MATEMATYKA NIE KŁAMIE. KŁAMIĄ POLITYCY. WALKA Z PANDEMIĄ DAŁA TAKIE SAME SKUTKI JAK JEJ BRAK W SZWECJI

Reklama

wt., 10/20/2020 - 19:12 -- zzz

Okazuje się, że Szwecja, która zastosowała minimalne restrykcje w czasie koronawirusa ma obecnie o 10 proc. więcej łącznej liczby zgonów w czasie pandemii niż średnio w ciągu poprzednich czterech lat, podczas gdy Polska o 5,6 proc. więcej. Jak właściwie interpretować podawane co chwila statystyki? Czy w Polsce pandemia jest groźniejsza, czy mniej groźna niż w innych krajach, a działania władz skuteczniejsze, czy nie? Eurostat właśnie udostępnił dane, które mogą rzucić światło na to, z czym naprawdę mamy do czynienia i jakie są naprawdę efekty naszej walki z koronawirusem.

 

W 1969 roku na "grypę z Hongkongu" zmarło w Polsce 25 tys. osób, a chorowało 6 mln. Dużo przypadków śmiertelnych było jeszcze z tego samego powodu na przełomie 1970/1971. Teraz mamy 3,7 tys. zgonów na COVID-19. Czy w przypadku koronawirusa mamy jednak do czynienia z sytuacją, wykraczającą mocno poza normę i powinniśmy się bać śmierci dużo bardziej niż zwykle?

Ministerstwo Zdrowia we wtorek zaprezentowało na Twitterze grafikę, zgodnie z którą w przeliczeniu na milion mieszkańców z powodu COVID-19 umarło u nas 96 osób. To statystyki podobne do Austrii i Chorwacji, lepsze niż w Niemczech, a dużo lepsze niż w najgorszej w zestawieniu Belgii, a także kolejnych: Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i Włoch.

 

Liczba zakażonych pacjentów doszła u nas do 193 tys., przebadano 4,1 mln próbek, zmarło 3,7 tys. osób. Konfederacja Lewiatan wskazała właśnie, że u nas testów robi się relatywnie dużo mniej niż w innych krajach. Gdyby było więcej testów, prawdopodobnie statystyka zakażonych też byłaby większa, tylko większa jest grupa takich, którzy nie zostali wykryci. Podobnie może być ze statystykami zgonów.

Dla służby zdrowia istotne są informacje o liczbie zajętych łóżek na oddziałach COVID-19 - obecnie leży na nich prawie 9 tys. pacjentów na 14,7 tys. dostępnych miejsc oraz o liczbie zajętych respiratorów - obecnie zajętych jest 725 na 1,1 tys. w całym kraju. Ale jak ocenić realną siłę działania koronawirusa?

Umarło więcej

Tu z przydatnymi do porównań danymi dla Europy pośpieszył właśnie Eurostat. Zaprezentował dane o ogólnej liczbie zgonów w poszczególnych krajach z podziałem na tygodnie roku. Dzięki temu można porównać, czy w roku bieżącym umarło więcej osób niż w poprzednich latach, na co wpływ mogła mieć pandemia.

 

 

I tak, od 10. tygodnia roku, czyli od połowy marca, kiedy dotarł do nas koronawirus z Wuhan, do końca 40. tygodnia roku, czyli do 11 października zmarło w Polsce 242 tys. osób. To o 7,6 tys. więcej niż rok wcześniej i o 12,8 tys. więcej niż średnia z poprzednich czterech lat w tym samym okresie roku.

Procentowo było to o 3,2 proc. śmierci więcej w porównaniu do 2019 r. i o 5,6 proc. więcej niż średnio w poprzednich czterech latach (2016-2019).

Foto: Jacek Frączyk / Business Insider Polska

Poprawkę trzeba brać na fakt, że przez obostrzenia mniej w tym roku poruszaliśmy się samochodami i mniej w związku z tym było wypadków śmiertelnych na drogach. Od początku roku do 19 października zginęło w wypadkach 1665 osób, a rok temu w tym samym okresie 1974 osoby - wynika z danych policji. Można w dużym uproszczeniu założyć, że z powodu ograniczeń w ruchu w pandemii około 300 osób zachowało życie. Choć z drugiej strony zamknięcie w domach, brak ruchu i kontaktu z ludźmi mógł też mieć wpływ na pogorszenie statystyk w kontekście innych niż COVID-19 chorób.

Znaczące odchylenia zgonów od czteroletniej średniej - o 0,9 do 1,2 tys. zgonów więcej - trwały u nas przez trzy tygodnie, od 10 sierpnia do 30 sierpnia. Duży wzrost obserwować można było jeszcze między 21 a 27 września.

Wpływ koronawirusa na statystyki zgonów jest widoczny, bo jeszcze do połowy marca obserwowano regularny spadek rok do roku liczby śmierci, a potem był już tylko wzrost. A jak to wygląda na tle innych krajów?

Szwecja kontra reszta świata

Z naszą liczbą zgonów w tym roku w czasie pandemii o 5,6 proc. wyższą względem tego samego okresu w czterech poprzednich latach okazuje się, że jesteśmy w europejskiej niechlubnej czołówce. A konkretnie na trzynastym miejscu na 36 badanych krajów.

Najwyższy wzrost śmiertelności odnotowała Hiszpania, gdzie liczba zgonów wzrosła o aż 26,2 proc. względem średniej z lat 2016-2019. Kolejne miejsca zajmują Włochy, Wielka Brytania i Belgia. Kraje o różnym klimacie i położeniu, które łączy być może tylko to, że przyjeżdża tam ciągle wielu ludzi z całego świata.

Foto: Jacek Frączyk / Business Insider Polska

Ciekawy jest w tym wszystkim przypadek Szwecji, która jak wiadomo żadnych większych obostrzeń nie wprowadzała. Nie trzeba chodzić w maseczkach, restauracje, szkoły i baseny są otwarte, a obostrzenia dotyczyły głównie domów spokojnej starości. I okazuje się, że liczba zgonów wzrosła rok do roku o 10,3 proc. w porównaniu czteroletnią średnią, co jest ósmym najgorszym wynikiem w Europie, ale jest to zarazem statystyka niemal równa tej, którą odnotowała stosująca ostre restrykcje Francja.

Polska ma co prawda lepszy od Szwecji wynik - 5,6 proc. wzrostu liczby zgonów - ale nie można zapominać, że statystyki zgonów na COVID-19 dzień po dniu coraz bardziej przemawiają na naszą niekorzyść. Od dwóch tygodni umiera u nas dziennie z tego powodu od 40 do nawet 130 osób, podczas gdy w Szwecji są to liczby od 0 do 10. To pewnie będzie wiadome dopiero za jakiś czas, ale może się okazać, że efekt naszych lockdownów i noszenia maseczek będzie podobny do efektu minimum restrykcji w Szwecji.

Co więcej, jest grono państw w Europie, w których statystyki zgonów są niższe w okresie pandemii niż rok wcześniej. Jest takich krajów aż 10 na 36, których dane zaprezentował Eurostat. Ze Słowenią na czele, gdzie zmarło o 13,2 proc. mniej osób w porównaniu z czteroletnią średnią w podobnym okresie roku. Na drugim miejscu jest Gruzja (-7,9 proc.), a na trzecim Czarnogóra (-5,5 proc). Są w tym "klubie" blisko położone nam geograficznie, Słowacja, Łotwa, Rumunia i Węgry.

Autor: 
zzz
Źródło: 

businessinsider.com.pl

Reklama