„Osoba, która przeżyła chorobę nowotworową, miała najdłużej udokumentowane zakażenie wirusem COVID-19. Oto, czego dowiedzieli się naukowcy”

Reklama

czw., 10/21/2021 - 14:11 -- MagdalenaL

47-letnia kobieta nie mogła pozbyć się kaszlu i duszności, co wprawiło w zakłopotanie Veronique Nussenblatt, specjalistkę od chorób zakaźnych z Narodowego Instytutu Zdrowia (NIH). Jej pacjentka była hospitalizowana w NIH z COVID-19 wiosną 2020 roku; gdy lato zamieniło się w jesień, a jesień w zimę, kobieta powinna była w znacznym stopniu wyzdrowieć. Jednak nadal potrzebowała uzupełniającego tlenu w domu. "Czasami czuła się lepiej, czasami gorzej" - mówi Nussenblatt.
 

 

Wielokrotne testy COVID-19 dały pozytywny wynik na obecność wirusa, ale z nikłym skutkiem. Nussenblatt i inni lekarze założyli, że wykryto nieżywotne fragmenty wirusa, co zostało udokumentowane u innych osób po przebytym zakażeniu wirusem COVID-19. W rzeczywistości medyczna męka tej kobiety, trwająca prawie rok, okazała się wyjątkowym studium przypadku na temat tego, jak długo może trwać aktywna infekcja i jak wirus może ewoluować w organizmie jednej osoby.

Oprócz utrzymujących się objawów pacjentka Veronique Nussenblatt była niezwykła pod innym ważnym względem: miała chłoniaka nowotworowego i 3 lata wcześniej przeszła udane leczenie agresywną terapią komórkową CAR-T. Po tej terapii pozostało jej bardzo niewiele komórek B, rodzaju komórek odpornościowych, które produkują przeciwciała i pomagają w normalnym funkcjonowaniu układu odpornościowego.

W marcu test COVID-19 wykazał, że poziom wirusa, wcześniej ledwo wykrywalny, wzrósł. Czy kobieta została ponownie zakażona, czy też nigdy nie wyleczyła się z pierwszej infekcji? Nussenblatt mówi, że przewlekła choroba COVID-19 nie była na jej celowniku, częściowo dlatego, że jej pacjentka, choć chora, nie była w tragicznym stanie. Ponadto, nie widziała czegoś takiego w przypadku innych patogenów. "Nigdy nie słyszałam o pacjencie po przeszczepie, który miałby grypę przez rok" - mówi Nussenblatt. "To naprawdę długi czas".


Zwróciła się o pomoc do Elodie Ghedin, wirusologa molekularnego, która prowadzi laboratorium NIH badające genomy wirusa SARS-CoV-2 z zakażeń. Ghedin i biolog obliczeniowy Allison Roder sekwencjonowały próbki od pacjentki i potwierdziły, że wirus nadal się replikował. Następnie porównali te sekwencje z sekwencjami pochodzącymi od pacjentki przechowywanymi 10 miesięcy wcześniej.
"To był ten sam wirus" - mówi Ghedin. Pacjentka została zakażona w 2020 r. jedną z pierwszych wersji wirusa SARS-CoV-2, który na początku tego roku nie był już w obiegu. Próbki z późniejszych etapów infekcji pozwoliły zespołowi prześledzić, w jaki sposób wirus ewoluował, gdy jej osłabiony układ odpornościowy walczył z nim. Nussenblatt, Ghedin i ich koledzy zamieścili raport w tym miesiącu na serwerze medycznym medRxiv i przedkładają go do publikacji.

"Istnieje bardzo niewiele systematycznych badań pacjentów poddanych immunosupresji i tego, jak długo kontynuują oni rozsiewanie wirusa" - mówi Jonathan Li, specjalista chorób zakaźnych w szpitalu Brigham and Women's Hospital i szkole wyższej Harvard Medical School. "Musimy ich zbadać, abyśmy mogli pomóc tym pacjentom i zapobiec dalszej mutacji wirusa". Wraz z kolegami, Li opublikował studium przypadku w czasopiśmie „The New England Journal of Medicine” o 45-letnim mężczyźnie z obniżoną odpornością, zakażonym przez około 5 miesięcy, który ostatecznie zmarł na chorobę późnym latem 2020 roku. "Nawet teraz", mówi Li, ponad 1 rok później, "wciąż znajduję miejsca, w których ten pacjent nadal nas czegoś nowego uczy".


U pacjenta Li wirus rozwinął mutacje, które są cechami charakterystycznymi wariantów Alfa, Gamma i Delta wirusa SARS-CoV-2, z których żaden nie pojawił się jeszcze w populacji ogólnej. Pacjenci z obniżoną odpornością "dają nam wgląd w to, jak wirus eksploruje przestrzeń genetyczną" - mówi Ghedin.
U pacjenta z NIH sekwencjonowanie ujawniło dwie delecje genetyczne, które przykuły uwagę badaczy. Jedna z nich dotyczyła RNA kodującego białko S, które pomaga wirusowi wnikać do komórek. Ze względu na krytyczną rolę białka S w sposobie, w jaki SARS-CoV-2 wywołuje infekcję, mutacje w tej sekwencji wzbudziły duże zainteresowanie. Jednak to właśnie ta druga mutacja szczególnie uderzyła zespół: duża delecja, prawie 500 nukleotydów z 30,000 wirusa, która leżała poza sekwencją białka S.

Niektórzy naukowcy uważają, że mutacje poza białkiem S zasługują na większą uwagę niż dotychczas. "Cały czas jest mowa o białku S, ale białko S stanowi tylko 13% genomu wirusa" - mówi Li. W czerwcu w czasopiśmie „Clinical Infectious Diseases”, Li i jego koledzy przeanalizowali wcześniej opublikowane opisy przypadków przewlekłych infekcji i reinfekcji i odkryli, że delecja podobna do dużej delecji zidentyfikowanej przez Ghedina i Nussenblatt była jedną z najczęstszych opisywanych mutacji. Inne geny, mówi Li, nie odgrywają roli białka S w przenoszeniu i infekcji, ale "prawdopodobnie mają znaczenie, gdy wirus próbuje walczyć z naszą odpowiedzią immunologiczną".

Na szczęście, przewlekłe infekcje COVID-19 wydają się stosunkowo rzadkie, mówią lekarze, ale są one również ważne do badania. "Nowe warianty wciąż stanowią zagrożenie," mówi Ravindra Gupta, specjalista chorób zakaźnych na Uniwersytecie w Cambridge, a "przewlekłe infekcje są tym, co napędza" przynajmniej niektóre z nich. Praca Gupty sugeruje, że wariant Alfa, który pojawił się w Wielkiej Brytanii w grudniu 2020 r., a następnie rozprzestrzenił się w innych miejscach, mógł najpierw pojawić się u osoby z obniżoną odpornością. Ponadto, jak donosi Gupta i jego zespół, osocze rekonwalescenta, które otrzymał pacjent, bogate w przeciwciała, wydawało się napędzać ewolucję wirusa. Pacjentka Veronique Nussenblatt również otrzymywała osocze rekonwalescencyjne, zarówno kiedy zachorowała po raz pierwszy, jak i tej wiosny, kiedy jej objawy ponownie się pogorszyły.

Dla Gupty ważnym pytaniem jest, czy terapie przeciwciałami monoklonalnymi, które są obecnie zalecane jako leczenie COVID-19 u pacjentów z grupy wysokiego ryzyka, mogą również przyspieszyć ewolucję wirusa u osób z obniżoną odpornością. Jak mówi Gupta, "bardzo ważne jest, aby ograniczyć możliwość zakażenia się pacjentów z obniżoną odpornością" - zarówno po to, aby chronić ich przed ryzykiem ciężkiego zakażenia, jak i po to, aby zmniejszyć prawdopodobieństwo pojawienia się nowych wariantów wirusa.
Jeśli chodzi o pacjentkę Veronique Nussenblatt, jej historia ma szczęśliwe zakończenie. Po drugiej hospitalizacji i kolejnym leczeniu, stan jej płuc poprawił się, a markery stanu zapalnego we krwi spadły. Od kwietnia miała wiele negatywnych wyników testów na obecność COVID-19, co w połączeniu ze złagodzeniem objawów przekonało Nussenblatt, że "infekcja zniknęła". Nussenblatt połączyła się ze swoją pacjentką za pomocą połączenia wideo na początku lata. "Spacerowała po plaży," mówi Nussenblatt, bez rurki z tlenem w zasięgu wzroku.

Autor: 
Autor: Jennifer Couzin-Frankel; Przekład: Magdalena Ambicka.
Dział: 

Reklama