„Przyroda trzyma nas w szachu.”

Reklama

Obrazek użytkownika koscielniakk
pon., 11/04/2019 - 20:23 -- koscielniakk
  • Jak wygląda życie w pobliżu lodowca, który powoli, z dnia na dzień niknie nam w oczach?
  • Co to znaczy mieszkać u stóp drzemiącego wulkanu?
  • Cztery kobiety wytłumaczą nam dlaczego wybrały życie w tak trudnych i ekstremalnych warunkach .

We włoskim Gressoney, u podnóża Monte Rosa, gdzie mieszka zaledwie 300 osób, Lidia spokojnie uzbraja się w cierpliwość. W maju było tak zimno, że nikt nie wyprowadził krów na pastwiska. Natomiast Arianna, minionej zimy, naliczyła 38 dni bez śniegu. Fakt ten ma duże znaczenie zarówno dla niej (była mistrzynią w narciarstwie biegowym) jak i dla innych miłośników sportów zimowych. Rosanna, która żyje u stóp wulkanu - jeśli jedząc zieloną sałatę znajdzie w niej piasek, to znak, że Etna znów jest aktywna. Mieszkańcy Katanii przywykli do tego, że znajduą przypieczone warzywa w ogródkach oraz brudne pranie, balkony, samochody - dosłownie wszystko pokryte jest czarnym pyłem. (...) Beatrice doskonale zna oznaki budzenia się drzemiącego wulkanu. Wystarczy, że nasłuchuje jego „oddechów”: a jest ich dokładnie dwadzieścia przed erupcją. Wówczas, wieczorem, ulice są nieoświetlone a całe miasto tonie w egipskich ciemnościach.

Co to znaczy, że przyroda trzyma nas w szachu? Zrozumiemy to na przykładzie doświadczeń opowiedzianych przez nasze cztery bohaterki.

W zimnej dolinie Valle d’Aosta zmiany klimatyczne doznały gwałtownego przyspieszenia. Topnienie tutejszego lodowca Planpincieux po włoskiej stronie Mont Blanc, w dolinie Ferret, nad Courmayer jest ostatnim w kolejności. Według raportu Jamesa W. Delano i Paolo Patrito oraz Agencji Spacenomore - góra lodowa Lys w masywie Monte Rosa - od 1915 do 2004 roku straciła ponad 600 metrów długości. (...)

W maju było bardzo zimno, a teraz kiedy powinnien padać śnieg – jest ciepło. Ocieplenie klimatu jest widoczne gołym okiem ale ja (w przeciwieństwie do innych) wcale się tego nie obawiam. Przyroda kieruje się swoimi prawami, w których de facto istnieje naturalny rytm i sens. Wszystko się unormuje”. Tak twierdzi sześdziesięcioletnia Lidia Laurent. Od wielu lat w Gressone, zamuje się hodowlą krów na mleko przeznaczone do produkcji lokalnego sera fontina. Pomaga jej w tym syn Simone. „Naszym głównym problemem, z którym zmagamy się na co dzień - jest obecność wilków. Nasze krowy często nie wracają z pastwiska. To naturalny i cykliczny układ przyrody, w której żyjemy, i której jesteśmy nierozerwalną częścią.” Lidia ukończyła Liceum Naukowe, po czym zdecydowała się na stałe zamieszkać i pracować z rodzicami. „Tutaj są moje korzenie.” Z nostalgią w głosie opowiada, że z odległych lat dzieciństwa, najbardziej brakuje jej śniadania. „Moja mama często przygotowywała nam kromki ciemnego pieczywa polane świeżą śmietaną. To nie to samo co słodkie ciasteczka. To były piękne momenty. Dziś mamy tak mało rąk do pracy...” Ze smutkiem w głosie, kończy swoją wypowiedź.

Sztuczne naśnieżanie w dzisiejszych czasach - to konieczność.” Stwierdza Arianna Fernanda Follis, rocznik 1977. Brązowa medalistka olimpijska oraz wielokrotna zwyciężczyni Mistrzostw Świata w Biegach Narciarskich FIS. „Od kiedy uczęszczałam na jednogodzinne zajęcia z wychowania ficycznego - pamiętam, iż z każdym rokiem było coraz mniej śniegu. W wyścigach Pucharu Świata szlaki narciarskie redukowano z 5 do 3,5 kilometrów. Największe opady śniegu miały miejsce w latach 90. Krajobraz górski w zimowej szacie - ale bez białej pokrywy - jest brzydki i zdecydowanie bez wyrazu. Niemniej jednak wspaniałe, różowe zachody słońca były, są i będą zawsze takie same.” (...) Na pytanie jakie bogą być jej zdaniem skutki efektu cieplarnego planety, odpowiada: „Jestem przekonana, iż pewnego dnia wszystko się unormuje na skutek naturalnych praw natury.” (...) Arianna ponadto piastuje urząd asesora Gressoney Saint-Jean, jest właścicielem jednej z miejscowych pizzerii a już niedługo zostanie mamą.

Przyroda jest dla nas jednocześnie matką i macochą”. Tak właśnie uważa Rosanna Corsaro, ma 56 lat i jest Kierownikiem w Obserwatorium Etny Narodowego Instytutu Geofizyki i Wulkanologii w Katanii. „Bardzo chciałam ukończyć studia na kierunku Geologii - ponieważ interesowała mnie Etna.” Wyznaje, dodając: „Za każdym razem kiedy mam okazję lecieć samolotem, specjalnie wybieram miejsce siedzące przy okienku, po to aby podziwiać z lotu ptaka ten niezwykły wulkan. To tak jak w popularnym powiedzeniu: prawdziwą wartość osoby dostrzegamy w momencie kiedy odczuwamy jej brak. Przystosowanie do ekstremalnych warunków otoczenia staje się chlebem powszednim. Na przykład chodzenie z otwartym parasolem, aby chronić się przed spadającym pyłem wulkanicznym. Mieszkamy w „ciemnym” mieście, ponieważ do jego odbudowy (po trzęsieniu ziemi w 1963 roku) użyto czarnego kamienia lawowego. Jesteśmy przyzwyczajeni do anulowanych lotów z przyczyn erupcji. Korzyścią natomiast są bardzo żyzne, okoliczne pola uprawne – regularnie nawożone lawą. Dla mieszkańców Katanii Etna to kobieta-matka albowiem mężczyzną jest «Iddu» czyli Stromboli. To właśnie on utwierdza mnie w przekonaniu, iż nie mamy żadnego wpływu na naturalny bieg natury. Obserwujemy go już od dwóch tysięcy lat. Teraz stosujemy specjalną sieć czujników, którą z przekorą nazywamy «stromboliana». Jej celem jest śledzenie funkcjonowania aktywnych wulkanów, które wybuchają w sposób bardzo specyficzny i nieregularny. Nie trzeba zatem wyjaśniać, iż w tym przypadku nauka nie znalazła jeszcze środka, aby jednoznaczne określić sygnały alarmujące nadejście erupcji.”

(...) „Oczekujemy oficjalnego potwierdzenia ale jest to więcej niż pewne, iż zostanie wprowadzony zakaz wchodzenia na szczyt. Tak drastyczna decyzja została podjęta z uwagi (przede wszystkim) na śmiertelny wypadek jednego z tutystów. W związku z nowymi okolicznościami, autoryzowani przewodnicy będą zmuszeni zmienić dotąd wykonywany zawód.” Relacjonuje 50 letnia Beatrice Fassi, przewodnik Magmatrek pochodząca z Bergamo (północne Włochy). „Życie tutaj to nieustanna niepewność i strach. Trudno jest cokolwiek zaplanować. Paradoksalnie uwielbiam ten wolny rytm życia: często jesteśmy bez prądu i bez samochodu.

Widoki jakie rostaczają się przede mną po wejściu na wulkan sprawiają, że nie myślę o niedogodnościach związanych z tutejszą rzeczywistością. Rekompensatą jest roztaczający się, wspaniały pejzaż: morze, Kalabria, wyjątkowa w swoim rodzaju wyspa Strombolicchio. Wszysto to powoduje, że wobec ogromu otaczającej mnie przyrody, czuję się „niczym”. Takie okoliczności zmuszają do głębokich refleksji. Wtedy właśnie zdaję sobie sparwę, że istnieją rzeczy które mnie przerastają. Jestem całkowicie świadoma, że zrealizowanie moich marzeń nie będzie wcale takie proste. Bardzo chciałbymam uczęszczać na kursy dotyczące uprawy winorośli. W związku z tym powinnam udać się do Acate, w prowincji Ragusy. Z racji odległości musiałabym przeznaczyć cały dzień na podróż: najpierw promem a później autobusem. To naprawdę duże wyzwanie...

Życie u stóp wulkanu wcale nie jest takie proste i nie wszyscy są skłonni do wyżeczeń. Niedawno, zamknięto działalność ostatniej w tym rejonie piekarni. Nie ma już nawet kiosku z gazetami. Na szczęście, prężnie działa miejska biblioteka, która zmienia się w prowizoryczną szkołę - w sytuacji kiedy warunki atmosferyczne uniemożliwiają dojazd nauczycieli.” Beatrice wcale nie ukrywa swojej obawy o przyszłość tego niezwykłego miejsca. „Strach pomaga odzyskać szacunek wobec przyrody. Chcieliśmy zminimalizować powagę i niebezpieczeństwo sytuacji, aby uspokoić ciekawych turystów. Niemniej jednak, nigdy nie powinniśmy zapominać gdzie i w jakich warunkach żyjemy. Moim zdaniem należałoby zachować wszelkie środki ostrożności w stosunku do osób zwiedzających to niezwykłe miejsce oraz dodać odwagi mieszkańcom borykającym się z trudnościami życia w tak ekstremalnych warunkach. Otaczająca nas przyroda wymaga od nas sporej dawki uwagi i poświęcenia. Mnie osobiście, takie zjawisko kojarzy się z uczuciem prawdziwej i szczerej miłości.”

Autor: 
Rossana Caampisi/Tłum. Anna Skowronek
Źródło: 

Elle Italia

Dział: 

Reklama