tak, jakby wypłynęły z ran z tyłu głowy mężczyzny. Mogłoby to sugerować – odnotował w raporcie – że "zostały zadane przez coś w rodzaju czepca z cierni". "Na odbiciu przodu głowy widać również podobne ślady krwi, spowodowane przekłuciami, ale są one mniej liczne niż z tyłu głowy. Cztery lub pięć strużek krwi płynęło od szczytu czoła ku oczom, inne zmieszały się z masą włosów otaczających twarz" – pisał w ekspertyzie przytaczanej przez Iana Wilsona w książce "Całun Turyński". Zauważył też, że plecy człowieka na tkaninie pokryte są rozmieszczonymi wachlarzowato niezbyt głębokimi cięciami, które przypominają ślady po długotrwałym biczowaniu, a na prawym boku musiała znajdować się rana, z której na płótno wysączyła się nieco jaśniejszy od krwistych plam substancja. Sugerował, że wskutek długotrwałego bicia w płucach mężczyzny mógł nagromadzić się płyn z opłucnej, który następnie wypłynął przez ranę.

Wzmianka o tym znajduje się w Ewangelii świętego Jana. "Lecz gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni, tylko jeden z żołnierzy przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda". ("Biblia Tysiąclecia", J 19,33-35)

Wizerunek mężczyzny z Całunu Turyńskiego w negatywie wygląda jak czarno-biała fotografia portretowa. Nie wiadomo, jaką techniką został wykonany / Źródło: Wikipedoia (CC-PD) 

Na prawym ramieniu i łopatce mężczyzny z płótna doktor David Willis dostrzegł też innego rodzaju uszkodzenie ciała, coś jakby krwawe stłuczenie, które mogłoby sugerować, że doznał on w tym miejscu otarcia od jakiegoś ciężkiego przedmiotu. Być może od dźwiganej belki krzyża. Wizerunek mężczyzny z Całunu Turyńskiego w negatywie wygląda jak czarno-biała fotografia portretowa. Nie wiadomo, jaką techniką został wykonany.

Doktor Giovanni Battista Judica Cordiglia, specjalista medycyny sądowej z uniwersytetu w Mediolanie dołożył do tych obrażeń zaobserwowane na całunie krwawe, bolesne kontuzje kolan. Za to doktor Pierre Barbet, przedwojenny naczelny chirurg z paryskiego Szpitala Świętego Józefa, poszedł na całość. Wykorzystując zwłoki i amputowane ludzkie kończyny, sprawdzał, w jaki sposób – w odniesieniu do wizerunku z płótna – przebito gwoździami ręce i stopy krzyżowanego człowieka. Barbet z zaskoczeniem odnotował, że podczas przebijania nadgarstka, kiedy uszkodzeniu ulegał biegnący w przedramieniu nerw pośrodkowy, dłoń nabierała charakterystycznego kształtu wynikającego z przykurczu kciuka. Dokładnie takiego, jak widać na dłoni z Całunu Turyńskiego.

Próbki, analiza, interpretacja, krytyka Doktor Willis, podobnie jak wielu innych badaczy, nie miał wątpliwości, że ukazany w ten sposób człowiek został ukrzyżowany. Obraz ran i intensywność krwawienia pozwalały dodatkowo sądzić, że wizerunek na tkaninie przedstawia martwego już mężczyznę. Choć analizy samego "śladu" ciała nie mają wiele wspólnego przykładowo z badaniem zwłok pozostawionych na miejscu zbrodni, warto odnotować, co jeszcze udało się dostrzec uczonym na starym, pożółkłym płótnie.

Przechowywana w relikwiarzu w turyńskiej katedrze tkanina przypomina w swoim splocie płótna grzebalne, jakie odnajdywano w żydowskich grobach z I wieku naszej ery. Dokładne badania jej splotów przeprowadził profesor Gilbert Raes z Instytutu Technologii Włókiennictwa z belgijskiej Gandawy, jeden z członków zespołu uczonych, którym pozwolono w 1969 roku pobrać próbki do analizy. Profesor Raes otrzymał dwa fragmenty – jeden o wymiarach 13 na 40 milimetrów i drugi o wymiarach 10 na 40 milimetrów.

Obraz Giovanniego Battisty della Rovere (1575-1640) przedstawiający okrywanie ciała Jezusa całunem / Źródło: Wikipedia (PD) 

Zaobserwował, że płótno z całunu zostało utkane inaczej, niż w czasach Chrystusa tkano zwykłe materiały z lnu – naprzemiennie jedna nić górą, druga dołem. Splot z próbek odpowiadał ówczesnej metodzie tkania jedwabiu – w tak zwaną jodełkę z trzech nici. Zdaniem profesora nie musiało to jednak świadczyć o fałszerstwie całunu, lecz mogło sugerować, że osoby zajmujące się grzebaniem zmarłego wybrały droższą, mocniejszą tkaninę. Najprostszą metodą sprawdzenia wieku pogrzebowej materii było przeprowadzenie badań z użyciem datowania metodą C14 polegającą na analizie rozpadu izotopu radioaktywnego węgla. Sposób ten znany jest w archeologii i sprawdza się na przykład w określaniu wieku kości. Wycięte z Całunu Turyńskiego próbki badały trzy niezależne laboratoria, które określiły datę powstania płótna na lata 1260-1390. Wyniki te spotkały się jednak z krytyką części naukowców wskazujących, że materiał mógł być zanieczyszczony, a rezultat badania – niewiarygodny.

Pytanie o wiek Całunu Turyńskiego wciąż rozgrzewa umysły naukowców do tego stopnia, że niektórzy – by ustalić, kiedy mogło powstać to pełne zagadek płótno – konstruują nawet specjalne urządzenia. Tak postąpił na przykład profesor Giulio Fanti, włoski chemik, który zbudował spektrometr do zbadania włókien pobranych z płótna. Jak napisał w wydanej sześć lat temu książce, przedstawiony na tkaninie wizerunek mężczyzny przypominający ukrzyżowanego Jezusa może pochodzić z okolic roku zerowego naszej ery – z możliwością odchylenia po kilka wieków w każdą stronę. Wynik na tyle nieprecyzyjny i precyzyjny zarazem, że każdy może interpretować go na swój sposób.

iniatura z węgierskiego Manuskryptu Praya z lat 1192-1195 przedstawiająca pogrzeb Chrystusa / Źródło: Wikipedia (PD) 

Srebrna szkatuła w płomieniach

Pewne przekazy wskazują, że płótno to dotarło do Europy w dobie wypraw krzyżowych. Istnieje dokument sugerujący, iż w połowie XIII wieku cesarz Konstantynopola Baldwin II chciał sprzedać francuskiemu królowi Ludwikowi IX tkaninę ze świętym obliczem. Za to pierwsza wiarygodna historyczna wzmianka o Całunie Turyńskim pochodzi dopiero z połowy XIV wieku. Z listów i kościelnych dokumentów wynika, że w kolegiacie w Lirey w Szampanii znajdowała się tkanina z wizerunkiem złożonego do grobu ukrzyżowanego Jezusa, która stała się obiektem silnego lokalnego kultu i pielgrzymek. Co ciekawe, zachowała się nawet decyzja biskupa z Troyes z 1370 roku uznająca całun za fałszerstwo wykonane ręką sprytnego malarza i zabraniająca oddawania mu czci.

Wiadomo, że tkanina była przenoszona następnie między kilkoma kościołami, aż w 1532 roku, gdy leżała zdeponowana w kaplicy kolegiaty w Chambery, o mało nie spłonęła w pożarze kościoła. Płomienie dosięgły wówczas srebrnej szkatuły, w której przetrzymywano całun. 

Zniszczenia, uzupełnienia i ślady napraw na Całunie Turyńskim

 

Temperatura była tak wysoka, że szkatuła zaczęła się topić i kapać rozgrzanym srebrem na płótno. Wyniesiono ją z płonącego kościoła, a rozgrzaną do kilkuset stopni Celsjusza przepaloną już w kilku miejscach tkaninę skropiono wodą, co pozostawiło na niej widoczne zacieki. Zniszczenia od wysokiej temperatury i ognia powstałe w rogach złożonego całunu uzupełniły następnie zakonnice, wszywając w te miejsca szesnaście trójkątnych łat. W 1578 roku tkanina trafiła do Turynu, gdzie jest do dziś. 0:06 Dzięki reklamie oglądasz za darmo Całun Turyński przechowywany jest w katedrze św. Jana Chrzciciela w Turynie. Raz na jakiś czas mogą go obejrzeć wierni Zagadką pozostaje, co mogło dziać się z płótnem, zanim pojawiły się o nim pierwsze historyczne wzmianki.

Zdaniem Iana Wilsona, brytyjskiego autora znanego między innymi z książek o Całunie Turyńskim i życiu Jezusa, przechowywana w turyńskiej katedrze świętego Jana materia najpewniej jest wspominanym już w VI wieku i zaginionym w XIII wieku tak zwanym mandylionem, czyli przedstawionym na chuście wizerunkiem Chrystusa w formie portretu. Mandylion, którego nazwa pochodzi od greckiego słowa "mandilion" oznaczającego "ręcznik", tradycja chrześcijańska utożsamia z tak zwaną chustą świętej Weroniki.

Według legendy Weronika otarła nią twarz Jezusa prowadzonego na ukrzyżowanie. Na chuście tej miało wówczas odcisnąć się jego oblicze. 

Wilson utrzymuje, że po czterokrotnym złożeniu Całunu Turyńskiego uzyskamy "portret" ukazanego na nim mężczyzny, taki jak na przedstawianej w ikonografii chuście świętej Weroniki. Na składanie płótna w ten sposób wskazują jego zdaniem załamania materiału i ślady przebić pozwalających zamocować je w relikwiarzu. Przypomina, że według średniowiecznej interpretacji męki i ukrzyżowania Jezusa należało ukazywać okrytego choćby częściowo. Eksponowanie płótna, na którym ukazano by jego nagość, było po prostu niemożliwe.

Mandylion z Edessy z prywatnej kaplicy papieskiej / Źródło: Wikipedia (CC BY-SA 3.0)

 

Rzymskie monety z pomyłką

Co ciekawe, jeśli się dokładnie przyjrzeć postaci mężczyzny z Całunu Turyńskiego, można odkryć jeszcze kilka interesujących szczegółów.

40 lat temu włoscy uczeni – Giovanni Tamburelli i Piero Ugolotti – zauważyli, że jego oczy przykryte są jakimiś okrągłymi kształtami. Okazało się, że były to niewielkie monety, leptony, z początków naszej ery, bite przez rzymskiego namiestnika Poncjusza Piłata. Pogrzebowy zwyczaj układania monet na powiekach osób zmarłych był powszechny w tamtym czasie. Z kolei jezuita i profesor teologii z Chicago, ojciec Francis Filas, przyjrzał się dokładniej i na jednej z monet dostrzegł cztery litery: YCAI. Ten trop podsunął mu odpowiedź, kiedy trafiły do obiegu – dokładnie między 30. a 32. rokiem nasze ery. Skąd taka precyzja? Udało się to ustalić dzięki błędowi i zamianie jednej litery – K na C. Prawidłowy grecki napis na monecie powinien wyglądać tak: "TIBEPIOYKAIKAPOC", czyli "Cezara Tyberiusza". Leptony z błędnym "TIBEPIOYCAIKAPOC" bito tylko przez dwa lata.

Plakat reklamujący wystawę całunu w Turynie z 1898 roku / Źródło: Wikipedia (PD) 

Choć naukowcom udało się ustalić już całkiem sporo informacji na temat przedstawionego na Całunie Turyńskim człowieka, wciąż brakuje odpowiedzi na najważniejsze pytanie: w jaki sposób jego wizerunek się tam znalazł. Nie udało się jak dotąd rozszyfrować i odtworzyć metody takiego odwzorowania ukrzyżowanego człowieka, ze szczegółami, do których nawet najbardziej genialny średniowieczny artysta nie przykładałby wagi, przygotowując fałszywkę. Nie wiadomo, w jaki sposób utrwalono przed wiekami trójwymiarowy obraz człowieka na płótnie ani jaki barwnik został do tego wykorzystany. Jedne badania sugerowały na przykład, że użyto purpurowej wydzieliny tropikalnego ślimaka, inne podpowiadały metodę wypalania wizerunku na płótnie przez owinięcie nim rozpalonego do czerwoności metalowego posągu. Żadna nie przyniosła pożądanego efektu. W tej kwestii wiemy tyle samo, co fotograf Secondo Pia, który 121 lat temu z niedowierzaniem wpatrywał się w odbitą w negatywie twarz mężczyzny z Całunu Turyńskiego. 

Autor: 
zzz
Źródło: 

tvn24.pl

video: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama