"Cmentarz Atlantyku"

Reklama

Obrazek użytkownika koscielniakk
sob., 01/25/2020 - 14:22 -- koscielniakk

O kanadyjskiej wyspie Sable trudno powiedzieć, że jest celem wycieczek turystycznych. Należąca do Nowej Szkocji, oddalona od kontynentu o około 170 km, w przeszłości była miejscem licznych katastrof morskich i dlatego dziś nazywa się ją „Cmentarzem Atlantyku”.

Przyglądając się wyspie z powietrza aż trudno uwierzyć, że na wodach ją okalających miały miejsca tragedie, w których tysiące ludzi straciło życie.

Sable to prawdziwy raj. Żyją tu m.in. foki szare i około 400 dzikich koni. Poza naukowcami badającymi lokalną florę i faunę, w zasadzie nikt tu nie mieszka.

Kiedyś wyspa, mająca 42 km długości i najwyżej 2 km szerokości, dla żeglarzy oznaczała wyłącznie kłopoty. Od końca XVI wieku w jej pobliżu miało miejsce ponad 360 katastrof morskich i dziś jest dosłownie otoczona wrakami statków. Ale dlaczego właściwie dochodziło do wypadków tak często ?

Przede wszystkim dlatego, że przez tę część Atlantyku przebiegają liczne szlaki towarowe łączące Amerykę Północną z Europą. Gdy w tym samym czasie i miejscu zgromadzi się zbyt wiele statków, zwiększa się niebezpieczeństwo katastrofy zwłaszcza, że często występują tu podstępne prądy morskie. Gdy silne wiatry znosiły statki w okolice Sable, te niemal natychmiast tonęły.

Istotną przyczyną katastrof morskich była i jest również mgła, spowijająca wyspę przez 125 dni w roku, powodująca słabą widoczność i sprzyjająca osadzaniu na mieliźnie.

Jedna z największych katastrof morskich wydarzyła się w 1860 roku, gdy parowiec "Hungarian" wpadł w burzę śnieżną i zderzył się ze skałą. Z powodu bardzo złych warunków atmosferycznych łodzie ratunkowe nie wchodziły w grę i nieliczni ocaleni mogli tylko bezradnie patrzeć na swój tonący statek.

Wraz z rozwojem nawigacji katastrofy zdarzały się coraz rzadziej. W 1947 roku zatonął statek "Manhasset", a w 1999 roku, gdy na mieliznę wpłynął żaglowiec “Merrimack”, miało miejsce kolejne nieszczęście tyle że, trzyosobową załogę udało się wtedy uratować.

Czasami ktoś przeżywał katastrofę i zostawał na wyspie dlatego też, w 1801 roku na Sable powstały ośrodki recepcyjne. Pogłoski o piratach napadających na statki, rabujących towar i zabijających ocalałych nie działały na rozbitków mobilizująco.

Ci, którzy zdecydowali się poświęcić życie ofiarom katastrof, po prostu się nimi zajmowali. Byli to pierwsi ludzie , którzy na stałe osiedlili się na Sable. Dzięki nim mieszkańcy ośrodków recepcyjnych otrzymywali koce, żywność i pierwszą pomoc. Mogli coś zjeść i przenocować przed dalszą drogą.

Koniki pony, żyjące dzisiaj na wyspie, znalazły się tam w XVIII wieku, gdy pewien Amerykanin chciał się na Sable osiedlić. Oprócz ludzi i surowców potrzebował również zwierząt roboczych, które transportował statkiem. Ponieważ wiele koni ukradli mu piraci i rybacy, z wielkich planów nic nie wyszło, ale nieliczne konie pozostały na wyspie i rozmnożyły się. Pod koniec lat 50-tych ubiegłego wieku pony prawie wyginęły, bo skończyło się dla nich pożywienie i władze kanadyjskie zdecydowały się je wyłapać i przerobić na psią karmę. Uczniowie z całej Kanady ruszyli wtedy z kampanią przeciwko tym okrutnym planom i dzisiaj konie podlegają ochronie państwa.

Turyści bardzo rzadko odwiedzają wyspę Sable. Może dlatego, że muszą mieć specjalne zezwolenie władz parków narodowych i ukończony kurs poruszania się w środowisku naturalnym.

Autor: 
M.A./Tłum. Emilia Liberda
Źródło: 

travelbook.de

Dział: 
video: 
Zagłosowałeś na opcję 'w górę'.

Reklama