Topniejące lody Arktyki dodatkowo podgrzewa rywalizacja o jej nieprzebrane zasoby

Reklama

pon., 01/13/2020 - 16:52 -- Anonim (niezweryfikowany)

Wielcy światowi gracze patrzą na Arktykę oczami zdobywców – jak na gotową do wzięcia "ziemię niczyją". Wraz z topnieniem wiecznych lodów, otwierają się nowe szlaki handlowe oraz dostęp do terytoriów i do ukrytych pod nimi cennych minerałów i im więcej z tego będzie dostępne, tym ostrzejsza będzie rywalizacja chętnych do kolonizacji, pisze Charlie Duxbury z POLITICO.

  • Prognozy przewidują, że Ocean Arktyczny już około 2040 r. będzie latem wolny od lodu, co otworzy trasy, jakie skrócą dystans między Europą i Azją nawet o 40 procent
  • Nowe szlaki mogą wywołać napięcia pomiędzy potęgami, które chciałyby je kontrolować, a USA już potępiły takie roszczenia Kanady i Rosji, jako "nieuzasadnione" i "nielegalne"
  • NATO i Rosja odbywają w Arktyce manewry wojskowe na dużą skalę i rozbudowują floty lodołamaczy, które są kluczowe dla militarnej dominacji na arktycznych wodach
  • Ogromne zasoby paliw kopalnych przyczyniłby się do poprawy globalnego bezpieczeństwa, zmniejszając zależność od importu z zapalnych regionów świata
  • Firmy paliwowe, które najbardziej przyczyniły się do zmian klimatu, będą głównymi beneficjentami rosnących temperatur, kiedy topniejący lód da im dostęp do nowych zasobów

W XIX w. największe europejskie potęgi dzieliły mapę świata według odwiecznych zasad: państwo, które jako pierwsze umieści swoją flagę na danym terenie, kontroluje jego zasoby i…na tak długo, jak będzie w stanie je obronić.

Ta epoka dawno już minęła, jednak w czasach, kiedy lody Arktyki topnieją w coraz szybszym tempie, najwięksi światowi gracze zaczynają postrzegać ten region jako nową "ziemię niczyją", czyli teren do wzięcia. Zmieniające się lądy i morza dały początek batalii o dostęp do nowych możliwości gospodarczych i zdobycie przewagi wokół Bieguna Północnego.

– Te tereny stają się miejscem konkurencji i walki o władzę – powiedział amerykański sekretarz stanu, Mike Pompeo, w swoim majowym przemówieniu w Finlandii.

Miesiąc wcześniej prezydent Władimir Putin powiedział na konferencji w Petersburgu, że działania w Arktyce to ponad 10 proc. wszystkich rosyjskich inwestycji.

POLITICO analizuje, o co toczy się gra w pięciu najważniejszych "wyścigach o Arktykę" – i jak każdy z tych wyścigów może się rozegrać.

Rywalizacja o szlaki handlowe

O co toczy się gra: Ludzie od wieków prowadzili na terenie Arktyki działalność handlową, przewożąc przez lodowe pustkowia towary takie jak futra czy mięso. Dziś wzrost temperatur sprawia, że wiele tych dawnych szlaków handlowych przestaje istnieć – w ich miejsce otwierają się nowe, dłuższe drogi morskie.

Dla współczesnych eksporterów, przemieszczających ogromne ilości towarów z Azji na Zachód, oznacza to nowe możliwości.

Prognozy przewidują, że Ocean Arktyczny już około roku 2040 będzie latem wolny od lodu. Opracowywane są już dwa nowe szlaki żeglugowe: Północny Szlak Morski, biegnący wzdłuż północnych wybrzeży Rosji, oraz Przejście Północno-Zachodnie między wyspami na północy Kanady.

Te trasy mogłyby skrócić dystans między Europą i Azją nawet o 40 proc. Zważywszy, że 90 proc. światowego handlu odbywa się drogami morskimi, nawet niewielka poprawa sytuacji w tej dziedzinie może mieć znaczący wpływ na światową gospodarkę, mówią analitycy.

Jak sprawy mogą się potoczyć: Eksperci są podzieleni w kwestii potencjału handlowego tych nowych szlaków. Z jednej strony rzeczywiście są one krótsze, z drugiej – mogą być zamknięte przez lód co najmniej przez dziewięć miesięcy w roku. Na większej części ich tras brakuje także podstawowych usług, takich jak służby poszukiwawcze i ratownicze.

Jak dotąd Północnym Szlakiem Morskim przepływa mniej niż 100 statków handlowych rocznie. – To nic w porównaniu z 20 tys. jednostek korzystających z Kanału Sueskiego – mówi Malte Humpert, analityk z waszyngtońskiego think tanku Arctic Institute.

Jednak ruch na tych szlakach rośnie. Chińskie przedsiębiorstwo żeglugowe COSCO planuje zwiększyć wykorzystanie Północnego Szlaku Morskiego jako drogi dostaw towarów do Europy. Zacznie się prawdopodobnie od kilkudziesięciu rejsów rocznie, ale – jak mówi Humpert – w połowie następnej dekady będzie to już nawet 200 czy 300 rejsów rocznie.

Rozbudowa tego szlaku spowoduje także powstanie nowych ośrodków handlowych wzdłuż wybrzeża Rosji i tchnie nowe życie w tereny zacofane od czasów radzieckich – miasta i porty budowane w pośpiechu i zaniedbywane przez całe dekady. Tymczasem na Islandii konsorcjum, którego liderem jest niemieckie przedsiębiorstwo Bremenports, chce stworzyć nowy port w północno-wschodniej części zatoki Finnafjord.

Nowe szlaki morskie mogą także spowodować nowe napięcia pomiędzy największymi potęgami, które chciałyby je kontrolować. Stany Zjednoczone już teraz potępiły roszczenia Kanady i Rosji, które chciałyby sprawować kontrolę nad tymi drogami, jako "nieuzasadnione" i "nielegalne".

 

Rywalizacja o dominację

O co toczy się gra: W czasie zimnej wojny Arktyka pełniła role granicy pomiędzy NATO, a Związkiem Radzieckim, dlatego pełno było na niej baz wojskowych i drogiego sprzętu.

Kiedy po upadku ZSRR wzajemna wrogość ustąpiła, wiele z tych baz zlikwidowano, podczas gdy inne pozostawiono samym sobie, na pastwę żywiołów. W 2010 r. Rosja i Norwegia doszły do porozumienia w trwającym długie lata sporze o granicę morską na Morzu Barentsa.

Dziś relacje pomiędzy Zachodem a Rosją znowu się ochłodziły i obie strony stoją na krawędzi nowej zimnej wojny, ale lodowa bariera pomiędzy nimi zaczyna topnieć.

Jak sprawy mogą się potoczyć: Według analityków pełnowymiarowy konflikt w Arktyce jest mało prawdopodobny. Jednak geopolityczna rywalizacja w tym regionie między dawnymi przeciwnikami, a obecnie konkurentami, nie będzie raczej przebiegać gładko i łagodnie.

Rosja buduje nowe bazy na swoich północnych wybrzeżach i kilku wyspach, między innymi na wyspie Kotielnyj na Morzu Wschodniosyberyjskim. W Arktyce coraz częściej odbywają się manewry wojskowe na dużą skalę, prowadzone zarówno przez NATO, jak przez Rosję. Obie strony rozbudowują i unowocześniają swoje floty lodołamaczy, uznawanych za jednostki kluczowe dla wywierania militarnego wpływu na wody arktyczne.

Ale przeciwnicy z czasów zimnej wojny nie są jedynymi, którzy wzmacniają swój potencjał obronny w Arktyce. Amerykański departament obrony zwraca uwagę na działania Chin, między innymi na działania chińskich lodołamaczy i cywilne prace badawcze, które także mogą służyć wzmocnieniu chińskiej obecności militarnej na Oceanie Arktycznym.

"Chiny starają się odgrywać większą rolę w Arktyce w sposób, który może podważyć międzynarodowe zasady i normy i istnieje ryzyko, że ich agresywne działania gospodarcze, które podejmują na całym świecie, mogą mieć miejsce także w Arktyce", – czytamy w opublikowanym w czerwcu raporcie rządu USA.

 

Rywalizacja o zasoby

O co toczy się gra: Topniejące lodowce odsłaniają w Arktyce coraz większe obszary lądu, które można eksploatować. Cofanie się lodu morskiego ułatwia także dostęp do zasobów oceanu i dna morskiego – od gazu ziemnego po ryby z bogatych, arktycznych łowisk – oraz umożliwia transport towarów na światowe rynki.

Zasoby "do wzięcia" to według Mike’a Pompeo między innymi "13 procent nieodkrytych jeszcze światowych złóż ropy naftowej, 30 procent nieodkrytych złóż gazu, duże ilości uranu, rzadkich minerałów, złota i diamentów, a także ogromne łowiska ryb".

Według szacunków raportu United States Geological Survey z 2008 r., Arktyka może kryć w sobie 90 miliardów baryłek ropy, 19 bilionów metrów sześciennych gazu ziemnego oraz 44 miliardy baryłek cieczy towarzyszących gazowi ziemnemu. Oznacza to, że całkowita wartość zasobów tego regionu liczy się w bilionach dolarów.

Te wyliczenia – co zrozumiałe – przyciągnęły uwagę rządów krajów które mają terytoria za kołem podbiegunowym. Dostęp do tych paliw kopalnych przyczyniłby się do dywersyfikacji dostaw energii i poprawy bezpieczeństwa narodowego poprzez zmniejszenie zależności od importu z regionów będących światowymi punktami zapalnymi.

Jak sprawy mogą się potoczyć: Jak na ironię, firmy górnicze i wydobywcze, których działalność przez lata najbardziej przyczyniła się do zmian klimatu, będą największymi beneficjentami rosnących temperatur, kiedy topniejąca daleka północ umożliwi nową falę rozwoju gospodarczego.

Doskonałym tego przykładem jest gigantyczny projekt związany z transportem skroplonego gazu ziemnego, realizowany na Półwyspie Jamalskim w Rosji.

Firma Yamal LNG wydobywa, skrapla i transportuje gaz ziemny z pola gazowego Południowy Tambej, położonego za kręgiem polarnym. Budowa zakładu kosztowała 27 miliardów dolarów, a stoi on na filarach wbitych w wieczną zmarzlinę. Premier Rosji, Dmitrij Miedwiediew, nazwał tę inwestycję "kamieniem milowym rosyjskiego przemysłu gazowego".

Inne duże projekty to między innymi plany wydobywania uranu i innych rzadkich metali w Kvanefjeld na południu Grenlandii przez firmy z Australii i Chin. Chiny chcą być "w pierwszym szeregu zmian, które mogą być początkiem rewolucji w przemyśle wydobywczym na Grenlandii", jak mówi Marc Lantreigne z uniwersytetu w Tromsø.

Topnienie lodu stwarza także nowe możliwości dla rybołówstwa, bo statki mogą zapuszczać się dalej na północ, spędzać tam dłuższy czas i dostosowywać się do zmian szlaków migracyjnych niektórych gatunków ryb, które przemieszczają się dalej na północ w poszukiwaniu chłodniejszych wód.

Dla Grenlandii, której 90 procent dochodów z eksportu pochodzi właśnie z rybołówstwa, te zmiany to potencjalne dobrodziejstwo. Poza tradycyjnie łowionymi w zimnych wodach krewetkami rybacy przywożą teraz także tuńczyki i makrele.

 

Rywalizacja o turystów

O co toczy się gra: W miarę, jak cofają się arktyczne lody, przemysł statków wycieczkowych ma do dyspozycji nowe, dziksze szlaki morskie. W ubiegłym roku gigantyczny wycieczkowiec Meraviglia linii MSC, z 6 tysiącami pasażerów na pokładzie zawinął do maleńkiego, norweskiego portu arktycznego Longyearbyen, górując nad terminalem promowym, podczas gdy turyści wylewali się na ulice miasteczka.

Oferując podziwianie zorzy polarnej i spotkania z lokalnymi społecznościami turystyczne mega-statki sprzedają swoim klientom doświadczenie tym bardziej cenne, im bardziej niepewne jest przetrwanie Arktyki i jej coraz szybciej znikających lodowców.

Jednak popyt stale rośnie i wielu obawia się, że przemysł turystyczny nie jest zrównoważony: mówi się o ryzyku zniszczenia małych, lokalnych społeczności oraz o tym, że wycieczkowce zanieczyszczają środowisko i przyczyniają się do przyspieszania zmian klimatycznych.

Jak sprawy mogą się potoczyć: Niekontrolowana ekspansja rejsów wycieczkowych na wody jeszcze do niedawna pokryte lodem może prowadzić do tego, że pojawią się na nich także statki nieprzystosowane do trudnych warunków panujących w tym regionie.

– Pływanie po Arktyce to zupełnie inny sport, niż wycieczki do innych, przyjemniejszych i cieplejszych rejonów – mówi Thomas Ege, rzecznik norweskiej firmy wycieczkowej Hertigruten, która organizuje rejsy arktyczne od 125 lat.

Hurtigruten popiera kampanię na rzecz zakazu stosowania na wodach Arktyki ciężkiego oleju opałowego, taniego, brudnego paliwa szeroko stosowanego w przemyśle żeglugowym, które w przypadku wycieku jest znacznie trudniejsze do zebrania niż droższe paliwa lżejsze.

– Sama skala tego, co mogłoby się wydarzyć, gdyby ogromy statek wycieczkowy z tysiącami gości i zbiornikami pełnymi ciężkiego oleju opałowego osiadł na mieliźnie czy zatonął, to coś, czego wolimy sobie nawet nie wyobrażać – mówi Ege.

Istotnym problemem jest także bezpieczeństwo pasażerów. Ryzyko można było sobie uświadomić w ubiegłym roku, kiedy statek wycieczkowy Viking Sky utracił całą moc płynąc na południe z położnego za kręgiem polarnym norweskiego miasta Tromsø.

Wzburzone morze uniemożliwiło skorzystanie z łodzi ratunkowych, a tragedii udało się zapobiec dzięki sześciu śmigłowcom, które ewakuowały pasażerów na ląd. Gdyby jednak statek w chwili awarii znajdował się dalej na północ, to, jak mówi Peter Holst-Andersen, przewodniczący Rady Arktycznej, cała historia mogła mieć zupełnie inne, być może tragiczne zakończenie.

 

Rywalizacja o ratowanie Arktyki

O co toczy się gra: Gwałtowny rozwój różnego rodzaju działalności w Arktyce niesie ze sobą wiele zagrożeń dla i tak już wrażliwego środowiska naturalnego tego regionu. Oprócz ryzyka wycieków ropy naftowej, które w zimnych rejonach są szczególnie trudne o opanowania i usuwania, statki emitują również tak zwany czarny gaz węglowy, który osadza się na lodzie i przyspiesza jego topnienie.

W Arktyce zmiany klimatu zachodzą szybciej. Topniejąca pokrywa lodowa i znikające lodowce oznaczają nie tylko zwiększenie poziomu mórz na świecie, ale to także poważny problem dla lokalnych społeczności i zagrożenie naturalnych siedlisk wielu gatunków roślin i zwierząt.

Ogromne koszty związane z przeciwdziałaniem najgorszym skutkom zmian klimatycznych, także w Arktyce, stanowią jednocześnie poważną przeszkodę dla wszelkich wysiłków na rzecz jej ratowania – podobnie zresztą, jak politycy sceptyczni wobec zmian klimatu.

Kiedy w raporcie amerykańskiego rządu stwierdzono, że zmiany klimatyczne będą kosztować Stany Zjednoczone setki miliardów dolarów rocznie i prowadzić do wielu kosztownych problemów zdrowotnych, prezydent Donald Trump powiedział, że w to nie wierzy.

Jak sprawy mogą się potoczyć: Mówiąc krótko – źle. Organizacje ekologiczne mówią, że ich ostrzeżenia są lekceważone.

"Państwa nie wdrażają środków mających na celu uregulowanie żeglugi, mimo że istnieje zdecydowana potrzeba lepszego zarządzania i koordynacji, bo skutki zmian klimatu sprawiają, że szlaki żeglugowe Arktyki są łatwiej dostępne", czytamy w raporcie World Wide Fund for Nature na temat ochrony środowiska w państwach regionu Arktyki za rok 2019.

Aktywiści klimatyczni martwią się także o skutki przełowienia wód arktycznych. Porozumienie zakazujące połowów na pełnym morzu w środkowej części Oceanu Arktycznego, podpisane przez dziewięć państw, w tym Stany Zjednoczone, Rosję i Chiny oraz UE, wygaśnie w 2034 roku.

Moment, w którym możliwe było uratowanie takiej Arktyki, jaką dziś znamy, już minął – tak uważają kuratorzy Muzeum Nordyckiego w Sztokholmie, którzy przygotowali wystawę na temat życia w Arktyce umieszczoną wewnątrz ogromnej makiety pękającej góry lodowej. Ich zdaniem dziś powinniśmy raczej skupić wysiłki na tym, jak najlepiej wykorzystać to, co nastąpi później.

Ludzie żyjący w tym regionie, a jest ich około 4 milionów, mają świadomość tego, że będą musieli dostosować się do zmieniających się warunków; zresztą już w przeszłości potrafili żyć i rozwijać się w okresach zmian i zamętu.

– Historia pokazuje, że mieszkańcy Arktyki nie boją się zmian, bo zawsze żyli w szybko zmieniającym się środowisku – mówi Matti S. Sandin, jeden z autorów wystawy. – Z Arktyki pochodzi wiele innowacji.

Jakie formy przybiorą te zmiany, tego na razie nie wiemy. Kiedy jednak topnieją lody, a globalni gracze ścigają się z czasem i ze sobą nawzajem, aby jak najwięcej skorzystać na bogactwach Arktyki, strategiczne znaczenie tego regionu będzie rosnąć.

Efekty tego będą miały głęboki wpływ na cały świat – także ten położony poza kołem podbiegunowym.

Autor: 
Michał Broniatowski
Źródło: 

POLITICO, Onet

Dział: 

Reklama