Czy świat stoi w miejscu, z którego nie ma już powrotu?

Reklama

wt., 11/17/2020 - 19:00 -- MagdalenaL

Jak wynika z kontrowersyjnych badań przeprowadzonych przez norweskich naukowców pracujących w oparciu o dwa modele nawet, jeśli ludzkość jutro przestanie emitować szkodliwe gazy cieplarniane, Ziemia jeszcze przez stulecia będzie się nagrzewać, a poziom oceanów będzie się podnosić.

Naturalne czynniki wywołujące globalne ocieplenie, takie jak topnienie wiecznej zmarzliny i redukcja lodu morskiego, które są procesami stymulowanymi przez uwalnianie dwutlenku węgla do atmosfery, będą postępować we własnym tempie, twierdzą Norwegowie w pracy opublikowanej w czasopiśmie Nature.

"Zakładając, że ​​redukcja emisji to jedyny sposób na powstrzymanie topnienia wiecznej zmarzliny, według naszych modeli, ludzkość już przekroczyła punkt, z którego nie ma powrotu ”, powiedział kierownik badań Jorgen Randers, emerytowany profesor ds. strategii klimatycznej w Norwegian Business School BI.

"Jeśli chcemy powstrzymać procesy topnienia i oczyścić powierzchnię planety, musimy zrobić dużo więcej- na przykład wyssać z atmosfery CO2 i zacząć go składować głęboko pod ziemią”.

Randers i jego kolega Ulrih Goluke korzystali z modeli do przewidywania zmian do 2500 roku, wychodząc od dwóch scenariuszy. Pierwszy zakładał natychmiastowe zaprzestanie emisji szkodliwych gazów, a drugi- stopniową redukcję emisji do początku 2100 roku.

W wyimaginowanym świecie, w którym emisję dwutlenku węgla można zatrzymać jednym naciśnięciem przycisku, planeta nagrzewa się przez następne 50 lat do 2,3 stopnia Celsjusza powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej (to mniej więcej pół stopnia od celu zapisanego w Paryskim porozumieniu klimatycznym z 2015 r.), a potem zaczyna się ochładzać.

Dzisiejsza powierzchnia Ziemi jest o 1,2 stopnia Celsjusza cieplejsza niż w połowie XIX wieku, kiedy temperatury zaczynały dopiero rosnąć. Według tego modelu, od 2150 roku planeta znowu zacznie się stopniowo nagrzewać, średnie temperatury zaczną rosnąć przez następne 350 lat, a poziom mórz podniesie się o 3 metry.

Według drugiego scenariusza Ziemia nagrzeje się do poziomu, który zniszczy cywilizację znacznie szybciej, ale proces ten skończy się około 2500 roku.

Punkty zwrotne

Fundamentalnym odkryciem badania, zakwestionowanego przez czołowych klimatologów jest to, że punkty zwrotne w systemie klimatycznym Ziemi zostały już przekroczone i rozpoczął się proces ocieplenia, który dokonuje się tak, jak to miało miejsce wiele milionów lat temu.

Jednym z wyzwalaczy jest szybkie zanikanie lodu na powierzchni arktycznych akwenów, w wyniku promieniowania słonecznego.

Drugim jest topnienie wiecznej zmarzliny, która zawiera dwa razy więcej węgla niż atmosfera, a trzecim -ilość pary wodnej, która stale rośnie i również ociepla planetę.

Na norweskie badanie zareagowało kilku czołowych klimatologów świata. Ich reakcje były różne i jak zauważyli autorzy pracy- schematyczne.

„Przedstawiony model… nie jest wiarygodnym odzwierciedleniem rzeczywistego systemu klimatycznego”, powiedział Richard Bates, kierownik zespołu ds. badań klimatu na Uniwersytecie Exter.

Mark Maslin, profesor klimatologii na University of London College ostrzega przed niedociągnięciami prezentowanych modeli.

„Przeprowadzone badanie ostrzega jednak, że ​​redukcja globalnej emisji gazów do początku 2050 roku, a taki cel jest propagowany przez ONZ i akceptowany przez coraz więcej krajów, to dopiero początek działań, które musimy podjąć, aby powstrzymać zmiany klimatyczne”.

Nawet bardziej wyrafinowane modele stosowane przez organ doradczy ONZ -Międzynarodowy Panel Klimatyczny (IPCC) pokazują, że celów porozumienia paryskiego nie da się osiągnąć, jeśli nie usunie się z atmosfery dużych ilości CO2.

Można to zrobić na przykład sadząc miliard drzew. Technologie eksperymentalne pokazały, że zasysanie CO2 z powietrza może odbywać się mechanicznie, ale na razie nie w takim stopniu, w jakim byłoby to potrzebne.

Autor: 
Tłum. Emila Liberda
Źródło: 

S.R./blic.rs

Reklama